Kronika Kolarska 05.08.2025

Etap do Karpacza nie zawiódł. Choć na papierze jego parametry nie były imponujące, to jednak końcówka i podjazd na Orlinek dostarczyły fajnych, sportowych emocji, Co więcej, również wcześniejsza faza etapu przebiegała w ciekawy sposób.

I tak, mieliśmy ucieczkę dnia, mieliśmy też “polskie akceny”. Punkty na premii lotnej zebrał Patryk Stosz, zdobywając koszulkę “najaktywniejszego” a w klasyfikacji górskiej prowadzenie objął Tomasz Budziński.

Interesująco zrobiło się w końcówce, ponieważ Max Walker (Brytyjczyk z ekipy EF) długo utrzymywał się na prowadzeniu. Realnie dojechał na prowadzeniu do Karpacza, tyle, że został doścignięty 5,5km przed metą, u podnóża finałowego podjazdu.

Tempo kolarzy było niezłe, zameldowali się na mecie niemal dokładnie zgodnie z zaplanowanym harmonogramem. Duża w tym zasługa zawodników Vismy a następnie UAE, którzy trzymali dobre, równe tempo przez cały czas trwania etapu. W końcówce kolarze UAE systematycznie je podkręcali, ale gdy zaczął się ostatni podjazd na czoło grupy wyszli reprezentanci Ineosu.

Trochę wszyscy przeceniliśmy możliwości sprinterów, przewyższenie etapu wynoszące ok. 2200m faktycznie nie zrobiło większej selekcji w peletonie, ale gdy zawodnicy zaczęli podjeżdżać ulicami Karpacza a zwłaszcza skręcili w stronę Orlinka, dla sprinterów zrobiło się za trudno.

I teraz dochodzimy do kluczowej rozgrywki. Oglądanie młodego Jana Christena w akcji to swoiste “guilty pleasure”. Młody Szwajcar to wielki potencjał i wielkie ego upchnięte w jeden kombinezon. Christen zaatakował ok 300m przed metą, ale gdy zobaczył, że ma na kole Finna Fishera-Blacka odbił w prawo a następnie gdy wytracił prędkość i nadrobił dystans jadąc po zewnętrznej przyspieszył znowu gdy okazało się, że kto inny jedzie po zwycięstwo.

Było już jednak za późno, ponieważ do koła Fishera-Blacka doskoczył Matias Vacek a zza jego pleców w idealnym momencie po zwycięstwo pojechał Paul Lapeira z Decathlonu.

Lapeira to solidny zawodnik, ma 25 lat, rok temu był mistrzem Francji i wygrał pagórkowaty etap na Wyścigu Dookoła Kraju Basków. Podjazd na Orlinek okazał się końcówką w stylu wyścigów klasycznych, na których najważniejsze jest wyczucie chwili, wyczekanie niemal do końca i dynamiczne przyspieszenie. Obstawiam, że skoro Decathlon jest jednym ze sponsorów Tour de Pologne (to miła odmiana od dominujących w ostatnich latach spółek skarbu państwa) dla zawodników tej drużyny impreza ma stosunkowo wysoki priorytet. Zrobią więc dużo, by utrzymać koszulkę lidera jak najdłużej.

Za plecami Lapeiry finiszował Matias Vacek, Czech z ekipy Treka nieźle radzi sobie w górzystym terenie oraz na finiszach (pokazywał to rok temu na Vuelcie) a to tego dobrze jeździ na czas. Jeśli zdobędzie trochę bonifikat na metach górzystych etapów, powinien w Wieliczce walczyć o zwycięstwo w całym wyścigu.

Najlepszym z Polaków był Rafał Majka, finiszujący na dziesiątej pozycji. W wypowiedzi po etapie nieco ironicznie wypowiedział się o porywczym Christenie i jego błędzie taktycznym w końcówce. Nie jest to pierwszy raz, gdy bardziej doświadczeni kolarze UAE komentują jazdę swojego młodego i porywczego kolegi.

