Max Kanter z ekipy Astana XDS wygrał drugi etap Paryż-Nicea. Od finiszu rozegranego między zawodnikami – nazwijmy rzeczy po imieniu – drugiego lub trzeciego szeregu sprinterów ciekawsza była heroiczna walka Daana Hoole. Holender z Decathlon CMA CGM zdecydował się na ucieczkę w końcówce etapu, ok. 21km przed metą. Zdobył 20” przewagi i mimo kolejnych drużyn włączających się do pościgu utrzymywał ją zaskakująco długo.
Jeszcze 3km przed metą, na sekcji z kolejnymi rondami miał 10” zapasu nad rozpędzającą się grupą a ostatecznie został doścignięty ok 700m przed kreską.
Max Kanter został znakomicie rozprowadzony przez Mike’a Teunissena a sam świetnie wykończył pracę kolegów z drużyny finiszując z wyraźną przewagą przed Laurencem Pithie i Jeseprem Stuyvenem. Jak sami widzicie, nawet jeśli ściganie było konkretne, to nie są topowe nazwiska światowego sprintu. Wydawałoby się, że w takiej stawce Girmay czy van Uden powinni błyszczeć, tymczasem drugi dzień z rzędu nie liczą się w walce o zwycięstwo.
A szans już sprinterzy raczej nie dostaną. Od teraz etapy tylko dla zawodników rywalizujących w klasyfikacji generalnej, ewentualnie dla uciekinierów.
Dzisiejsza drużynowa jazda na czas na dystansie 23,5km i trasie prowadzącej przez winnice zostanie rozegrana w formule testowanej już wcześniej podczas Paryż-Nicea. Co ważne, w takiej formie również drużyny będą ścigać się podczas tegorocznego Tour de France.
Na czym polega różnica w stosunku do tradycyjnej drużynówki? Do tej pory w drużynowej jeździe na czas drużyna musiała dojechać do mety przynajmniej w czwórkę i to właśnie rezultat czwartego kolarza decydował o wyniku całego zespołu (a tylko ci, którzy odpadli mieli notowany czas osobno). Sztuką było więc wyważenie składu i dyspozycji dnia tak, by ekipa jechała szybko a równocześnie nie zgubiła tych, którzy gorzej się czuli, byli słabsi w jeździe na czas, mieli pecha lub pojechali za mocno i stracili za dużo energii.
W nowej formule mamy dwa poziomy rywalizacji: o zwycięstwo etapowe dla drużyny a równocześnie indywidualnie w klasyfikacji generalnej. Drużynowo wygrywa zespół, którego zawodnik uzyska najlepszy czas na mecie, ale wyniki dla każdego kolarza liczą się osobno. Można to więc porównać z wydłużonym rozprowadzaniem sprintera. Da się więc ustawić zespół tak, by kolejni zawodnicy nadawali tempo a następnie zostawali z tyłu, o ile oczywiście nie zależy im na miejscu w generalce.
Efektem są większe różnice w klasyfikacji. W starej formule po etapie jazdy drużynowej, w tabeli na kolejnych miejscach znajdowali się kolarze tej samej drużyny, ponieważ (jeśli dojechali w komplecie), mieli ten sam czas. Teraz generalka po etapie jazdy drużynowej będzie wyglądać bardziej jak po etapie jazdy indywidualnej.
To powoduje również, że drużyny, które tradycyjnie były dobre w siłą swojego kolektywu, jak Soudal-Quick Step, Jayco AlUla czy (a raczej ich wcześniejsze inkarnacje z innymi zestawami sponsorów) czy nawet Movistar, teraz ustępują teamom z najlepszymi indywidualnościami.
W tym roku trasa jest mniej górzysta niż w latach ubiegłych na Paryż-Nicea, więc prawdopodobnie do mety będą dojeżdżać liczniejsze składy. Dystans to w sumie 23km, znajdują się na niej dwa podjazdy, ostatni 4km przed finiszem, ale nie jest zbyt stromy.
W czołówce należy więc spodziewać się Vingegaarda, McNulty’ego, Ayuso czy mocnego na czas Vaquelina. Tu warto jeszcze zaznaczyć, że Ayuso wczoraj ścigał się na premii lotnej i dzięki bonifikacie ma nieznaczną przewagę nad swoimi rywalami w klasyfikacji generalnej.
