Kronika Kolarska 25.08.2025

Jonas Vingegaard liderem Vuelty już po drugim etapie. Duńczyk nie odpuścił ani odrobinę na górskim finiszu w Limone Piemonte, na ostatnim metrze wystawił koło Giulio Ciccone, który rozpoczął sprint nieco za wcześnie. Co ważne, mimo sporej kraksy ok. 25km przed metą żaden z faworytów istotnie nie ucierpiał, więc póki co w grze o czerwoną koszulkę mamy wszystkich zainteresowanych.

Powtarzane jak mantra komunikaty o tym, że trzeba jechać z przodu peletonu tym razem nie zdały się na wiele. Deszcz i śliska nawierzchnia doprowadziły do upadku na rondzie na samym początku grupy, która stopniowo przyspieszała by złapać ucieczkę dnia. Na asfalt upadła niemal cała drużyna Vismy. Nie popisali się realizatorzy, którzy dość długo pokazywali nam lekarzy nastawiających bark Axelowi Zingle.

Mimo chwili zawachania w peletonie (do grupy dołączał Vingegaard wraz z kolegami, ogólnie trwało przegrupowanie i szacowanie ewentualnych strat) uciekinierzy (Liam Slock z, najdłużej utrzymywał się na czele, oprócz tego Gal Glivar z Alpecinu, Jakub Otruba z Caja Rural i Sinhuhé Fernández z Burgos BH) nie powiększyli przewagi i zgodnie z przewidywaniami zostali doścignięci na podjeździe do Lione Piemonte.

Tam może nie było jakiejś super zaciętej walki, ale tempo (nadawane przez Ineos i Vismę) było na tyle mocne, że można było zapomnieć o ewentualnej rywalizacji kogoś spoza generalki. Realnie jednak – i to pokazuje jak wysoki jest poziom we współczesnym peletonie – 8km (a realnie więcej, bo mimo oznaczonego początku premii górskiej podjazd zaczął się wcześniej) podjazd ok. 5% nie robił na nikim wrażenia i razem jechało niemal 100 kolarzy.

Dopiero wjazd na ostatni odcinek prowadzący do stacji narciarskiej, bardziej stromy i ze wzmocnionym tempem przez kolarzy Lidl-Trek spowodował, że peleton nieco stopniał (choć i tak nadal razem jechała pięćdziesiątka zawodników). Zabawę na 600m przed metą rozpoczął Mark Soler, szybko jednak skasowany przez pomocników Vingegaarda.

200m przed kreską ruszył Pidocock, bardziej dybamiczny był jednak Ciccone, który zaczął zdobywać przewagę. Vingegaard zachował czujność a że dla Ciccone finisz był odrobinę za mocny i za długi, to Duńczyk wystawił koło gasnącym z metra na metr Włochowi. Wygrał etap, został liderem, pokazał fizyczną przewagę i teraz ma problem ;)

Wczesne objęcie prowadzenie przez faworyta wyścigu oznacza więcej obowiązków zarówno dla drużny na etapie jak i dla samego lidera po (konferencje prasowe, dekoracje, kontrole itd, co zabiera czas i energię). Zobaczymy więc, czy Visma będzie bronić koszulki lidera, czy też pozwoli ją komuś przejąć: albo uciekinierom albo komuś z czołówki dzięki np. bonifikatom na premiach.

Na finiszu w Limone Piemonte poza Vingegaardem i Ciccone dobrze zaprezentował się Egan Bernal, zaskoczeniem jest trzecie miejsce Davida Gaudu – tu ciekawostka/komentarz. Gaudu wygląda na dobrze przygotowanego, co potwierdza jego miejsce na mecie. Pojawiają się też komentarze, że jest w formie, ponieważ jest mocno “wycieniowany”, co pokazuje podwójne standardy – w sytuacji, w której podobnego zabiegu dokonała Pauline Ferrand Prevot odbyła się spora dyskusja nad zdrowotnymi i etycznymi aspektami takiego procesu u zawodniczek.

Sędziowie zaliczyli niewielką (2”) różnicę za Bernalem, pierwszym, który zanotował stratę był Almeida, ale realnie to raczej symbol – jedynym przegranym wczorajszego dnia był Tiberi, który puścił koło na 26. pozycji i w związku z tym traci 21”.

Ciekawostką jest wypowiedź Hindleya (przyjechał czujnie, na siódmym miejscu), który doznał kontuzji na Giro, ale teraz chce pojechać jak najlepiej by zaznaczyć swoją pozycję w drużynie pełnej potencjalnych liderów na klasyfikację generalną (tu zwłaszcza w kontekście transferu Evenepoela).

Jeśli chodzi o dane, to ostatnie 6,4km podjazdu na Limone Piemonte czołówka podjechała w 12’27 z VAM 1740m/h. Biorąc pod uwagę, jak liczna grupa finiszowała razem – znów podkreślę jak wysoki poziom prezentują zawodnicy. Choć przyzwyczailiśmy się do takich wartości, to jest realnie bardzo, bardzo szybko (nawet jeśli przez niespełna kwadrans).

A co dzisiaj? Dzisiaj fajny etap, z kilkoma możliwymi scenariuszami. Niezbyt długi (134km), ale całkiem górzysty (2000m w pionie), z premią drugiej kategorii (5,5km, 6,5%) w środku, premią lotną bonusowymi sekundami zaraz po zjeździe, kolejnymi, już nieoznaczonymi podjazdami w dalszej części etapu i finiszem na niewielkiej górce. “Na papierze” to idealny teren dla Madsa Pedersena, ale kto wie, może ekipa Lidl-Trek drugi dzień z rzędu zagra na Ciccone – oprócz wygranej etapowej stawką jest koszulka lidera na kilka najbliższych dni.

Transmisja będzie z całości rywalizacji, start ostry o 14.20, premia górska około 15.50, premia lotna około 16.15, finisz około 17.25.

Zdjęcia: naike ereñozaga, materiał prasowe ASO/Unipublic

PS wiadomością poranka (wpadła zaraz po opublikowaniu wpisu, stąd "PS" i edycja) jest kradzież rowerów z ciężarówki drużyny Vismy. Start ekipy jest niezagrożony – nie ma jeszcze informacji ile sprzętu wyjęto z samochodu serwisowego, ale zespół ma go wystarczająco by bez większych problemów jechać dalej. Choć wiadomo, mechanicy i logistycy będą mieli pewnie teraz kilka ciężkich dni.

oryginalny post na facebooku