To jest kolarski superweekend. Rozstrzygnięcie Vuelty, worldtourowe klasyki w Kanadzie, mistrzostwa świata mtb, sporo mniejszych wyścigów szosowych a jeśli jesteście fanami sportu “w ogóle”, to warto wspomnieć, że zaczynają się lekkoatletyczne mistrzostwa świata.
Zatem po kolei :)
Vuela a Espana zakończyła się sprintem z peletonu. Wygrał Jasper Philipsen przed Madsem Pedersenem. Wznosząca się ku mecie szosa nie była wystarczająco stroma by wymęczyć sprinterów, na co prawodpodobnie liczyli kolarze Ineosu. Michał Kwiatkowski a następnie Filippo Ganna rozprowadzali Bena Turnera, ale Ganna jednak nieco przeszarżował a samemu Turnerowi nieco zabrakło w końcówce (zajął piąte miejsce). Dobry timing miał Mads Pedersen, któremu taki ciężki finisz sprzyja, ale jednak to Philipsen (bardzo dobrze ustawiony i doprowadzony do rozpoczęcia sprintu przez kolegów z drużyny) był najszybszy na kresce. To jego trzecie zwycięstwo na tej Vuelcie a to oznacza, że grono drużyn, które coś wygrały w czasie trzeciego grand touru sezonu nie powiększyło się.
Teoretycznie na tym można by zakończyć relację, ale to nie wszystko. Początkowo wydawało się, że “nic się nie wydarzy”, ponieważ w ucieczkę dnia pojechał tylko jeden zawodnik (Jakub Otruba z Caja Rural). Czech zgarnął punkty i bonus na premii lotnej ale nieoczekiwanie czujność zachował Jonas Vingegaard, który finiszował tam z peletonu po drugie miejsce, dodatkowo asekurowanhy z tyłu przez Jorgensona. A to oznacza 4” bonifikaty i powiększenie przewagi w klasyfikacji generalnej nad Almeidą do 44”. Nieźle, biorąc pod uwagę, że dzień wcześniej na czasówce Portugalczyk odrobił sekund 10. A choć w prognozach nie było silnego wiatru, w drugiej części etapu głównie za sprawą kolarzy Ineosu zrobiło się nieco nerwowo, ponieważ próbowali oni rozerwać peleton. Ostatecznie wszystko się jednak zjechało i oglądaliśmy finisz z dużej grupy.
To wszystko oznacza, że dzisiaj na Bola del Mundo kolarze UAE Almeida będzie musiał pojechać najlepszy etap w życiu, równocześnie licząc na gorszy dzień Vingegaarda. Nie jest to niemożliwe. W 2012r Alberto Contador (który wygrał tamten wyścig) stracił do Joaquima Rodrigueza 44” (do Valverde 19”). Dwa lata wcześniej młody Nibali pojechał na remis z Ezequielem Mosquerą, ale z Rodriguezem wygrał o 22”.
Z powodu spodziewanych protestów ekologów na ostatni kilometr etapu kibice nie będą mieli wstępu. Co do samego podjazdu, Bola del Mundo to szczyt powyżej przełęczy Navacerrada. Peleton Vuelty przemieścił się w okolice Madrytu, w góry Guadarrama. Ma za sobą dwa dość długie transfery (ponad 200km do Valladolid i ponad 150km na start dzisiejszego etapu) co w połączeniu z niemal trzema tygodniami ścigania z pewnością nikomu nie pomogło.
Dzisiejszy dzień to jeden z najtrudniejszych etapów tegorocznego wyścigu. Ma 165km i ponad 4200m przewyższenia. W pierwszej jego części do pokonania są trzy premiowane podjazdy, następnie po 50km w łatwiejszym terenie zawodnicy po raz pierwszy wjadą na Navacerradę (6,9km, 7,6%, ostatni kilometr ma 10%) a następnie po zjeździe i łącznie 37km przerwie zrobią to po raz drugi a następnie zjadą z głównej drogi na wybetonowany podjazd na szczyt Bola del Mundo. Całość ma z tej strony 12,3km i 8,6%, ale ostatnie 4km są super strome (a do tego po bardziej chropowatej nawierzchni). Trudno oczekiwać, by na samych tych 4km Vingegaard miał stracić 44”. Zatem jeśli drużyna UAE myśli o wygraniu klasyfikacji generalnej, muszą zrobić ten etap ciężkim wcześniej i liczyć na to, że wytrzymałość Almeidy zaprocentuje w końcówce. Biorąc pod uwagę, że równocześnie toczy się walka między Pidcockiem a Hindleyem o trzecie miejsce oraz Pellizzarim i Riccitello o tytuł najlepszego młodzieżowca wyścigu, możemy oczekiwać ciekawego, sportowego widowiska. Etap transmitowany jest w całości, od 12.45 do 18.00. Pierszy raz na Navacerradzie czołówka powinna zameldować się około 16.05, u podnóża finałowego podjazdu około 16.55 a na mecie około 17.20.
