Lorena Wiebes zrobiła na tym wyścigu to, co miała zrobić. Wygrała dwa etapy przeznaczone dla sprinterek, pokazała, że w kobiecym peletonie w tej specjalności nie ma sobie równych. 40 punktów w rywalizacji o zieloną koszulkę to prawdopodobnie za mało, by z perspektywie całego Tour de France Femmes by wygrać z Marianne Vos, która lepiej radzi sobie w lekko górzystym terenie.
Wczoraj Vos finiszowała zaraz za Wiebes, na ostatnich metrach nawet zaczęła nadrabiać dystans, ale to było zdecydowanie za mało by myśleć o zwycięstwie. Natomiast kolejne sekundy bonifikaty za drugą lokatę powodują, że Marianne Vos ma 12” przewagi nad Le Court, 18” nad Prevot i Niewiadomą oraz 25” nad Vollering. I to może wystarczyć, by obroniła żółtą koszulkę przez jeszcze jeden dzień.
Co do wczorajszego etapu, to mogę jeszcze zwrócić uwagę na ściganie na wietrze, które wydarzyło się gdzieś w połowie dystansu. Peleton się podzielił i – to ważne dla polskich kibiców – znów czujnością wykazała się Niewiadoma, która była tam, gdzie być powinna, czyli z przodu.
Gdy peleton się zjechał a ucieczka dnia została skasowana (choć dość późno) przez zawodniczki SD Worx, na ostatnich kilometrach Polka znów jechała wysoko, w ostatni zakręt, na którym mogło przydarzyć się coś złego weszła na jednej z czołowych pozycji.
Jeśli przez pierwszych 10 dni męskiego Tour de France jak mantrę słyszeliście “trzeba być z przodu”, to tak właśnie jedzie obrończyni tytułu w wyścigu kobiecym.
Na pierwszych etapach pokazała, że jest w dobrej dyspozycji, większy test czeka i ją i jej rywalki dzisiaj. To wciąż raczej etap w stylu wyścigów klasycznych, bez dużych gór, ale ostatnie 50km to pofałdowany teren i trzy premiowane podjazdy. Ostatni z nich (o parametrach 2,8km, 5,4%) kończy się zaledwie 7km przed metą.
Czego można się spodziewać? Po pierwsze drużyna SD Worx może chcieć utrzymać peleton w ryzach aż do premii lotnej, która jest na 126km. Po drugie z pewnością będą chętne do zbierania punktów na premiach górskich (tych jest jednak niewiele, dwie pierwsze premie są czwartej kategorii, ostatnia trzeciej). Natomiast nie będzie to łatwe, ponieważ u podnóża ostatniej górki usytuowana jest premia bonusowa z sekundami bonifikat.
Biorąc pod uwagę, że kolejne dni będą trudniejsze, będziemy prawdopodobnie obserwowali nerwowe i bardzo szybkie ściganie, ponieważ wciąż będzie sporo zawodniczek walczących o etap. Wiele jednak zależy od tego, jak mocno pojadą kolarki walczące w klasyfikacji generalnej. Jeśli Niewiadoma, Prevot, Gigante (i nie wiemy jak bardzo obolała jest Vollering) przyspieszą na ostatniej górce, szanse by uciekinierki czy Marianne Vos wytrzymały do mety jest niewielka.
Możliwych scenariuszy jest sporo, nieprzewidywalność tego etapu wysoka. To może być więc bardzo fajny dzień do obserwowania rywalizacji zawodniczek bez względu na #polskieakcenty (tu jedną z kandydatek do sprawienia niespodzianki może być Dominika Włodarczyk).
Co jest istotne i co potwierdza w swoich wypowiedziach większość zawodniczek, Tour de France Femmes staje się tym, czy Tour de France panów – wyścigiem, na którym tempo jest najwyższe ze wszystkich, na którym nie ma nic za darmo a sięgnięcie po najmniejszy sukces nabiera największego znaczenia.
Etap ma 165km, start ostry zaplanowano na 13.35, premia lotna jest ok. 16.40 i za nią zawodniczki wjeżdżają w górki. Premia bonusowa i ostatni podjazd około 17.20, finisz 20 minut później. Transmisja w Eurosporcie od 15.10 do 18.10.
Zdjęcia: Thomas Maheux – materiały prasowe ASO

