Pierwszy etap Paryż-Nicea, choć pagórkowaty zakończył się sprintem z peletonu. Nieco niespodziewanie wygrał go Luke Lamperti z EF Education – Easy Post.
Nieco niespodziewanie z kilku powodów.
Po pierwsze nie było wcale pewne, czy górki w drugiej części trasy nie spowodują, że jednak w peletonie dojdzie do selekcji. Nie doszło, co pokazuje po raz kolejny, że współcześnie by podzielić grupę trzeba naprawdę większych trudności. Warto o tym pamiętać oceniając np. trasę Tour de Pologne, gdy już przyjdzie na to pora i szacując, co w jakim terenie może się wydarzyć. Krótko mówiąc, zawodowcy przejeżdżają obecnie dwukilometrowe podjazdy o stromiźnie 7% bez większych problemów. Zmieniła się też charakterystyka sprinterów, którzy adaptując się do trendów potrafią radzić sobie w takich warunkach. Co do zasady czasy zawodników puszczających koło na wiaduktach są już dawno minione.
Po drugie Lamperti nie był faworytem – rywalizował z bardziej uznanymi nazwiskami jak Girmay czy Bol. To dla niego największy sukces w karierze – do tej pory wygrywał tylko w wyścigach kategorii .1.
Po trzecie, czy zwycięzca mógł być relegowany za zablokowanie na ostatnich metrach Girmaya? Trudno stwierdzić – komisarze nie doszukali się przewinienia, Lamperti lekko zachwiał się i to ten ruch spowolnił Erytrejczyka i dopiero po tym kolarz EF zjechał do barierek.
I po czwarte wreszcie i tak dobrze, że obyło się bez większych problemów, bo o ile ostatnia prosta była już szeroka, to kilkaset metrów przed metą był zakręt i wyraźne zwężenie między barierkami, gdzie oczywiście doszło do kraksy. Naprawdę gdy to oglądałem główna myśl, która od razu do mnie przyszła brzmiała “czy to musiało być tak poprowadzone”.
A co w planie na dziś? Dziś pełnoprawny płaski etap. 187km z północy na południe (Epone -> Montargis), omijając Paryż. Trudno spodziewać się czegoś innego niż finisz z peletonu. Pogoda stabilna, lekki wiatr z południa, który nie powinien zanadto przeszkadzać. Kolarze powinni dotrzeć do mety około godziny 17.00 Faworyci będą pewnie myślami już przy jutrzejszej jeździe drużynowej, oby jednak nie skupiali się na tym za bardzo, bo nie chcemy kraks ani kontuzji.
Jak to jest w zwyczaju, równolegle z Paryż-Nicea rozgrywana jest we Włoszech druga z wiosennych, worltourowych etapówek, czyli Tirreno – Adriatico. Wyścig, w którym można wygrać jedno z najbardziej spektakularnych trofeów, czyli imponujący trójząb Neptuna.
We Francji o zwycięstwo rywalizować w generalce mają Vingegaard z Ayuso. We Włoszech faworytem jest del Toro, któremu przeciwstawić spróbują się Jorgenson, Roglic i Pellizzari.
Ale oprócz nich obsada jest bardzo ciekawa. Bo na płaskich finiszach rywalizować będą Mangier, Milan, Philipsen, de Lie. Tam gdzie będzie nieco górek formę przed Mediolan – San Remo i kolejnymi klasykami szlifować będą van der Poel, van Aert i Ganna (ten ostatni również celuje w wygranie czasówki), zatem “wyścig dwóch mórz” zapowiada się bardzo interesująco.
Tym bardziej, że trasa będzie zachęcała do ofensywnego ścigania.
Wszystko rozpoczyna się dziś od płaskiej, 12km czasówki. Następnie jest etap dla specjalistów wyścigów klasycznych, z górzystym profilem, szutrową końcówką i “ścianką” do mety. Choć kluczowy wydaje się być etap numer sześć, gdzie meta jest na 3,2km podjeździe, niemal każdego dnia na zawodników czekają mniejsze lub większe trudności i całkiem płaski jest tylko finał w przyszłą niedzielę w San Benedetto del Tronto.
Jak zawsze trzeba więc będzie dzielić uwagę między tym, co dzieje się we Włoszech a tym co dzieje się we Francji. Co do zasady transmisje z Tirreno – Adriatico będą mniej więcej od 13-15.30 a z Paryż-Nicea od 15-17 (dziś 13.05-15.40 z T-A i 15.10-17.15 z P-N).
Zdjęcia: materiały prasowe ASO i RCS

