Kasia Niewiadoma ze srebrnym medalem Mistrzostw Europy to z pewnością wiadomość dnia. Polka dobrze zaopiekowana przez koleżanki z drużyny w pierwszej części zmagań była jedną z nielicznych zawodniczek, które utrzymały się w czołówce na głównym podjeździe wyścigu. Gdy ok. 40km przed metą selekcję zrobiły Holenderki, Niewiadoma dobrze zareagowała na ich akcję, w przeciwieństwie do Longo Borghini nie spaliła się jadąc na siłę za Demi Vollering a następnie pracując przez kolejne kilometry zapewniła sobie medalowe miejsce. Anna van der Breggen, którą Kasia wiozła na kole od ataku Vollering nie finiszowała, gdy Polka przyspieszyła w samej końcówce i tym samym srebrny medal trafia w ręce Niewiadomej. Znakomita jazda, drugi w karierze sukces na ME i zwieńczenie dobrego sezonu (podium TdFF, mistrzostwo Polski, podium Tour de Suisse, czwarte miejsce we Flandrii i Walońskiej Strzale), który rozpoczął się upadkiem na Strade Bianche.
Nieco wcześniej, przed elitą kobiet ścigali się młodzieżowcy. Tam z Polaków najlepiej zaprezentował się Patryk Goszczurny (17 miejsce), wygrana padała łupem belgijskiego supertalentu, Jarno Widara. Widar zapowiada się na wybitnego górala i nie mogę się doczekać, kiedy zobaczymy go w dorosłym ściganiu, choć oczywiście jeśli trzeba będzie jeszcze na niego trochę poczekać, to poczekamy. Poziom talentu wśród juniorów i orlików obecnie jest tak wysoki, że “stary” będący koło trzydziestki Pogacar będzie miał ciężkie życie, gdy wszyscy ci zawodnicy z wielkim potencjałem zaczną go na dobre realizować.
A co do Pogacara, to dziś mamy “ten dzień” – wielką dogrywkę, okazję do rewanżu i być może jeden z najciekawszych klasyków w sezonie (no dobrze, przebić pojedynki Pogacara z van der Poelem na MSR, RVV i Paryż-Roubaix będzie ciężko).
Na starcie górzystej trasy mistrzostw Europy będzie i Tadej i Remco Evenepoel i Jonas Vingegaard i Skjelmose, i Almeida i Christen, ale również w nawiązaniu do powyższego, czyli młodych supertalentów, Paul Seixas. Start o 11.50, finisz około 17.
Na trasie cztery większe podjazdy, sześć mniejszych, niby 202km i 3300m w pionie nie brzmi jak hardocre, ale charakterystyka trasy, siła faworytów i ich drużyn i bardzo wiele kontekstów, ambicji, porachunków powodują, że powinien to być świetny sportowy spektakl. Oczywiście może być tak, że Pogacar wszystkich porozstawia po kątach na ostatnim “dużym” podjeździe 65km przed metą, ale kto wie, jednak nawet on może zapłacić cenę za stukilometrową akcję na mistrzostwach świata, podróż i medialne obowiązki właściciela tęczowej koszulki.
Kontynuując jeden z wątków ostatnich dni, czyli “kto układa kalendarz uci”, wczoraj mieliśmy Giro dell’Emilia, gdzie na górzystej trasie ścigali się dynamiczni górale (szkoda, że inni dynamiczni górale są zajęci na ME). Wczesny atak Pidcocka na podjeździe do bazyliki San Luca (1,7km przed metą) kasowali Uijtdebroeks (po tym sezonie kończy współpracę z Vismą i przechodzi do Movistaru) i Storer, następnie Lenny Martinez a na kilometr przed metą ruszył del Toro. Meksykanin dogonił Pidcocka i poprawił mu na finiszu.
To jego czternasta wygrana w sezonie, piąta w ciągu miesiąca na górzystym klasyku we Włoszech i 88. dla ekipy UAE w tym roku. No tylko szkoda, że tak zacny wyścig rozgrywany jest w ten sam weekend co ME.
Podobnie było na wyścigu pań – pod nieobecność najlepszych Europejek wygrała Kim le Court przed Niamh Fisher-Black. W obu przypadkach mieliśmy więc na podium topowych zawodników i zawodniczki i ogólnie mocną czołówkę, jednak bez tych największych nazwisk, które startują na ME we Francji. Co więcej, podobne kuriozum dotyczy wyścigów orlików, ponieważ również we Włoszech rozegrano Lombardię U23. No dramat a to przecież nie wszystkie imprezy z wysoką kategorią w tym tygodniu, bo mamy też CRO Race z 2.1 i mocną obsadą.
Jakby coś, to dziś del Toro będzie miał kolejną okazję powalczyć o wygraną, bo wystartuje w Coppa Agostoni – też górzystym klasyku, jednak będzie mu trudniej, bo ostatnie 30km prowadzi co do zasady po płaskim.
Jeśli nie będziecie mieli dość przed wieczorem – bo tego wszystkiego jest tyle, że nawet bez oglądania transmisji samo klikanie w wyniki na Procyclingstats zajmie wam z godzinę ;) to wieczorem jest jeszcze Puchar Świata XCO w Lake Placid (o 19.15 panie, o 21.15 panowie).
A przecież można się jeszcze samemu pościgać lub po prostu pojeździć – zależnie od regionu można cieszyć się “złotą polską” lub szukać okna pogodowego. Ewentualnie pójść na grzyby ;)

