Kronika Kolarska 28.07.2025

Tadej Pogacar uśmiechał się wczoraj pierwszy raz od wielu dni – czy jest tak, że serce Słoweńca jednak bije bardziej dla wyścigów klasycznych niż dla wielkich tourów?

Pomysł na zmianę finałowej rundy w Paryżu ze stricte sprinterskiej na tę prowadzącą przez brukowany podjazd Montmartre zyskał powszechny aplauz. Tłumy kibiców, przepiękny widok, trasa zachęcając kolarzy do ofensywnej jazdy stworzyły scenę godną zakończenia największego wyścigu na świecie.

Tyle tylko, że jeśli to rozwiązanie ma zostać, sprinterzy powinni dostać coś dla siebie. Finisz na Polach Elizejskich był obok Mediolan-San Remo najbardziej prestiżowym w sezonie, czymś na co warto czekać i męczyć się w górach do ostatniego dnia Tour de France. Na tegorocznym Tourze realnie sprinterzy mieli dla siebie pięć dni, wycinając na stałe ten najbardziej prestiżowy ASO poniekąd podejmuje decyzję o włączenie sprinterskiej specjalizacji do grona wymierających zawodów takich jak zdun, introligator czy dziennikarz prasowy ;)

Ze względu na to, że rundy przez Montmartre były swoistym testem, do tego zmieniającym wieloletnią tradycję (a i deszczowa pogoda była tu czynnikiem), czas w klasyfikacji generalnej przestano liczyć 50km przed metą. Kilka sekund na tej “wirtualnej kresce” zarobił jeszcze wczesnym atakiem Lipowitz, ale nie miało to znaczenia dla ostatecznych wyników wyścigu.

Gdy kolarze zaczęli zbliżać się do Montmartre’u, zaczęły się ataki a w głównej roli wystąpił – a jakże – Tadej Pogacar. Widok zawodnika w żółtej koszulce jadącego ofensywnie na ostatnim etapie wyścigu – choć wcale nie musiał a może nawet i nie powinien (bruk był mokry, zakręty śliskie) to coś, za co kibice kochają Słoweńca.

I choć wydawało się, że jest faworytem by wygrać swój piąty etap w tej Wielkiej Pętli, znalazł pogromcę. Po raz kolejny w tym wyścigu musiał zmagać się z jadącymi ofensywnie kolarzami Vismy. W czołowiej grupie był bowiem Jorgenson i van Aert (a poza nimi także Trentin, Ballerini i Mohoric). Jorgenson robił dobrą robotę dla van Aerta, Pogacar jednak zostawiał nieco odstępu na mokrym, więc po każdym zakręcie musiał trochę dociągać do koła. Trzy tygodnie ścigania, bardzo intensywny ostatni tydzień i ta konkretna sytuacja wyścigowa sprawiły, że ostatnie przyspieszenie na Montmartre zostało skontrowane przez van Aerta!

Jak słusznie ktoś zauważył, ostatni raz, gdy ktoś tak odjechał Pogacarowi oglądaliśmy podczas mistrzostw świata w Glasgow, gdy van der Poel sięgnął po tęczową koszulkę. Mimo wszystko zwycięzca tegorocznego Tour de France ewidentnie cieszył się z otwartego ścigania bez kalkulacji, dzięki czemu kończy ten tour w lepszym nastroju.

Co do samego van Aerta. Wygląda na to, że w tym wyścigu miał sporo wolnej ręki. Owszem, pomagał Vingegaardowi, ale jego jazda w licznych odjazdach, często trudna do uzasadnienia taktyką drużyny sugerują, że miał na to przyzwolenie drużyny. Super prestiżowa wygrana na Polach Elizejskich zamyka usta wszystkim tym, którzy wieszczyli “koniec” Belga. Owszem, był nieskuteczny podczas wiosennych klasyków, ale pamiętajcie, że wygrał szutrowy etap na Giro, następnie wraz z Yatesem dał pokaz jazdy zespołowej zapewniając swojej drużynie zwycięstwo we włoskim tourze a teraz, w najpiękniejszym kolarskim teatrze, skontrował Tadeja Pogacara i samotnie minął linię mety na Polach Elizejskich.

I to by było na tyle… Pogacar w rozmowie zaraz po zakończeniu etapu wspomniał, że to jego szósty z rzędu Tour, w którym jest na podium i nie jest pewny, czy zobaczymy go we Francji za rok. Szansa, że pojedzie w tegorocznej Vuelcie właściwie nie istnieje, zawodnik musi odpocząć fizycznie i psychicznie. Czy czas od zeszłorocznego “wielkiego szlema” przez tegoroczną kampanię klasyków i Tour to był szczyt jego kariery? Tego nikt nie wie, ale gdy zastanawialiśmy się niedawno, czy ci młodzi, wybitnie utalentowani zawodnicy będą płacić cenę za wczesną eksplozję swoich karier, być może na żywo obserwujemy odpowiedź na to pytanie.

