Zwyciężczynie są na mecie, zatem wstrzymajmy się do dzisiejszego wieczora z ogłaszaniem wygranej Pauline Ferrand-Prevot w Tour de France Femmes 2025.
Francuzka, która wróciła w tym roku na szosę po latach ścigania w mtb miała jeden cel: wygrać ten wyścig. I na podjeździe Col de la Madeleine zrobiła wszystko, by swój cel zrealizować.
1’45” przewagi nad Sarą Gigante, 3’03” nad Vollering i 3’26” nad Niewiadomą. Prędkość podjeżdżania przez 65’ 1409m/h a do tego po przekroczeniu linii mety nowa liderka wyścigu wyglądała daleko od wyczerpania.
Wszystko, co prowadziło do podjazdu Madeleine nie miało wielkiego znaczenia. Owszem, wart odnotowania jest fakt pracy liderki wyścigu, Kim La Court dla Sary Gigante, należy też odnotować, że jadące w ucieczce dnia Fisher-Black i Kastelijn częściowo się obroniły zajmując odpowiednio drugie i piąte miejsce na mecie.
To, co jest najważniejsze to dominacja Ferrand-Prevot, dobra jazda jej pomocniczek (tak jak na Vingegaarda na Mont Ventoux czekała na nią koleżanka z drużyny jadąca wcześniej w ucieczce). Zawodniczka Visma-Lease a Bike nie szarżowała, początek podjazdu jechała z tyłu topniejącej grupki faworytek. Następnie raczej reagowała na ofensywną jazdę Gigante i na ok. 8,5km przed metę wyszła na prowadzenie gubiąc ostatnią z rywalek.
Oznaczało to, że przez niemal pół godziny podjeżdżała sama, zatem biorąc pod uwagę wyższe partie przełęczy prowadzące w otwartym terenie, należy tym bardziej docenić jej tempo wspinaczki.
Za plecami Prevot cały czas bardzo solidnie jechała Gigante, Australijka nie zapłaciła wiele za ściganie się z najmocniejszą zawodniczką wyścigu. Podjęcie rękawicy na początkowej, stromej części podjazdu obróciło się natomiast przeciwko Niewiadomej, która przez większość podjazdu “wisiała” między Gigante a grupą, w której jechała Vollering. Zmęczona tym Polka w końcówce osłabła, tracąc na ostatnim kilometrze 23” do Vollering.
Bardzo dobrze końcówkę pojechały też Kerbaol i Włodarczyk, które również wyprzedziły obrończynię tytułu, niewielką stratę zanotowała za to Rooijakkers. Obok La Court, która jednak straciła “planowo” (lub spodziewanie) największą przegraną dnia była jednak Anna van der Breggen, która straciła podjazd z czołówką gdy tylko tempo zaczęło rosnąć u podnóża Madeleine.
Co to wszystko oznacza? Prevot ma wyraźną przewagę (2’37”) w klasyfikacji generalnej nad Gigante, ta wyprzedza Vollering o 41” a Holenderka jest przed Niewiadomą o 22”. Polka z kolei wyprzedza Kerbaol o 31”, ta jest szybsza od Rooijakkers o 15” a za nią z kolei Włodarczyk jest o 36”.
Poza tym, że Prevot odjechała wszystkim bardzo wyraźnie, dziś wydarzyć może się wszystko. Tym bardziej, że etap jest, cóż, dziwny. 124km, w środku bardzo ciężki podjazd na przełęcz Joux Plane, po którym następuje szybki i wymagający zjazd do Morzine. Tyle tylko, że ta uznawana za jedną z najtrudniejszych w Alpach wspinaczka jest w połowie etapu. Przed nią i za nią są jeszcze premie górskie pierwszej kategorii. Tyle tylko, że z ostatniego oznaczonego podjazdu dnia (stroma Col du Corbier) do mety jest jeszcze 30km. Na profilu wygląda to jak droga ciągle się wznosząca uatrakcyjniona krótszymi stromiznami, ale równie dobrze może to być lekko pofałdowany teren bez większych trudności. Nie ma dostępnego ani profilu ostatnich kilometrów ani opisu tego odcinka.
