Jednak Jonas! Scenariusz, w którym Jonas Vingegaard przegrywa Vueltę na ostatnim etapie oczywiście był prawdopodobny, ale mało. Aby nie było wątpliwości: tak, jego rywale walczyli, podjęli rękawicę, uczynili ostatni górski dzień wyścigu bardzo ciężkim (przez większą część trasy utrzymywali średnią prędkość ponad 46km/h), ale to Jonas w końcówc zaatakował, zdobył niewielką przewagę i przypieczętował triumf w całym tourze trzecim sukcesem etapowym.
O tym, jak było trudno niech świadczy fakt, że jeszcze przed najbardziej wymagającymi odcinkami podjazdu Bola del Mundo koło z czołowej grupy puścili Pellizzari i Gall a gdy zawodnicy zaczęli podjeżdżać betonową stromizną Jorgenson.
Kolarze UAE tym razem byli zdyscyplinowani taktycznie. Na pierwszym podjeździe na Navacerradę grupę prowadził Ayuso, z kolei na Bola del Mundo tempo nadawał Vine. Gdy zrobiło się naprawdę ciężko, sprawy w swoje ręce wziął Almeida, ale wszystko, na co go było tego dnia stać to dyktowanie bardzo mocnego, ale równego tempa. Utrzymywali je Vingegaard, Hindley, Pidcock i Kuss a Hindley nawet zaatakował myśląc o zgubieniu Pidcocka.
Ten jednak zostawił na Bola del Mundo bardzo dużo zdrowia, ale wytrzymał przyspieszenie Hindleya i choć kilkukrotnie tracił po parę metrów obronił się, do mety dojeżdżając zaledwie 5’ za Hindleyem i nawet był w stanie wyprzedzić Almeidę.
Najważniejszym wydarzeniem był jednak atak Vingegaarda. Duńczyk zachował najwięcej sił w końcówce, na jednym z zakrętów 1,1km przed metą nieznacznie zwiększył tempo i było to już za wiele dla jego rywali. Do kreski dojechał pierwszy, zgarnął trzecie zwycięstwo etapowe na tym wyścigu a dzięki zdobytej przewadze oraz bonifikacie Vueltę 2025 zakończy z przewagą 1’16” nad Joao Almeidą.
Choć zawodnicy RedBull Bora hansgroge próbowali powalczyć o podium dla Hindleya (m.in mocne tempo na Navacerradzie nadawał Zwiehoff), nie byli w stanie złamać Pidococka a zły dzień zaliczył Pellizzari, czego efektem była strata pozycji na rzecz Riccitello. I to młody Amerykanin kończy wyścig w top 5 klasyfikacji generalnej oraz jako najlepszy młodzieżowiec.
Sam performance na Bola del Mundo w wykonaniu Vingegaarda oraz jego bezpośrednich rywali był bardzo solidny. Prędkośc podjeżdżania na poziomie 1700m/h przez ponad 33’ na koniec etapu o przewyższeniu ponad 4000m w przedostatnim dniu wielkiego touru, do tego częściowo po wolniejszej, chropowatej nawierzchni i z metą na wysokości 2200m n.p.m. to bardzo dobry rezultat. Nie topowy, ale bardzo dobry, który pokazuje, że wciąż Jonas Vingegaard jest “numerem dwa” na świecie. A gdy nie ma Pogacara jest w stanie nawet w formie odbiegającej od tej z Tour de France pokonać klasowych rywali i wygrać wielki tour.
Dokładniejszą analizę tempa na podjazdach, miejsce poszczególnych zawodników w szeregu, w tym, co chyba najciekawsze, Toma Pidcocka przygotuję dla Was na poniedziałek wraz z podsumowaniem całej Vuelty.
A tymczasem muszę jak zawsze zapytać “a co dzisiaj”. A dzisiaj zakończenie wyścigu tradycyjnym etapem sprinterskim w Madrycie. Szansę na czwarty sukces na etapie ma Jasper Phlipsen a jeśli nic złego się nie wydarzy i wszyscy bezpiecznie dotrą do mety, zieloną koszulkę dla zwycięzcy klasyfikacji punktowej na podium odbierze Mads Pedersen a białą w niebieskie grochy dla najlepszego górala Jay Vine.
Jeżeli nie będzie żadnych komplikacji (wczoraj znów protestujący wspierający sprawę palestyńską zablokowali drogę), finisz płaskiego, liczącego 111,6km etapu do Madrytu przewidziany jest na godzinę 19.22. Zachód słońca w stolicy Hiszpanii jest około 20.20, zatem ceremonia dekoracji powinna odbywać się w malowniczej scenerii.
Wieczorny koniec Vuelty oznacza, że nie będzie się on pokrywał z wyścigiem mężczyzn na mistrzostwach świata w kolarstwie górskim. A jest to spore wydarzenie ponieważ po pierwsze to ostatnie mistrzostwa legendy MTB, Nino Schurtera a po drugie startuje nie kto inny jak Mathieu van der Poel. Start wyścigu o 13.30, wcześniej bo 10.30 pojadą panie z kategorii U23. Choć stawka wśród panów jest wyrównana, oczy kibiców kolarstwa skierowane są przede wszystkim na MVDP. Zobaczymy jak Holender poradzi sobie z techniczną trasą oraz czy uniknie błędów i wpadek, które w niedalekiej przeszłości uniemożliwiały mu osiągnięcie sukcesu na imprezach mistrzowskich mtb.
Wczoraj w Crans Montanie rywalizowały panie i był to bardzo dobry wyścig do obserwowania. Jenny Rissveds ostatecznie wygrała, ale z niewielką przewagą nad Samarą Maxwell. Losy wyścigu ważyły się do ostatniego okrążenia, Rissveds kilkukrotnie była stawiana pod presją przez swoje rywalki, mieliśmy więc kawał solidnego kolarstwa górskiego do obserwowania. Polki (Paula Gorycka i Gabriela Wojtyła) w bardzo mocnej stawce na dalszych miejscach. Mam nadzieję znaleźć w przyszłym tygodniu chwilę na nieco większe podsumowanie mistrzostw świata mtb.
Wracając jeszcze na moment do harmonogramu na dzisiaj, to późnym wieczorem (około 21.45) finisz drugiego z kanadyjskich, worldtourowych klasyków, czyli GP Montreal. To trasa, która nieco bardziej sprzyja Pogacarowi niż GP Quebec, Słoweniec, choć w Quebecku nie dał rady powalczyć o zwycięstwo jest faworytem imprezy w Montrealu.
Warto uważnie przyglądać się wyścigowi nie tylko ze względu na start Pogacara, ale też na fakt, że w przyszłym roku właśnie w Montrealu zawodnicy będą ścigać się o koszulkę mistrza świata. Łącząc dwa ostatnie tematy szkoda, że UCI nie przyznała mistrzostw świata mtb 2026 kultowej miejscowości Mt St Anne. Byłaby to znakomita okazja na kolejne kolarskie “multimistrzostwa”, dodatkowo rozgrywane na wymagających trasach (i szosa i mtb), z dużym udziałem kibiców i w pięknej scenerii.
I to by było tyle na dziś, zachęcam do śledzenia kolarskich wydarzeń, bo sezon się jeszcze nie kończy! A ja wracam do Was z podsumowaniem Vuelty już jutro.
Zdjęcia: Unipublic/Rafa Gómez/Sprint Cycling Agency/ Cxcling / Antonio Baixauli – materiały prasowe ASO