Bo czas płynie nieubłaganie, sześć lat na najwyższym poziomie to wielkie obciążenie. I nie, to nie jest “koniec Pogacara” (wszak bił tutaj rekordy podjazdów, wygrał cztery etapy a jego supremacja była niepodważalna), ale, tak, choć niektórzy uważają, że jest kosmitą, okazuje się, że jednak jest człowiekiem i otwarcie o tym mówi.

Tymczasem ja dziękuję Wam pięknie za wspólnie spędzone trzy tygodnie. Przygotowuję jeszcze podcastowo-youtubowe podsumowanie całego wyścigu, które zapewne wjedzie tutaj jutro. W ramach małego resume, w czasie samych tych przedpołudniowo-porannych materiałów na facebooka napisałem… 120tys znaków. No niemało, ale myślę, że było warto :)

Ponieważ kolarstwo nigdy nie zasypia a trwa właśnie Tour de France Femmes, więc… jedziemy dalej.

Bo cóż to wydarzyło się na kobiecym Tour de France?

Wysokie tempo, kryzys Elisy Longo Borghini i Lotte Kopecky, zmiana na pozycji liderki… To był fajny, ciekawy etap z niespodziewanym rozstrzygnięciem.

Bretania to zawsze teren zachęcający do ofensywnej jazdy. Marianne Vos ścigała się z Loreną Wiebes o punkty na lotnej premii, Smulders i Chabbey z bardzo dużym zaangażowaniem rywalizujące na premiach górskich i wreszcie późny atak Mavi Garcii (Liv Jayo AlUla).

Choć sekundy bonifikat z premii bonusowej zabrały zawodniczki z ucieczki, na górce, gdzie była wspomniana premia (nieco ponad 20km przed metą) zaatakowała Niewiadoma, za którą pojechała tylko Pauline Ferrand Prevot. Gdy zostały doścignięte przez grupę prowadzoną przez zawodniczki Soudalu (jak się później okazało słusznie) i nastąpiła chwila rozluźnienia, przed ostatnim podjazdem dnia zaatakowała Mavi Garcia.

Wykorzystując dobry moment zbudowała niewielką przewagę, którą mimo wysokiego tempa w peletonie na dojeździe do ostatniego kilometra prowadzącego lekko pod górę do mety utrzymała do samego końca.

Demi Vollering wyraźnie przydusiło po ataku na premii górskiej, przez co miała problemy by utrzymać tempo czołówki. Prevot rozprowadzała Vos, ale finisz nie był na tyle ciężki, by Lorena Wiebes miała z nim problem i najlepsza sprinterka w kobiecym peletonie finiszowała po drugie miejsce. Trzecia była Le Court i dzięki bonifikacie przejęła koszulkę liderki od Vos.

Pogoń koleżanek z drużyny zwróciła się z nawiązką, objęcie prowadzenia w klasyfikacji generalnej najważniejszego wyścigu w sezonie to wyjątkowo cenna sprawa, nawet jeśli Le Court wcześniej w tym roku wygrała Liege-Bastogne-Liege.

Na finiszu drugi dzień z rzędu bardzo dobrze pojechała Niewiadoma, znów przed Vollering, czujnie i mocno, nie tracąc czasu w nerwowej końcówce.

Dla Garcii wygrana na TdFF to życiowy wynik a dla sponsorów: Gianta, Jayco i AlUla kolejny sukces we Francji w ciągu zaledwie kilku dni (na Col de la Loze triumfował przecież Ben O’Connor).

Teraz na zawodniczki (i na nas) czekają dwa etapy płaskie. Zapowiada się więc rywalizacja o punkty między Wiebes a Vos, nie ma też premii bonusowych, więc jedyna szansa, by Vos odebrała koszulkę liderki Le Court to finisz w top 3 dziś lub jutro. Ponieważ z wyścigu wycofała się Charlotte Kool, dla doświadczonej Holenderki jest to do zrobienia. Faworytką do dwóch zwycięstw jest jednak Wiebes.

Ze względu na charakter etapów, nie pozostaje mi nic innego niż rekomendacja włączenie transmisji na ostatnie kilometry. Dziś do pokonania jest dystans 163km, finisz w Angers zaplanowano około 17.30.

Zdjęcia: Billy Ceusters, Charly Lopez, Thomas Maheux

oryginalny post na facebooku