Kronika Kolarska 13.11.2025

W kolarstwie trochę się dzieje, mimo offseasonu, jednak pamiętajcie że nie prowadzę profilu newsowego, ale pewnie w najbliższych dniach zrobię jakieś podsumowanie tematów transferowych. Natomiast dziś jest wiadomość, która aż sama prosi się o komentarz, czyli powracająca dyskusja o obecności kolarstwa przełajowego na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich.

Wydawało się, że przynajmniej jakiś test na IO we francuskich Alpach wydaje się pewny. “Śnieżne” puchary świata w miarę się sprawdziły, kolarstwo we Francji ma mocną pozycję, podobnie jak prezydent UCI, David Lappartient.

Tymczasem do dyskusji, cali na biało ;) wchodzą przedstawiciele sportów zimowych (narciarstwa, biathlonu, saneczkarstwa, bobslejów, skeletonu, łyżwiarstwa i curlingu) ze zdaniem, że dołączanie kolejnych dyscyplin, które nie są tradycyjnie rozgrywane na śniegu i lodzie niepotrzebnie “rozwodni” zimowe Igrzyska i osłabi ich markę. Zwracają też uwagę, że zimowe IO powinny iść raczej w kierunku rozwoju tradycyjnie zimowych dyscyplin, zwiększania ich różnorodności i dostępu do ich uprawiania w większej liczbie krajów.

Najbardziej radykalny wydaje się prezes federacji biathlonowej, który wprost stwierdza, że “gdyby te sporty (w domyśle m.in. przełaje) były wystarczająco popularne, miałyby swoje miejsce na igrzyskach letnich”.

I teraz wiadomo, że jako fani kolarstwa nie będziemy w pełni obiektywni – włączenie kolejnej konkurencji kolarskiej do programu Igrzysk ma wymierny efekt finansowy, zwiększa zainteresowanie sportem rowerowym w ogóle, jeszcze bardziej go globalizuje a w polskich realiach daje dostęp do finansowania dla dodatkowego grona zawodników (preferencje w dostępie do środków z budżetu państwa mają konkurencje olimpijskie).

Jest jednak szereg argumentów całkiem obiektywnych, które wspierają obecność kolarstwa przełajowego (ale też wielu innych dyscyplin sportu) na zimowych IO. Przełaje, choć co do zasady nie są rozgrywane “na śniegu lub lodzie” (co jest obecnie kryterium włączenia do programu) są tradycyjnie sportem zimowym. Podobnie jak choćby biegi przełajowe. Wywodzą się z tego, że jesienią i zimą można było jeździć właśnie na takich rowerach i w takim terenie. Kalendarz pucharu świata jest zawsze ułożony od jesieni do zimy, mistrzostwa świata rozgrywane są na przełomie stycznia i lutego.

Fakt, są popularne zaledwie w kilku krajach (Belgia, Holandia, Niemcy, Francja, Włochy, UK, Stany Zjednoczone, Czechy, ale też w Hiszpanii, Włoszech, Polsce, Kanadzie i jeszcze paru innych krajach), w porównaniu ze skokami narciarskimi, biathlonem czy łyżwiarstwem szybkim nie są absolutnie sportem “niszowym”. Co więcej, to nie tylko popularność decyduje o obecności na IO. Gdyby tak było, nie mielibyśmy w letnim programie chodu sportowego, strzelania do rzutków, gimnastyki artystycznej, zapasów, pięcioboju nowoczesnego i wielu, wielu innych.

Idąc dalej dochodzimy też do poważnego wyzwania, jakim jest ocieplenie klimatu, które stawia pod znakiem zapytania sens istnienia zimowych IO w ogóle. Podchodząc do sprawy z brutalną szczerością, większość konkurencji zimowych w tym momencie utrzymywana jest sztucznie przy życiu olbrzymim kosztem finansowym i ekologicznym. Narciarstwo alpejskie nawet w wydaniu rekreacyjnym funkcjonuje dzięki powodującemu fatalne skutki syntetycznemu naśnieżaniu.

Wiele zawodów w narciarstwie klasycznym rozgrywanych jest na wąskim pasku nawiezionego śniegu wśród zielonych pól, co wygląda kuriozalnie, podobnie ma się sprawa ze skokami narciarskimi (choć te z powodzeniem rozgrywane są latem, ale ten co do zasady super niszowy i super drogi ze względu na konieczność budowy specyficznej i niedostępnej dla masowego odbiorcy infrastruktury być może w ogóle nie powinien znajdować się w programie IO, ale to inny temat).

Tymczasem przełaje, zarówno te rowerowe jak i biegowe są odporne na pogodę, czy to błoto czy to śnieg czy rozmoknięta łąka, wyścigi mogą być rozgrywane niemal bez względu na warunki.

Z kolei w kwestii dyscyplin halowych, przynajmniej kilka z nich z powodzeniem lepiej funkcjonowałoby w kalendarzu zimowym. Choćby kolarstwo torowe, którego przeniesienie na lato kilka lat temu jest problematyczne ze względu na dostęp do mediów (czas antenowy nawet przy streamingach nie jest nieograniczony, przy setkach imprez “zewnętrznych”, które tradycyjnie zajmują naszą uwagę latem trudno jeszcze do tego zwrócić ją na tor, czego przykładem są choćby tegoroczne MŚ). Co więcej, dla wielu zawodników obecność toru na letnich IO oznacza konieczność wyboru: rywalizacji albo na szosie albo na torze, dotyczy to sprinterów i specjalistów jazdy na czas, którzy z powodzeniem ścigają się w torowym omnium i na 4km.

Wniosek jest prosty i w sumie oczywisty, ale powinien w tym miejscu wybrzmieć. Prezesi sportowych federacji myślą co do zasady o swoim własnym interesie, nie o “sporcie” czy “idei olimpijskiej”. Przedstawiciele dyscyplin zimowych są pod realną presją kryzysu klimatycznego, w perspektywie nie kilkudziesięciu, ale kilkunastu a może i kilku lat ich uprawianie może stać się nie tyle utrudnione co nawet niemożliwe. Nie ma się więc co dziwić, że stawiają opór, natomiast jeśli zimowe IO mają nadal istnieć w jakiejś sensownej formie, włączanie dyscyplin tradycyjnie rozgrywanych w zimie (choć to również jest dyskusyjne, bo przedstawia euroatlantyckocentryczny punkt widzenia), ale niebezpośrednio związanych ze śniegiem i lodem jest dla nich nie tyle szansą na rozwój co po prostu ratunkiem.

oryginalny post na facebooku