Czy będzie to drenujący z energii fragment czy też szosa, na której po prostu lepiej jechać w nieco większej grupie i czekać na finisz – tego po prostu dowiemy się w trakcie rywalizacji zawodniczek. Biorąc pod uwagę, że różnice między kolejnymi kolarkami od drugiego miejsca są niewielkie, powinniśmy spodziewać się ciekawej rywalizacji, której rozstrzygnięcie jest bardzo trudne do przewidzenia.
Start ostry o dość późno, o 15.25, na przełęczy Joux Plane czołówka powinna być około 17.15 a na mecie wyścigu około 19. Tak, aby dekoracja odbywała się przy zachodzie słońca.
Tyle we Francji, zobaczymy, czy któraś z zawodniczek z czołówki znajdzie na tyle energii, by zaatakować jeśli nie Prevot to przynajmniej z myślą o drugiej pozycji. Polskich fanów intryguje zapewne, ile “w baku” zostało Niewiadomej i Włodarczyk – kto wie, może to jedna z nich zaryzykuje i pojedzie dziś po zwycięstwo etapowe?
TDFF kończy się dziś, jutro zaczyna się Tour de Pologne (zapowiedź wyścigu niebawem) a wczoraj mieliśmy też zacny klasyk w San Sebastian.
Wygrał go, po odważnej akcji rozpoczętej 40km przed metą i po imponującym ograniu dwóch młodych kolarzy UAE, Giulio Ciccone.
To ciekawe, ponieważ Clasica San Sebastian był wyścigiem, który zazwyczaj wygrywali zawodnicy wykorzystujący resztki formu z Tour de France. Tak było przez kilkanaście lat aż do 2019r, gdy po raz pierwszy wygrał Remco Evenepoel. Od tego momentu zawodnikiem “z touru”, który wygrał San Sebastian był tylko w 2021r Neilson Powless.
Ciccone tak jak i Jan Christen oraz Isaac del Toro nie jechali w tegorocznej “Wielkiej Pętli” a sam Ciccone wycofał się z włoskiego wyścigu z kontuzją i teraz ścigał się pierwszy raz od maja.
Z kolei del Toro wydawał się bardzo pewny swego po wygranej w Austrii oraz na mniejszym klasyku w Hiszpanii. De facto nadawał ton ucieczce, w którą pojechał razem z Ciccone na trzecim od końca podjeździe, ponad 40km przed metą.
Dłuższy odcinek płaskiego za podjazdem Eriaitz sprawił jednak, że i del Toro i Ciccone zaczęli tracić siły na ostatnim, stromym wzniesieniu niedaleko mety. Młodego Meksykanina cała ta akcja kosztowała więcej i na wspomnianej, ostatniej górce (Murgil, 2km, 9,6%, szczyt 8km przed metą) zaczął słabnąć. Wykorzystał to jadący w grupie pościgowej, szybko zbliżającej się do prowadzącej dwójki, Jan Christen. Jego dynamiczny przeskok do Ciccone był jednak, cóż, zbyt dynamiczny, ponieważ to Włoch poprawił i zdobył niewielką przewagę, którą utrzymał po przejeździe przez szczyt a następnie na wymagającym, dziurawym zjeździe.
Napięcie utrzymywało się do końca, przewaga Ciccone była symboliczna i utrzymywała się na poziomie kilku sekund, ale ostatecznie to zawodnik Lidl-Trek jako pierwszy minął linię mety. Drugi był Christen (nie wiadomo, jak odczytany zostanie ten jego atak w sytuacji, gdy z przodu wciąż miał del Toro, jego jazda “na siebie” spotkała się ze sporą krytyką podczas Tour de Suisse) a trzeci Maxim van Gils z RedBulla (też nie jechał w tym roku Touru a w końcówce zachował więcej sił niż Roglic).
Wyścig, jak to często w San Sebastian, był świetny i ekscytujący do samego końca. O tym, gdzie jest posiadający niemałą tradycję i prestiż baskijski klasyk a gdzie Tour de France kobiet niech świadczy fakt, że na głównej stronie Cyclingnews w głównej sekcji z newsami znajduje się 15 materiałów z Tour de France Femmes i… dwa dotyczące Clasica San Sebastian!
Zdjęcia – Thomas Maheux, Pauline Ballet – materiały prasowe ASO