Wiele zależy od dyscypliny taktycznej drużyny UAE, a Jay Vine, który mógłby potencjalnie “zrobić różnicę” na tym etapie pewnie będzie pilnował sytuacji w klayfikacji górskiej. Rekord zwycięst jest dla tej drużyny i tak na wyciągnięcie ręki, choć wczoraj wieczorem naszego czasu wracajcy do ścigania po przerwie Tadej Pogacar nie zdołał za wiele ugrać w Grand Prix Quebecu.
To był świetne zawody, rozgrywane na górzystej, miejskiej rundzie, z rewelacyjnymi widokami zarówno na architekturę jak i na przyrodę. Te kanadyjskie klasyki (w niedzielę drugi, na bardziej selektywnej trasie w Montrealu) zdecydowanie zasługują na większą uwagę. Ogląda się je świetnie, niczym mistrzostwa świata, tyle, że zamiast drużyn narodowych jadą teamy zawodowe. Jest dynamicznie, jest nieprzewidywalnie, są tłumy kibiców, czego chcieć więcej?
Wczoraj długo w ucieczce jechał Filip Maciejuk, w czołówce byli też kolarze Astany, będący w dobrej taktycznie sytuacji Pavel Sivkow a także nieszczególnie angażujący się w pracę Julian Alaphilippe.
Na przedostatniej rundzie po pracy Wellensa przeskoku do ucieczki próbował Pogacar, ale nawet po pomocy McNulty’ego nie był w stanie tego zrobić. Co więcej, widać, że Słoweniec nie jest jeszcze w najwyższej dyspozycji a i trasa nie była dla niego dość selektywna. Nie był w stanie zgubić ani Girmaya, ani Johanessena ani Lapeiry i ostatecznie złożył broń i ukończył wyścig na 29. miejscu.
Tymczasem z przodu na ostatnim podjeździe Alaphilippe zaatakował na jednym z zakrętów, zaskakując rywali (był przy tym prawdopodobnie najmniej zmęczony) i z niewielką przewagą dojechał do mety na pierwszym miejscu przed Sivakowem i Bettiolem. To pierwsza wygrana byłego mistrza świata w barwach drużyny Tudor i pierwsza od ponad roku (ostatni raz triumfował na Czech Tour w lipcu zeszłego 2024). Rewanż już w niedzielę na GP Montrealu.
Ponieważ Pogacar w Kanadzie nie zdołał sięgnąć po wygraną numer 84 dla ekipy UAE, być może uda się to zrobić dziś Isaacowi del Toro podczas Memoriału Marko Pantaniego. Będzie mu trudno sięgnąć po czwartą wygraną w ciągu tygodnia, bo choć trasa prowadzi przez wzgórza wokół Cesenatico, ostatnie 40km wyścigu to płaski teren.
Tyle o szosie, choć mniejszych wydarzeń było w ostatnich dniach sporo (i będzie sporo dziś i jutro).
Na koniec parę słów o kolarstwie górskim i mistrzostwach świata rozgrywanych w Szwajcarii. Po niezłym występie naszej sztafety w czwartek, w piątek przyszła pora na juniorów i juniorki. I znów możemy mówić o bardzo solidnych wynikach. Nikola Gliniecka zajęła 19 miejsce, Piotr Hankus 20 a Maksymilian Matyasik 38. I choć nie są to rezultaty, nad którymi pochylą się media, trzeba podkreślić, że w silnej stawce w tej kategorii wiekowej to są bardzo dobre wyniki, szczególnie uwzględniając pozycje startowe, z jakich do wyścigu ruszali nasi reprezentanci. Również straty czasowe w mocnej i wyrównanej stawce pokazują, że z naszymi juniorami i juniorkami można wiązać nadzieje na kolejne sezony. Trzeba tu również dodać, że w Crans Montanie zawody rozgrywane są na trasie, która rok temu na Pucharze Świata została uznana za jedną z najbardziej wymagających.
Dziś o tęczową koszulkę będzie ścigać się elita kobiet (na starcie dwie Polki: Gorycka i Wojtyła) oraz młodzieżowcy (wśród nich Brajan Świder). Zawody U23 o godz. 11, elity kobiet o 14.00. Oba wyścigi będą dostępne w streamingach eurosportu.
Zdjęcia: Unipublic / Cxcling / Antonio Baixauli, materiały prasowe ASO, materiały prasowe Grands Prix Cyclistes de Québec et de Montréal.

