Kronika Kolarska 04.09.2025

Juan Ayuso wygrał drugi etap na tej Vuelcie, odniósł swoje ósme zwycięstwo w tym sezonie a dla drużyn UAE sukces numer 78! To oznacza, że prawdopodobieństwo przebicia 85 wygranych drużyny HTC-Columbia z 2009r jest coraz wyższe.

I wygląda na to, że jest to ważny cel dla kierownictwa UAE – do pomocy w niezwykle licznej ucieczce dnia Ayuso miał wczoraj do pomocy Solera, z którym rozegrali wszystko całkiem nieźle. W trzydziestopiecioosobowej grupie działo się sporo, ale rozprowadzony w odpowiednim momencie drugiego podjazdu na trasie prze Solera Ayuso w na szczycie 22km przed metą zameldował się razem z Javierem Romo z Movistaru.

Ayuso był faworytem tego etapu, dał się wyszumieć innym chętnym do wygranej, w kluczowym momencie dzięki Solerowi dogonił grupę zawodników, która podjęła wczesniejszą próbę ataku. Mimo pogoni ze strony m.in Campenaertsa Ayuso i Romo utrzymywali bezpieczną przewagę na zjazdach a następnie Ayuso popisał się skutecznym finiszem. W wypowiedzi po etapie był wyraźnie zadowolony, natomiast trzeba przyznać, że znów nie obyło się bez niewielkich kontrowersji, ponieważ Romo był wyraźnie niezadowolony z braku współpracy ze strony bardziej utytułowanego rywala.

Mimo górzystego charakteru etapu i problemów na ostatnim podjeździe piąty na mecie zameldował się Mads Pedersen. W połączeniu z wygraną premią lotną ten etap dał mu w sumie 37 punktów w klasyfikacji zielonej koszulki a to oznacza powiększenie przewagi nad trzecim Vingegaardem do 67 punktów. Zatem dwa ciężkie górskie etapy, które są teraz przed zawodnikami nie sprawią, że Pedersen straci prowadzenie i choć tym razem nie błyszczy tak jak na Giro wczorajszy dzień wyraźnie przybliżył go do wygrania drugiej najważniejszej klasyfikacji wyścigu. Kolejną szansę na budowanie przewagi będzie miał w niedzielę. I nawet, jeśli jego jazda na Vuelcie przypomina niektóre Tour de France Petera Sagana fakt jest faktem, że kolarz Lidl-Trek jedzie po drugą wygraną klasyfikację punktową w swoim drugim wielkim tourze sezonu.

Wśród faworytów klasyfikacji generalnej nie działo się zbyt wiele. Nawet, jeśli wziąć pod uwagę, że przez finałową premię górską przejechała stosunkowo niewielka grupa kolarzy, trzeba pamiętać, że spora część mocnych zawodników tej Vuelty była w tym czasie w ucieczce.

Tak czy inaczej ewidentnie Vingegaard, Almeida i spółka zbierali siły na dzisiaj.

Bo dzisiaj mamy jeden z kluczowych etapów tego wyścigu. 203km trzy podjazdy, każdy kolejny trudniejszy. Zarówno Mozqueta jak i Cordal mogłyby być całkiem selektywnymi finiszami ciężkiego etapu, ale za nimi na zawodników czeka jeszcze Angliru. Uznawany ze jeden z najbardziej wymagających podjazdów na świecie, wyjątkowo stromy, brutalny, na którym często dochodziło do przetasowań w klasyfikacji generalnej.

Angliru składa się z dwóch części. Pierwszej o długości ok 5km i średniej stromiźnie 7,6% (czyli sam w sobie ten łatwiejszy odcinek już jest ciężki), wypłaszczenia i kolejnych 6km o średniej stromiźnie 13,7% i maksymalnej sięgającej miejscami nawet 20%.

Ciekawostką jest, że na Angliru nigdy nie wygrał lider wyścigu. Jeśli historia miałaby się powtórzyć może to oznaczać albo zakończoną sukcesem ucieczkę albo kłopoty Jonasa Vingegaarda. O ile jednak Duńczyk dobrze spisał się na Angliru w 2023r – dojechał do mety razem z Roglicem nieznacznie dystansują Kuusa będącego liderem wyścigu a nie liderem Vismy, o tyle Almeida stracił do niego minutę. Od tego czasu wiele się jednak zmieniło i choć Portugalczykowi wciąż brakuje dynamicznego przyspieszenia, jest obecnie kolarzem o wiele mocniejszym niż dwa lata temu.

Dzisiejszy i jutrzejszy dzień mogą być kluczowe dla Toma Pidcocka i jego dalszej kariery grandtourowca. Póki co na tym wyścigu spisuje się znakomicie, jednak choć ma na swoim koncie wygraną etapową na Alpe d’Huez, Angliru i Farrapona (jutro) będą najpoważniejszymi testami w jego kolarskim życiu.

Transmisja znów zaczyna się o 14.30, jeśli macie czas, polecam włączyć się najpóźniej u podnóża Cordal. To przygrywka do Angliru, co ważne, z trudnym zjazdem i właściwie bez płaskiego odcinka między jedną a drugą górą.

Na podjeździe Mozqueta czołówka będzie około 16.10, u podnóża Cordal około 16.45. Finisz zapowiedziano na ok. 17.30.

Rekordzistą podjazdu jest Roberto Heras (czas z 2000r to 41’56”), Vingegaard z Roglicem dwa lata temu wspięli się w 42’29”. Zależnie od warunków, pogody, taktyki i wcześniejszego przebiegu etapu najlepszy kolarz dnia może poprawić rekord Herasa. Bo choć pochodzi z “ery epo”, od jego ustanowienia mija właśnie 25 lat. Walczących o białą koszulkę najlepszego młodzieżowca Pellizzariego i Riccitello jak również dostarczającego nam emocji Ayuso nie było jeszcze wtedy na świecie.

Zdjęcia: Unipublic / Cxcling / Antonio Baixauli, materiały prasowe ASO

oryginalny post na facebooku