Kronika Kolarska 23.08.2025

Jasper Philipsem nie niepokojony przez rywali pewnie wygrał pierwszy etap hiszpańskiej Vuelty i na jeden dzień został liderem wyścigu. Nie pozostaje mu nic innego, jak w przyszłym roku pojechać do Włoch i powalczyć o “maglia rosa” podczas bułgarskiego otwarcia wyścigu*

*tak, tak, to są właśnie te absurdalne oczekiwania, które wysuwamy pod kątem sportowców, co i kiedy powinni zrobić by spełnić jakieś nasze wyobrażenia o ich karierze ;)

O tym, jak dużą Philipsen miał przewagę niech świadczy fakt, że na zdjęciu z fotofiniszu znajduje się sam. Zawodnicy Alpecin – Deceuninck nie mieli rywali podczas rozprowadzenia szczególnej konkurencji. Najlepiej wybrali drogę na rondach i łukach ostatnich kilometrów, potencjalni rywale z Lidl-Trek pogubili się i Pedersen zrezygnował ze sprintu a Vernon, Aular czy Viviani – nazwijmy rzeczy po imieniu – nie są konkurentami na miarę Philipsena.

Ciekawostką niech będzie finisz w top10 Toma Pidcocka, co może albo pokazywać albo jego wyjątkową pewność siebie albo wręcz przeciwnie – obawy o formę i jednak poszukiwanie szans gdzie indziej niż w klasyfikacji generalnej.

A to, czy te szanse ma dowiemy się po raz pierwszy dzisiaj. Bo dzisiaj jest etap – marzenie dla komentatorów, ponieważ przez większość dnia można się zastanawiać nad potencjalnym przebiegiem rywalizacji na finałowym podjeździe.

Etap mamy w planie dość krótki” 159,5km i prosty do wyjaśnienia: płasko (z nieznacznym zdobywaniem wysokości i kilkoma nieistotnymi “hopkami”) przez 134km, następnie zmiana terenu na prowadzący lekko pod górę przez kolejnych 15 i właściwy podjazd do Limone Piemonte o parametrach 9,8km i 5,1% średniej stromizny. W sumie na całej trasie jest niespełna 1900m przewyższenia.

W przeszłości wygrywał tam Ivan Basso (w 2005r, ale podjazd był dłuższy, trudniejszy, w końcowej fazie wyścigu a meta 400m w pionie wyżej) oraz Stefano Garzelli w 2002r (był to pierwszy etap po transferze z Belgii, końcówka taka jak dziś, chwilę później Garzelli został wyrzucony z wyścigu za doping).

Podjazd ralnie nie jest trudny przez pierwszych 8km, ale kilometr dziewiąty może zachęcić do ataku i spowodować selekcję. Końcówka jest już nieco łatwiejsza, choć wciąż to ok 7%.

I teraz w kwestii wróżenia z fusów i ewentualnych spekulacji, to jest idealna okazja do tego, by właśnie sobie “pogadać” o tym, co może się wydarzyć. Scenariuszy jest bez liku:
od ucieczki dnia
przez rywalizację Vismy i UAE (obie ekipy mają po kilku zawodników, którzy mogą powalczyć i zyskać przewagę taktyczną nad rywalami)
wygraną Giulio Ciccone (jest w formie od San Sebastian przez Vuelta a Burgos, takie podjazdy mu pasują, pokazywał w przeszłości, że jest w stanie jeździć tempem najlepszych, potrafi zafiniszować, po zdobyciu koszulki lidera będzie miał rozliczony wyścig i będzie mógł jechać “z dnia na dzień” no i ostatecznie nie wiadomo, czy jeśli wygra, to czy w geście triumfu rzuci kibicom swoje okular 100% czy nie i jak do tego podejdzie UCI. A przecież jest Włochem we Włoszech, więc to byłaby piękna historia – zobaczycie ile tych “gdyby” do sytuacji, która w ogóle może się nie wydarzyć ;) )
po sukces Madsa Pedersena (teoretycznie mógłby wytrzymać pierwszych 8km podjazdu a jeśli najmocniejszy górale nie szarpną na krótkim odcinku 10% później wygrać finisz z niewielkiej grupy).

Dla Vingegaarda i Almeidy to teoretycznie za wcześnie by szastać siłami. Podjazd wydaje się na współczesne standardy zbyt prosty, by zrobić na nim większą selekcję, w przeszłości górskie etapy na samym początku grand touru były raczej okazją na zwycięstwo etapowe dla zawodników, którzy później nie odgrywali znaczącej roli w klasyfikacji generalnej.

Ale z pewnością to już jest jakieś urozmaicenie, szansa na fajną historię i sportowe emocje.

Start ostry o 13.50, finisz około 17.30. U podnóża podjazdu zawodnicy będą jakieś 25 minut wcześniej, więc jeśli myślicie o obejrzeniu samej końcówki, wystarczy włączyć transmisję około 17. Etap pokazywany będzie w całości.

Zdjęcia: materiały prasowe aso

oryginalny post na facebooku