Kronika Kolarska 06.09.2025

Jonas Vingegaard po ciężkim dniu w górach powiększa przewagę nad Joao Almeidą o kolejne dwie sekundy dzięki lepszemu finiszowi i bonifikacie na mecie. Zwycięzcą etapu zostaje Marc Soler z ekipy UAE. To siódma (!) wygrana na tej Vuelcie dla kolarzy zespołu Emiratów, osiemdziesiąta w całym sezonie, jednak czy to coś zmienia w kontekście szans Almeidy na wygraną w wyścigu?

Trudno jest oceniać taktykę UAE. Są blisko rekordu zwycięstw w roku, jeśli go pobiją (a przy dobrej jesieni Pogacara i kilku etapach innych zawodników w Cro Race powinno się to wydarzyć), zyskają swoistą nieśmiertelność. Poprzeczka zostanie zawieszona tak wysoko, że prawdopodobnie ich rekord będzie czekał latami aż ktoś go poprawi.

Wygrana Vuelta, cóż… to “tylko Vuelta”.

Czy to jest plan kierownictwa ekipy, czy może sprawa dzieje się przy okazji w sytuacji, w której szef zespołu, Matxin po prostu nie panuje nad swoimi zawodnikami. Tego prawdopodobnie się nie dowiemy.

Po znakomicie podjechanym Angliru wczoraj cała drużyna miała być podporządkowana Almeidzie. Ayuso i Vine solidnie pracowali na Portugalczyka, ale Marc Soler zabrał się w ucieczkę dnia. To z niej samotnie pojechał po zwycięstwo etapowe, o tyle dla niego ważne, że kilka lat temu na podjeździe w Farraponie przegrał z Davidem Gaudu.

W czasie, gdy Soler jechał na metę kilka minut za nim najpierw Vine a następnie Grosschartner nadawali mocne tempo, męcząc kolejnych zawodników z czołówki oraz pomocników Vingegaarda. Pracę utrudniał im porywisty wiatr, być może bez niego Almeida zaatakaowałby Vingegaarda a ten zamiast kolejny dzień z rzędu kontrolować sytuację pokusiłby się o jakąś kontrę.

Tymczasem gdy ze zmiany zszedł Grosschartner, na czele grupy pojawił się Pellizzari i zaczął dyktować tempo dla Hindleya. Ten nawet w końcówce przyspieszył, czego efektem było zgubienie Pidcocka, ale to Alemida rozpoczął finisz, tyle, że nieco za wcześnie i na ostatnich metrach dał się pokonać Vingegaardowi.

UAE kończy więc etap z wygraną Solera, ale po intensywnej pracy niemal całej drużyny Almeida traci dwie sekundy do swojego najważniejszego rywala. Intensywny finisz kosztował Almeidę, przynajmniej “wizualnie” więcej niż podjazd na Angliru dzień wcześniej. Z drugiej strony Vingegaard znów nie wyglądał jakoś szczególnie dobrze.

Tego, czy po prostu założył defensywną jazdę czy może po prostu odczuwa skutki intensywnego Tour de France dowiemy się w przyszłym tygodniu.

Kolejne kilometry wyścigowe mijają, Vingegaard ma 48” przewagi nad Almeidą a ten coraz mniej szans, by pokonać Duńczyka.

Z kolei w walce o trzecie miejsce Pidcock robi co może, i choć bije swoje własne rekordy generowanej mocy, nie jest w stanie utrzymywać się na kole Hindleya, systematycznie tracąc do niego kolejne sekundy. Co ciekawe, Pellizzari mimo pracy dla Hindleya umocnił się wczoraj na prowadzeniu w klasyfikacji młodzieżowej, bo niewielką stratę do niego zanotował Riccitello. Swoją drogą, kto wie, może Pidcock utrzymałby się za Hindleyem, ale w kluczowym momencie Pellizzari zrobił dziurę, Pidcock stracił kontakt i przez to uciekło mu kilka sekund.

Dziś etap “transferowy”, to intrygujące, że kolejny raz w tym roku w niedzielę mamy etap płaski lub pagórkowaty a nie królewski w górach. Czy to ukłon w stronę kibiców kolarstwa, którzy sami się ścigają? Nie sądzę, ale jeśli macie swoje plany rowerowe, to możecie śmiało z nich korzystać.