Jeśli zaś mowa o jeździe na czas, to klasyczną w formie i treści (bo płaską wzdłuż wybrzeża) mieliśmy na rozpoczęcie Tirreno-Adriatico. Wygrał z wyraźną przewagą Filippo Ganna. To jego 31. wygrana na tego typu etapie. I choć w ostatnich latach lepszy od niego jest Remco Evenepoel, to i tak mocarny Włoch pozostaje wybitnym specjalistą jazdy na czas.
Zobaczymy, czy tak jak w ubiegłych latach będzie próbował walczyć w klasyfikacji generalnej, w górzystym terenie testując formę przez wyścigami klasycznymi. Rok temu przegrał tylko z Ayuso a dobra postawa na podjazdach sprawiła, że był w stanie przetrwać ataki Pogacara na Cipressie oraz Poggio i ukończyć Mediolan – San Remo na drugim miejscu, za van der Poelem.
Wczoraj w Lido di Camaiore wyprzedził resztę stawki przynajmniej o 22”. Za to znajdującego się za nim Thymena Arensmana od dwunastego Giulio Pellizzariego dzieli tylko 15”. Kluczowa dla klasyfikacji generalnej postać, czyli Isaac del Toro skończył czasówkę na dziesiąty miejscu z 36” straty do Ganny, ale tylko 14” do Arensmana.
Dziś na Tirreno-Adriatico etap zapowiadający się wprost znakomicie. 206km, pierwszych 125 płaskich a następnie górzysty “klasyk” z szutrową końcówką: 5km rozpoczynające się od 14% stromizny i z ostatnim – już asfaltowym odcinkiem, ale za to o parametrach 1km długości, 7,7% średniej stromizny i 14% maksymalnej. San Gimignano, w którym usytuowana jest meta znajduje się zaledwie 40km od Sieny, w której trzy dni temu kończył się “Strade Bianche”, tyle że na północ od słynnej miejscowości (a trasa słynnego klasyku usytuowana jest bardziej na południe).
Brzmi jak teren, w którym Ganna będzie musiał wznieść się na swoje wyżyny a van der Poel dostanie przedsmak tego, z czym będzie się mierzył w monumentach. Tyle tylko, że tutaj jego rywalem będzie “Pogacar light”, czyli del Toro. Górzysta część etapu zaczyna się około 14.00, wjazd na sektor “białych dróg” około 15.20, finisz około 15.35.
Czasówka na Paryż – Nicea zaczyna się od 15.10 od startu Team Picnic PostNL, drużyna lidera, EF Education – Easy Post ruszy na trasę o 16.34.
PS jeszcze w temacie Ganny, wspomnę, że podczas wczorajszej czasówki uzyskał imponującą średnią prędkość 56,868km/h na dystansie 11,5km. W wypowiedzi po etapie otworzył się, mówiąc temat swojego stosunku do treningu. Choć Włoch jest zawodnikiem pracującym niezwykle ciężko, stawiającym wiele na przygotowania w tunelu aerodynamicznym itd. poruszył ważkie tematy pracy z psychologiem a także diety. Otóż Ganna, w przeciwieństwie do wielu profesjonalnych sportowców w miejsce terapii czy też wsparcia specjalisty psychologii sportu wyżej ceni sobie kontakt z bliskimi, często niezwiązanymi z kolarstwem. Z kolei w kwestii odżywiania wypracował model, w którym stawia na nieco większą elastyczność, ponieważ jak powiedział nadmierny reżim zdecydowanie mu nie służy.
PS 2
Wczoraj zaprezentowano trasę kobiecej wersji wyścigu Vuelta a Espana. Hiszpański tour nadal zostanie rozegrany w maju, jednak z męskim Giro d’Italia zazębi się tylko o dwa dni (kobieca Vuelta zakończy się 9 maja a męskie Giro rozpocznie się 8). Trasa zostanie poprowadzona na terenie Galicji i Asturii a to oznacza, że znajdą się na niej charakterystyczne dla tego regionu bardzo strome podjazdy. W tym – uwaga – słynne Angliru, na szczycie którego zakończy się cały wyścig.

