Czasówka w Algarve nie była tak płaska i prosta jak można by się spodziewać. Trasa prowadziła bocznymi drogami, krętymi o nienajlepszej nawierzchni. Filippo Ganna jak twierdzi pojechał ostrożnie i z rezerwą by uniknąć niepotrzebnych przygód a i tak pewnie wygrał 20km próbę.
Nie to jest jednak najważniejsze, choć wygrana Włocha na pewno cieszy i jego i jego kibiców. Jest w formie, więc zakładam, że swoją mocą znów będzie w stanie konkurować z dynamiką Pogacara i van der Poela podczas Mediolan – San Remo (pierwszy monument sezonu równo za miesiąc!).
To, na co najbardziej zwracaliśmy uwagę to rywalizacja Ayuso, Almeidy i Seixasa. Z tej trójki najgorzej wypadł Almeida. Portugalczyk stracił do Ayuso 36 sekund a to sporo. Co więcej, przegrał też z Seixasem, który z Ayuso przegrał o zaledwie 7” a w sumie 13” z Ganną.
Komentatorzy i influencerzy nakręcają się na “następnego Pogacara”. Wiemy, że Seixas jest super talentem. Być może jako (rocznikowo) dwudziestolatek wygląda lepiej niż Słoweniec w tym samym wieku. Ale choć niewątpliwie ma wielki potencjał, wszystko, co mogę powiedzieć to “poczekajmy”.
Dziś w Algarve etap “odpoczynkowy”, raczej dla sprinterów, na rozgrywkę między Ayuso a Seixasem poczekamy do jutra, gdy finisz znów będzie pod górę.
W sobotę pod górę ścigać się będą za to zawodnicy w Emiaratach, gdzie czeka na nich finisz na dobrze znanym podjeździe Jebel Hafeet. To wielokrotnie zmierzona i sprawdzona góra, ponad 10,5km i prawie 7% stromizny. Zapowiada się dobra rywalizacja między del Toro, który musi odrabiać straty a Tiberim, który jest w dobrej formie we wczesnej fazie sezonu. 21” to i dużo i mało, znaczenie na Jebel Hafeet ma pomoc drużyny a wiele zależy od wiatru w tym konkretnym dniu. Jeśli zaś chodzi o to, co wydarzyło się wczoraj to Jonathan Milan wygrał drugi etap w tym wyścigu, prezentując imponującą moc na ostatnich metrach sprinterskiej końcówki. Skoro wspomniałem o Gannie w kontekście Mediolan – San Remo muszę i przywołać potencjalne szanse Milana w tym wyścigu. Włoch z Lidl-Trek gorzej sobie radzi na podjazdach od Włocha z Ineosu, zatem zawody musiałyby się rozgrywać w nieco inny sposób niż w ostatnich sezonach by mógł myśleć o walce o zwycięstwo.
Mieliśmy jeszcze Andaluzję, najmniej ważną z toczących się właśnie etapówek. Finisz był fajny, lekko pod górę, z odrobiną przepychanek na wąskich uliczkach. Wygrał Milan Fretin z Cofidisu a zamknięty przez rywali Pidcock nie został relegowany za przepychanki z Gavirią. Dziś w Andaluzji podobny etap, z lekkimi górkami i “punchy” finiszem. W generalce prowadzą uciekinierzy z czwartku: Romeo przed Leknessundem a ich rywale, przede wszystkim z zespołu UAE będą musieli wznieść się na wyżyny w niedzielę by myśleć o wygraniu całej etapówki.
Najważniejsze rzeczy dziać się będą jednak nie na szosach południowej Europy czy Półwyspu Arabskiego a w Val di Fiemme. Na kończącym zmagania biegaczy narciarskich królewskim dystansie 50km klasykiem po historyczny, szósty złoty medal na jednych Zimowych Igrzyskach Olimpijskich pobiegnie Johannes Klaebo. To najtrudniejszy dla niego start, do tego po niemal dwóch tygodniach zmagań. Do tej pory Norweg wygrywał wszystkie zawody atomowymi, 20-30 sekundowymi przyspieszeniami na jednym z krótkich podbiegów. Teraz będzie mierzył się z wyścigiem trwającym ponad dwie godziny. Już samo to, że potrafi być tak wszechstronny (wyczyn na tegorocznych IO, jeśli do niego oczywiście dojdzie, będzie powtórzeniem sytuacji z ubiegłorocznych mistrzostw świata) jest wyjątkowe.
Później w ciągu dnia będą jeszcze sztafety skialpinistów, bieg masowy biathlonistek i wyścigi ze startu wspólnego panczenistów i panczenistek.
UAE Tour od ok. 12-14, Andaluzja od ok. 14-16, Algarve od 16-18. Klaebo biegnie o 11.
Miłej soboty!