Etap zapowiada się co prawda ciekawie – trasa jest wyraźnie górzysta – na dystansie 167km jest prawie 3300m przewyższenia (dla kontekstu to tyle co na najcięższych etapach Tour de Pologne). Pierwsza część jest zdecydowanie trudniejsza – zaraz po starcie zawodnicy ruszą na premię górską pierwszej kategorii a następnie będą cały czas jechali góra-dół aż 90. kilometra.

Następnie będą mieli chwilę oddechu, 34km przed metą czeka na nich premia lotna, niewielki podjazd a potem już tylko 25km w dół i po płaskim do mety. Brzmi jak wymarzony etap dla ucieczki. Czy znajdzie się w niej Mads Pedersen i powalczy o wygraną etapową? Teoretycznie to jest dla niego bardzo dobry teren, ale czy będzie miał na to dość sił?

Zawodnicy będą jechać znad morza wgłąb lądu, pogoda ma być raczej stabilna, zatem raczej nie należy spodziewać się dodatkowych atrakcji w postaci ścigania na wietrze. Trzeba jednak zachować czujność, bo bywały już na Vuelcie etapy, gdy w podobnym terenie grupa dzieliła się i ktoś z faworytów tracił czas w dzień, gdy teoretycznie nic złego nie powinno się wydarzyć.

Transmisja w Eurosporcie od 14.45 do 18.00 a to oznacza, że zaczniemy oglądać kolarzy gdy ci będą już po największych podjazdach. Premia lotna około 16.30, finisz około 17.20. A jutro dzień przerwy.

Kończąc temat Vuelty nie mogę nie wspomnieć nie tyle o “polskich akcentach” co o “polskich sukcesach”. W Stanach klasyk pierwszej kategorii (Maryland Cycling Claasic) wygrywa Agnieszka Skalniak – Sójka. Panie miały szczęście, ponieważ ścigały się przy niezłej pogodzie. Rozgrywane kilka godzin później zawody mężczyzn były zakłócane przez poważną burzę z piorunami. Wyścig wygrał Sandy Dujardin z Total Energies przed Jonasem Abrahamsenem z Uno-X. Warunki na trasie, z którymi musieli się zmahać rozpoczynają kolejną dyskusję o BHP zawodowych kolarzy.

Z kolei w rozgrywanych w Szwajcarii Mistrzostwach Świata w Kolarstwie Górskim Paula Gorycka – Kurmann w niezmiernie wymagającym maratonie (125km, 5000m przewyższenia!) zajmuje znakomite, szóste miejsce. Wyścig kobiet wygrywa Kate Courtney, dla której jest to powrót po kontuzji (wcześniej wygrała Leadville 100, teraz zdobywa tęczową koszulkę w maratonie). Wśród mężczyzn najlepszy jest Keegan Swenson, ikona długodystansowego ścigania mtb i gravelowego w Stanach.

Powinienem też napisać o wicemistrzostwie świata Sławka Łukasika w Enduro kilka dni temu. Nie napisałem, bo nie będę udawał, że znam się na Enduro, ale w połączeniu z szóstym miejscem Pauli Goryckiej te mistrzostwa świata rozpoczynają się dla nas znakomicie. Nawet, jeśli nie są to osiągnięcia w “konkurencjach olimpijskich”, to – hej – o podobnej rangi sukcesach torowców bywało z jakiegoś powodu głośniej. A jednak medal i “miejsce punktowane” na MŚ to naprawdę duża sprawa, zatem Szanowni Państwo, kłaniam się nisko i serdecznie gratuluję!

To, co najbardziej mnie interesuje, czyli Cross Country będzie w najbliższym tygodniu: we wtorek short track a od czwartku sztafety i właściwe XCO.

Ach, i specjalne “PS”. Dziś ostatni zawodowy start Gerainta Thomasa. Co ważne dla Walijczyka, Tour of Britain, który jest jego pożegnaniem z peletonem jako pro kolarz finiszuje w Cardiff. Byłoby fajnie zrobić w najbliższych dniach jakiś materiał o imponującej karierze “G”, ale chcieć a móc to dwie różne sprawy, więc nie obiecuję.

Zdjęcia: Unipublic / Cxcling / Antonio Baixauli, Rafa Gómez/Sprint Cycling Agency Materiały Prasowe ASO

oryginalny post na facebooku