Jeszcze tylko kilka razy rozpocznę wpis od “Tadej Pogacar”. Dziś, po Tre Valli Varesine, gdy znów po samotnym ataku wygrał górzysty klasyk, w zapowiedzi Lombardii, zapewne w podsumowaniu sobotniego, ostatniego w tym roku monumentu i raz albo dwa gdy będę recenzował cały sezon. I tyle, dość, do kolejnego UAE Tour 😉
Tadej powrócił do Varese, bo rok temu obiecał organizatorom start a wyścig się nie odbył z powodu powodzi. W tym roku więc wystartował i zrobił to, do czego nas przyzwyczaił. Choć nie do końca, bo decydujący o zwycięstwie atak przeprowadził na zjeździe. Następnie w płaskim terenie powiększał przewagę nad pogonią, poprawił na podjeździe i po raz kolejny samotnie dojechał do mety.
To jego 107. zwycięstwo w karierze, 19. w sezonie. Jeśli utrzyma tempo, za rok prześcignie pod względem wygranych Petera Sagana i Toma Boonena, za dwa Alejandro Valverde.
Jak długo to wszystko potrwa? Ile czasu można utrzymywać się na tak wysokim szczycie? Czy ktoś będzie w stanie doskoczyć do jego poziomu i realnie mu zagrozić? Czy Słoweńca ominą choroby, kontuzje, inne przypadki losowe (wszak na wyścigach i treningach szosowych nie jest się zależnym tylko od siebie)?
Z pewnością jesteśmy świadkami czegoś bezprecedensowego.
Zostawiam Was z tym dzisiaj, bo o dziwo w kalendarzu pusto. Można złapać oddech.