Z kolei Michał Kwiatkowski podkręcił tempo w połowie finałowego podjazdu, co pomogło Victorowi Langelottiemu w zajęciu trzeciego miejsca. Komu zapytacie? Sam nie wiem ;) To zawodnik z Monako i faktycznie zwróciłem uwagę na niego przed tym sezonem tylko dlatego, że jego transfer do Ineosu wydał mi się dziwny. Langelotii ma w tym roku 30 lat, wcześniej jeździł w ekipie BH Burgos a jego przejście do – niedawno – najlepszej grupy na świecie było trudno do zrozumienia. Teraz jest jednak w grze o podium – jakby nie patrzeć worldtourowego wyścigu.

Czy dzisiaj też zobaczymy jakieś niespodzianki? Niewykluczone. Etap wokół Wałbrzycha ma ok. 3500m przewyższenia i choć nie kończy się podjazdem, wydaje się najtrudniejszym lub drugim najtrudniejszym dniem na Tour de Pologne 2025. Zobaczymy, czy ktoś zdecyduje się na wcześniejszy atak, czy najmocniejsze drużyny zrobią selekcję na tyle mocną, by do finiszu dojechała tylko niewielka grupka zawodników Równocześnie można się spodziewać jakiejś ucieczki, być może z Polakami, którzy wczoraj mieli pecha (defekty i upadki Gajdulewicza i Budzińskiego). Start zaplanowano około 13.20, finisz około 16.30. Do pokonania jest 159km, siedem premii górskich i wiele dodatkowych, niepunktowanych podjazdów. Profil wygląda jak solidny, ardeński klasyk a te zazwyczaj dostarczają sporych emocji. Włączenie transmisji ok. 40km, ok. godz. 15.20 przed metą, na trzeciej od końca premii górskiej wydaje się być dobrym pomysłem.

Tyle Tour de Pologne.

Niemal równo z zakończeniem wczorajszego etapu drużyna Soudal – Quickstep wydała oświadczenie (delikatnie rzecz ujmując dość lakoniczne) o przedwczesnym rozwiązaniu kontraktu z Remco Evenepoelem.

Podwójny mistrz olimpijski i obecnie najlepszy specjalista jazdy na czas, wciąż pretendent do podium Tour de France w najbliższych latach od nowego roku zwiąże się z ekipą RedBull Bora Hansgrohe.

Z jednej strony historia tego transferu ciągnęła się już od wielu miesięcy, za takim rozwiązaniem przemawiało przede wszystkim partnerstwo Specializeda z ekipą RedBulla. Z drugiej strony obecność w składzie Lipowitza i Roglica (choć są pogłoski, że on również może wcześniej odejść z drużyny) nie ułatwią Remco bycia postacią numer jeden u nowego pracodawcy. Równocześnie trzeba zwrócić uwagę, że RedBull wyraża mocarstwowe zapędy i niewątpliwie chce rozwijać swoją grupę kolarską, czego wyrazem jest m.in. zatrudnienie rok temu Dana Bighama na pozycję “Head of Engineering”.

Z kolei dla ekipy Soudal Quickstep odejście zawodnika, którego ambicje sięgały przede wszystkim wyścigów etapowych to szansa na powrót do “DNA” tego zespołu. Quickstep to byli przez lata specjaliści klasyków, zwłaszcza brukowanych a konieczność budowania składu wspierającego Remco zabierała miejsce i budżet na zawodników mogących ścigać się w jednodniówkach. Jest szansa, że teraz wszystko wróci do “normy”, pozostaje pytanie, czy Specialized będzie nadal wspierał belgijską ekipę – historia współpracy jest o wiele dłuższa niż kariera Remco, natomiast dla czołowego producenta rowerów i sprzętu mistrz olimpijski od kilku sezonów jest postacią kluczową.

Na koniec jeszcze ostatnie zdanie komentarza: jak na długą i jakby na to nie patrzeć owocną współpracę Remco z drużyną Quickstepu, komunikat dla mediów był bardzo suchy i lakoniczny. Wygląda na to, że nie był to łatwy "rozwód".

oryginalny post na facebooku