Kronika Kolarska 07.08.2025

Szkoda etapu, szkoda kontuzjowanych zawodników i trochę szkoda dnia. Anonsowany jako najtrudniejszy etap Tour de Pologne zakończył się kraksą w czołówce na jednym ze zjazdów i neutralizacją.

Niełatwa, górzysta runda w okolicach Wałbrzycha zapowiadała fajne ściganie. I do niemal samego końca wszystko szło zgodnie z planem. Ucieczka zbierająca punkty na premiach była dość mocna, obecność Remiego Cavagni sugerowała, że jeśli śmiałkowie dojadą do ostatniego podjazdu, Francuz może utrzyma przewagę do mety. Równocześnie Mateusz Gajdulewicz zbierał punkty na premiach górskich, ale skuteczniejszy w tym zadaniu był Timo Kielich z Alpecinu.

Na kolejnych podjazdach tempo zaczynała sukcesywnie wzmacniać ekipa UAE. Atakować próbował Matthew Riccitiello (IPT), ale nie były to na tyle dynamiczne przyspieszenia by oderwać się od peletonu na dłużej.

Wszystko układało się zgodnie z planem, na niespełna 25km przed metą do pozostałego na czele Kellanda O’Briana z Jayco AlUla doskoczyli z peletonu Diego Ulissi i Lorenzo Milesi z Movistaru. Ulissi to jeden z tych zawodników, który na TdP miał “łowić” punkty UCI dla Astany i do pewnego momentu wyglądało na to, że ta akcja może zakończyć się powodzeniem.

W końcówce zjazdów, ok. 22km przed metą ktoś w czołówce peletonu popełnił błąd i lider wyścigu, Paul Lapeira, Rafał Majka, Mathias Vacek, Filippo Baroncini czy Michał Kwiatkowski wypadło z trasy.

Zrobiło się chaotycznie, ponieważ upadek wyglądał poważnie, peleton zwolnił, ucieczka zaczęła zdobywać przewagę a następnie na 15km przed finiszem, na ostatnim podjeździe dnia zatrzymano zawodników by po kilkunastu minutach dyskusji podjąć decyzję o neutralizacji etapu (dla klasyfikacji generalnej).

Kolarzy puszczono do mety według – mniej więcej – różnic czasowych oszacowanych przez sędziów by kto chce mógł pościgać się o etap.

Ucieczka: Ulissi, Milesi, O’Brian nie obroniła się przed peletonem. Dojazd do finiszu szerokimi arteriami Wałbrzycha sprzyjał nadawaniu wysokiego tempa w dużej grupie. W końcówce po raz kolejny na tym wyścigu super robotę wykonał Michał Kwiatkowski doprowadzając Ben Turnera do 200m przed kreską. Brytyjczyk perfekcyjnie wykończył to rozprowadzenie i wygrał swój pierwszy worldtourowy wyścig w karierze.

Ostatecznie mocno poturbowany Paul Lapeira dotarł do mety, ma pęknięte żebra, ale drużyna Decathlonu zakomunikowała, że stanie dzisiaj na starcie. Rafał Majka udzielając wywiadu wyglądał na mocno obolałego, po upadku musiał wycofać się jeden z faworytów wyścigu, czyli Mathias Vacek.

Kolarski twitter na chwilę zapłonął. Przyczyny neutralizacji były nieznane. Oficjalny powód to rozmiar kraksy i konieczność zaangażowania wszystkich karetek z kolumny wyścigu. Problematyczne jest też ustalenie różnic czasowych przy neutralizacji, wydaje się, że uciekinierzy zostali przy tym nieco poszkodowani. Na koniec dochodzi też kwestia wymieszania się zawodników w peletonie – istnieje podejrzenie, że Turnera nie było w głównej grupie, gdy dokonywano zatrzymania zawodników.

Co do samej neutralizacji, to takie sytuacje zdarzają się ostatnio częściej. Czasy się zmieniają i gdy zachodzi podejrzenie zagrożenia dla zawodników, zatrzymuje się pomiar kosztem sportowego spektaklu czy wizerunku wyścigu.

I to jest ok – kilka lat temu show trwałby dalej, poszkodowani zawodnicy leżeliby w rowie a o ewentualnej tragedii dowiedzieliśmy się później. Natomiast wciąż zarówno organizatorzy wyścigów jak i komisarze UCI nie radzą sobie w takich sytuacjach komunikacyjnie.

W związku z tym Tour de Pologne nie pierwszy raz dostało się od komentariatu w social mediach, choć realnie tym razem niezbyt zasłużenie.

Trzeba jednak przyznać, że niestety na naszym wyścigu dość często “coś” się dzieje, co więcej, mamy bardzo przykre a wręcz tragiczne doświadczenia. W związku z tym sytuacja, w której czołowi kolarze lecą do rowu, ulegają (nieznanym w danym momencie) obrażeniom wpisuje się w tę trudną historię.

To skomplikowane o tyle, że zawodnicy ścigali się na rundzie, zjazd choć wąski i niełatwy już znali, asfalty były nowiutkie a sama neutralizacja, choć z pewną dozą zamieszania, została realnie rzecz ujmując wprowadzona słusznie.

Tak czy inaczej w sytuacji, gdy Lapeira i Majka są potłuczeni, Vacek się wycofał rywalizacja w klasyfikacji generalnej będzie mocno zaburzona.

W ramach podsumowania mam jeszcze słowo komentarza do samej trasy etapu: choć niewątpliwie wymagająca, kilkanaście kilometrów dojazdu do mety po szerokich drogach w otwartym terenie raczej nie sprzyjałoby solowej akcji. Wszystko, czego w takiej konfiguracji można się spodziewać to finisz z kilkunastoosobowej grupki, czyli tak, jak na innych górzystych etapach TdP.

Dziś dzień, na którym kontuzjowani raczej nie odpoczną. Choć finisz jest raczej dla “mocnych sprinterów” (może Brennan?), to jednak do pokonania wcześniej będzie kilka beskidzkich podjazdów. Końcówka na rundzie w Cieszynie jest lekko pofałdowana, do mety prowadzi droga nieco pod górę. Jak to na miejskiej rundzie jest też kilka skrzyżowań, na ostatnim kilometrze są dwa zakrętu 90 stopni a przed samą kreską łuk w prawo. Wszystko wskazuje na finisz z grupy, choć niełatwy.

Start ostry w samo południe, na Przegibku czołówka powinna być około 14, na Salmopolu godzinę później. Na rundę w Cieszynie zawodnicy wjadą około 16, finisz jak codziennie zaplanowany jest na ok. 16.35.

oryginalny post na facebooku