Kronika Kolarska 25.08.2025

Ależ liderzy Lidl-Trek nie mogą trafić w odpowiedni timing na finiszu! Najpierw Giulio Ciccone został na ostatnich metrach ograny przez Jonasa Vingegaarda a następnie David Gaudu lepiej wszedł w ostatni zakręt wczorajszego etapu i pokonał Madsa Pedersena!

Dwa dni pracy kolarzy Lidl-Trek zakończyły się więc fiaskiem. Bo nie ukrywajmy, na etapach wielkich tourów a zwłaszcza dla kolarzy tego formatu co Pedersen i Ciccone liczy się tylko zwycięstwo. Tym bardziej, że do tych dosłownie ostatnich metrów wszystko wydawało się rozgrywać zgodnie z ich planem i dwa razy był ktoś lepszy od nich.

Dla Davida Gaudu to z kolei wielka chwila. Come back, którego bardzo potrzebował.

Lata lecą, Gaudu za chwilę będzie miał 29 urodziny i już jakąś chwilę temu przestał być “wielką nadzieją Francuzów”. Wygrał przecież Tour de l’Avenir jako dwudziestolatek, jako dwudziestoczterolatek zwyciężył na dwóch górskich etapach covidowej Vuelty a nastepnie w 2022r był czwarty w Tour de France (nawet, jeśli w cieniu nie tylko Vingegaarda i Pogacara, ale też trzeciego Thomasa). Kolejnej wiosny na Paryż-Nicea wspinał się na równi z Tadejem i Jonasem, ale później nie był w stanie nawiązać do tych rezultatów. Realnie cały czas gdzieś dawał nadzieję na powrót do wysokiej formy, ale zawsze “coś” nie grało.

Tej wiosny doznał kontuzji, Giro ukończył resztką sił i zrezygnował ze startu w Tour de France. Na Vueltę przyjechał świetnie przygotowany (o tym poniżej) i już w niedzielę dobrze finiszował, tuż za Vingegaardem i Ciccone a wczoraj ograł Pedersena dynamicznie wchodząc w ostatni zakręt po wewnętrznej i sięgając po imponujące zwycięstwo. W klasyfikacji generalnej liderem pozostał Vingegaard tylko dzięki lepszemu bilansowi miejsc na pierwszym, sprinterskim etapie,

Przy tak mocnym tempie i rozprowadzeniu Pedersena w terenie teoretycznie dla niego idealnym zwycięstwo przed dwoma Duńczykami (trzeci był Vingegaard) musi smakować wyjątkowo.

Swoją drogą, kręty podjazd prowadzący na metę w miejscowości Ceres mógł poruszyć wyobraźnię w temacie “Co by było gdyby Mediolan – San Remo kończył się na Poggio”.

Szkoda, że organizacja Velon, która często raczy nas różnymi danymi póki co nie dostarczyła żadnej infografiki z ostatniego podjazdu. Na Stravie piąty na mecie Jordan Labrosse z Decathlonu (178cm, 65kg) podczas 5’11” finałowego podjazdu wykręcił moc znormalizowaną 496 i średnią 480W. Na wyjściu z ostatniego zakrętu, ścigając do kreski Ciccone ostatnich 30” w jego wykonaniu to 700W.

Co ciekawe, mimo, że tempo momentami było bardzo wysokie i peleton mocno się naciągał, do mety dojechała spora grupa, nie zrobiła się nigdzie większa przerwa więc sędziowie zaliczyli ten sam czas 71 zawodnikom.

Wracając do tematu Davida Gaudu możemy w znakomity sposób obserwować podwójne standardy typowe dla relacjonowania współczesnego sportu (rozwinę myśl zasygnalizowaną wczoraj). Francuz faktycznie przyjechał na Vueltę wyjątkowo szczupły (a Gaudu ma postawę klasycznego “górala”), z wychudzoną twarzą i minimalną tkanką tłuszczową. Jego wygląd jest komentowany właśnie jako wyraz determinacji, profesjonalizmu i dobrego przygotowania, co sam Gaudu potwierdził wygrywając etap. Tymczasem kilka tygodni temu jego rodaczka, Pauline Ferrand – Prevot była otwarcie krytykowana za nadmierne odchudzanie a jej narracja o przygotowaniu się do etapu z metą na Col de la Madeleine, gdzie kluczowy dla sukcesu był stosunek mocy do masy co do zasady nie została przyjęta przez opinię publiczną. Zwracano uwagę na potencjalne zagrożenie dla zdrowia i zły przykład, jaki Prevot może dawać w ten sposób młodym zawodniczkom. Tymczasem Gaudu jest w podobnej sytuacji oceniany jako dobrze przygotowany profesjonalista.

A co dzisiaj? Dzisiaj peleton przejeżdża z Włoch do Francji, pokonując po drodze przełęcze Montgenevre (1859m n.p.m.) i Lautaret (2059 m n.p.m.) z tej drugiej jest jednak do mety aż 130km zjazdów i terenu płaskiego. Dopiero sama końcówka w miejscowości Voron prowadzi lekko pod górę (ale nie jest tak wymagająca jak wczoraj). Premia lotna z bonusowymi sekundami czeka na zawodników dość późno, 32km przed metą, za niewielkim podjazdem w Grenoble.

Teoretycznie to jest dzień idealny dla ucieczki, ale z drugiej strony Gaudu i Ciccone mogą chcieć albo powalczyć na finiszu albo o sekundy na premii i choć na jeden dzień przejąć koszulkę lidera. Dojazd do mety średniej wielkości grupy (lub wręcz większego peletonu) jest o tyle prawdopodobny, że w klasyfikacji generalnej wciąż nie ma dużych różnic: w dwóch minutach mieści się 61 kolarzy.

Transmisja będzie od 14, czyli nie zobaczymy kolarzy na przełęczach, włączymy się dopiero na zjazdach. Finisz nieco wcześniej, około 16.45, bo jutro etap będzie już w Hiszpanii.

Zdjęcia: Unipublic / Cxcling / Antonio Baixauli, Rafa Gómez/Sprint Cycling Agency, materiały prasowe ASO

oryginalny post na facebooku