Choć wczorajszy etap Vuelty zakończył się sprintem z peletonu zobaczyliśmy niespodziewanego zwycięzcę, zmianę lidera klasyfikacji generalnej oraz zmianę lidera klasyfikacji punktowej.
Całkiem nieźle jak na dzień, który zapowiadał się jako jeden z mniej ciekawych na tegorocznym, hiszpańskim tourze.
Kolarze Lidl-Trek starali się zrobić ten etap ciężkim dla Jaspera Philpsena. Po przejeździe przez góry dobrze rozegrali premię lotną, którą wygrał Pedersen a Philipsen na niej nie punktował. O sekundy bonifikat próbował ścigać się tam David Gaudu, ale był piąty, w związku z tym szansy na wyprzedzenie Vingegaarda w klasyfikacji generalnej musiał szukać na mecie.
Peleton zbliżając się do finiszu wjeżdżał w coraz trudniejszy teren – nie ze względu na podjazdy, lecz wymagającą ciągłej uwagi miejską infrastrukturę. Wysepki, krawężniki, wąskie ulice, ronda – przepychanek było bardzo wiele, “momentów” mogących zakończyć się poważną kraksą przynajmniej kilka.
Sprint prowadzący po lekkich łukach bardzo dobre rozpoczęli kolarze Alpecinu. Wydawało się, że Philipsen rozprowadzany przez Planckaerta ma wygraną w kieszeni, mimo lekko wznoszącej się w stronę kreski drogi.
Na ok. 35m przed metą Philipsena jednak ewidentnie “przytkało”. Być może czuł w nogach trudny etapu, być może zaczął finiszować za wcześnie, tak czy inaczej wyraźnie zwolnił i z koła wyszedł mu Ben Turner. Zawodnika Ineosu wcześniej znakomicie przez wszystkie pułapki ostatnich kilometrów przewiózł na swoim kole Michał Kwiatkowski. Ta dwójka znakomicie spisywała się już na Tour de Pologne, gdzie Turner wygrał finisz po zneutralizowanym etapie wałbrzyskim. Tutaj jednak zaliczył o wiele bardziej prestiżowe zwycięstwo: nie tylko wygrał na wielkim tourze, to jeszcze pokonał jednego z najlepszych sprinterów świata.
Pedersen po raz kolejny nieco się w końcówce pogubił. Szóste miejsce w połączeniu z wygraną premią lotną dały mu jednak dość punktów by już dziś wystartować w zielonej koszulce lidera klasyfikacji punktowej.
Ponieważ mniej więcej na wysokości wjazdu w zneutralizowaną strefę 5km z czoła peletonu zjechali kolarze Vismy wraz z Vingegaardem, przed Davidem Gaudu otworzyła się szansa na przejęcie koszulki lidera. 25 miejsce w połączeniu z wynikami na poprzednich etapach sprawiło, że dzięki niższej sumie zajętych lokat Francuz z Groupama FDJ został liderem Vuelta a Espana.
Zapewne tylko na dzień, bo dziś na zawodników czeka drużynowa czasówka, ale to i tak spore osiągnięcie.
A jeśli już mowa o jeździe drużynowej, to kolarze będą się już ścigać w Hiszpanii. Kolumna peletonu między etapami musiała przemieścić się o ponad 500km bez dnia przerwy!
W katalońskiej miejscowości Figueres czeka na nich trasa o długości 24,1km. Pierwszy zespół, czyli Lotto wystartuje o 16.37, ostatni, czyli Groupama FDJ o 18.05.
Drużynowa czasówka to zawsze spore widowisko. Można przy tej okazji obserwować umiejętności i taktykę zawodników. To próba, która w ostatnich latach nie jest szczególnie popularna. Tym razem ma jednak szerszy kontekst. Obecność na Vuelcie Jonasa Vingegeaarda może dać mu pewną przewagę nad Pogacarm podczas przyszłoroczonego Tour de France. Podczas “Wielkiego Otwarcie” w Barcelonie pierwszym etapem będzie właśnie drużynowa czasówka. Nie wątpię, że zespół UAE będzie do niej znakomicie przygotowany jednak to Visma będzie miała dane i przeprowadzony test w warunkach wyścigowych wielkiego touru a nie np. na Paryż-Nicea (gdzie ostatnio drużynówka jest rozgrywana)
Holenderski zespół wystartuje dziś jako faworyt. Konfrontacja z UAE zapowiada się ciekawie, zwłaszcza, że póki co Almeida i Ayuso jadą raczej konserwatywnie i w cieniu swoich rywali.
Zdjęcia: materiały prasowe Unipublic/ASO

