Kronika Kolarska 29.08.2025

Trzecie z rzędu zwycięstwo etapowe dla zespołu UAE: najpierw wygrali drużynową jazdę na czas, następnie Jay Vine wygrał po ucieczce a wczoraj jego wyczyn powtórzył Juan Ayuso. Ten sam, który dzień wcześniej stracił kilka minut na podjeździe do Pal. Twierdzi, że taki był jego cel i plan, by walczyć na Vuelcie o etapy a nie o klasyfikacje generalną, ale wygląda to dziwnie.

Tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę sytuację Joao Almeidy, który faktycznie jedzie na generalkę – przedwczoraj samotnie doganiał Vingegaarda i Ciccone a wczoraj był stroną ofensywną – po jego ataku w grupie faworytów zostało tylko czterech kolarzy. I co jeszcze dziwniejsze, gdy po nieznacznym zwolnieniu dołączyło jeszcze kilku, z grupy Almeidy zaatakował Marc Soler, którego rolą teoretycznie powinna być pomoc Almeidzie.

Vuelta a Espana rządzi się swoimi prawami, drużyna UAE bez przewodnictwa Tadeja Pogacara wydaje się być bytem równie chaotycznym co hiszpański tour. Czasem trudnym do zrozumienia, ale dającym sporo rozrywki.

Pewną, specyficzną rozrywką jest również słuchanie komentatorów Eurosportu, którzy ewidentnie nie wiedzą co zrobić z przebiegiem takiego etapu jak wczoraj. Bo z jednej strony mamy fajne emocje i wyścig o zwycięstwo etapowe. Do tego dochodzi intrygująca narracja wokół Juana Ayuso. Już sam fakt straty dzień wcześniej i znakomitej jazdy w kolejnym jest w jakiś sposób ciekawy. A jeśli dodamy do tego wszystkie konteksty związane z charakterem młodego Hiszpana i wszystkimi pogłoskami dotyczącymi jego pozycji w drużynie, wydarzenia z wczoraj wydają się całkiem ekscytujące. A z drugiej słyszymy “entuzjazm” niczym Statlera i Waldorfa siedzących w loży i komentujących The Muppet Show.

Biorąc pod uwagę, że indywidualistą w UAE jest też Jay Vine, który również był w ucieczce dnia i zbiera punkty do klasyfikacji górskiej a w tej samej klasyfikacji zaczyna doganiać go Ayuso, możliwe, że w zespole będziemy mieli następne zgrzyty. I nie chodzi tutaj o to, by urządzać sobie kolarskiego Pudelka, ale ilość piętrzących się kontekstów jest niemała.

Co więcej, choć w grupie faworytów nie mieliśmy jakiejś super selekcji, to trzeba zaznaczyć fakt, że po raz kolejny rywale Vinegaarda nie obawiają się ani samego Duńczyka ani siły jego drużyny. W grupie faworytów Jonas miał do pomocy i Jorgensona i Kuusa a mimo tego Almeida zdecydował się na atak, tak jak dzień wcześniej zrobił to Ciccone.

Sama jazda z otwartą przyłbicą przeciwko drugiemu, najlepiej podjeżdżającemu kolarzowi na świecie wspieranemu przez “super team” jest warta docenienia. Nawet jeśli póki co ani Ciccone ani Almeida nie zdobyli przewagi nad Vingegaardem.

Istotne jest też, że choć początkowo Egan Bernal był w stanie utrzymywać tempo Almeidy, po chwili zaczął puszczać koło i gdyby nie spowolnienie w końcówce zapewne poniósłby niewielką stratę na mecie. Ale ponieważ do kreski za uciekinierami dojechała w sumie grupka czternastu kolarzy, Kolumbijczyk nie stracił nic a z kolei finiszem, głównie po prestiż i pewność siebie popisał się Pidcock.

Jeśli chodzi o tempo finałowego podjazdu, to jest ono oczywiście zaburzone przez płaskie sekcje i wynosi dla grupy lidera (tak, lidera, ponieważ ostatecznie Torstein Træen przyjechał razem z najmocniejszymi zawodnikami i pewnie obronił czerwoną koszulkę – czy to podobna historia jak Bena O’Connora w zeszłym roku? Będziemy się, a jakże, dowiadywali z dnia na dzień) 1506m/h przez 28’26”. Natomiast na stromych sekcjach, szczególnie gdy najpierw tempo nadawali kolarze Vismy a później atakował Almeida sięgało już 1800m/h, czyli już faktycznie mocno (o czym świadczy selekcja, którą wówczas obserwowaliśmy.

Nie dla wszystkich ten etap był tak samo możliwy do przetrwania. David Gaudu i Antonio Tiberi stracili do Ayuso ponad 14 minut! Gaudu, który jeszcze podczas włosko-francuskiego otwarcia Vuelty błyszczał na pagórkowatych finiszach i nawet został na jeden dzień liderem, teraz zaliczył bolesną porażkę. Cóż, życie, cóż, kolarstwo.

A co dzisiaj? A dzisiaj “wirtualny dzień odpoczynku”, czyli płaskie 163km do Saragossy. Ponieważ to jedna z nielicznych okazji dla sprinterów, być może ekipa Alpecinu będzie w stanie utrzymać w ryzach peleton i kontrolować ucieczkę by rozprowadzić swojego lidera po drugie zwycięstwo na tej Vuelcie. Finisz jest płaski, ostatnie rondo ponad 1km przed metą, do kreski co do zasady prowadzi prosta ulica. Finisz około 17.30, tempo jazdy będzie zależne i od chęci kolarzy i od wiatru, ten ma być jednak niezbyt silny.

Zdjęcia: Unipublic / Cxcling / Antonio Baixauli, materiały prasowe ASO

oryginalny post na facebooku