Kronika Kolarska 26.07.2025

Gdyby to było Giro d’Italia niewykluczone, że mając 180km, ponad 3000m przewyższenia i prognozy intensywnych opadów deszczu kolarze zaprotestowaliby a następnie przewiezieni autobusami w okolice mety kurtuazyjnie pościgali się na jakiejś symbolicznej rundzie.

Tymczasem to jest Tour de France. I liczy się wszystko. Zwycięstwo etapowe jest tak cenne, że będzie o nie walczyć kilkunastu zawodników a dziesiąte miejsce w klasyfikacji generalnej tak ważne, że obecność w ucieczce zawodnika, który chce je zdobyć doprowadzi do ostrej wymiany zdań.

Od pierwszego do ostatniego dnia mamy więc pełen gaz (no dobrze, jeden etap był względnie spokojny), trzeba zachowywać stałą czujność, bo jak Oscar Onley można się na chwilę zagapić, zostać z tyłu i w ten sposób zagrozić życiowemu wynikowi. Można też jak Ivan Romeo dobrze jechać w ucieczce by skończyć etap zakrwawionym po niefortunnym upadku. Można wreszcie, jak Kaden Groves być sprinterem, ale wyczuć dobry moment do ucieczki z ucieczki i pojechać samotnie po zwycięstwo kompletując etapowe triumfy na wszystkich wielkich tourach a na tym konkretnym zaliczyć trzecią wygraną dla swojego zespołu (Alpecin Deceuninck wygrał najpierw Philipsenem, następnie van der Poelem a gdy obaj już wycofali się z rywalizacji właśnie Grovsem).

Obecność w ucieczce Jordana Jegata nie była w smak innym zawodnikom polującym wczoraj na etap. Gdy znalazł się w czołówce w peletonie zaczęli gonić kolarze Jayco AlUla. Zagrożone bowiem było dziesiąte miejsce Bena O’Connora. Sił jednak im brakło, pechowo jechał Mauro Schmid i ostatecznie ucieczka pojechała a wraz z nią Jegat. Dzięki temu w klasyfikacji generalnej o ponad minutę wyprzedził O’Connora i jest drugim Francuzem w top 10. Dla Jegata i jego nienajsilniejszej ekipy Total Energies to bardzo cenne. Jegat jechał dobry wyścig, sporo się o nim mówiło a to dla zawodnika drużyny, której przyszłość jest niepewna wyjątkowo ważna sprawa.

Teoretycznie to wszystko na tym wyścigu. Dziś będą tradycyjne zdjęcia z szampanem i procesja do Paryża by na Polach Elizejskich o prestiżowe zwycięstwo pościgali się sprinterzy. Tyle, że nie ;)

Po zeszłorocznym finale w Nicei spowodowanym Igrzyskami Olimpijskimi, które zajęły Paryż, finał Touru wraca do stolicy Francji. Ale w innym wydaniu. Sukces wizerunkowy olimpijskiej rundy prowadzącej przez Montmartre spowodował, że zmieniono przebieg tradycyjnego “etapu przyjaźni” co może oznaczać, że o zwycięstwo na ostatnim etapie nie powalczy sprinter.

Po pokonaniu 60km peleton, owszem, przejedzie czterokrotnie przez Pola Elizejskie, ale zanim tam zafiniszuje, zawodnicy zostaną skierowani na trzy okrążenia prowadzące przez wzgórze Montmartre. A to oznacza niewielki, ale jednak podjazd o parametrach 1,1km i 5,9% stromizny. To wystarcza, by zachęcić do ataku dynamicznych specjalistów wyścigów klasycznych i zgubić sprintetów, tym bardziej, że ostatni raz na szczycie zawodnicy będą zaledwie 6km przed metą.

Przed Tourem scenariuszem marzeń była rywalizacja Pogacara, van der Poela i Evenepoela. Teraz MVDP i Remco nie ma w wyścigu a Pogacar, choć musi tylko ukończyć ten etap by po raz czwarty wygrać Wielką Pętlę wydaje się być podmęczony, być może chory i psychicznie wypalony. W wywiadach wspomina o tym, jak trudny i wyczerpujący był to Tour, z drugiej strony idea, by zwycięzca wyścigu zwieńczył swój sukces wygraną na ostatnim etapie wydaje się kusząca. Ponieważ nie wiadomo, jak kolarze podejdą do tego etapu, możemy spodziewać się dosłownie wszystkiego. Równie dobrze ataki na Montmartre mogą być symboliczne a na kresce powalczą Milan z Merlierem.

Start ostry dość późno, o 16.25. Pierwszy raz na Polach Elizejskich peleton będzie około 17.55, pierwszy raz na Montmartre około 18.35 a finisz zaplanowano około 19.35. Następnie o zachodzie słońca Tadej Pogacar otrzyma na podium dekoracyjną miskę na owoce i Tour de France 2025 zostanie zakończony. Jest nawet szansa na wspomniane słońce, ponieważ po południu ma się wypogodzić. I dobrze, szkoda byłoby się żegnać z Tourem w deszczu.

Tyle tylko, że nie rozstajemy się z Francją, bo jeszcze przez kolejnych osiem dni na tamtejszych szosach o swoją żółtą koszulkę będą ścigały się panie.

Wczoraj krótkim etapem w Bretanii zainaugurowały czwarty “Tour de France Femmes avec Zwift”. A w Bretanii, jak to w Bretanii działo się sporo. Z wyścigiem pożegnała się niedysponowana Marlene Reuser, w końcówce atakowała Dominika Włodarczyk a finałowy podjazd okazał się bardziej selektywny, niż to wcześniej zakładano.

Rozważaliśmy nawet, czy o zwycięstwo etapowe nie będą ścigły się po prostu sprinterki: Wiebes i Balsamo.

Tymczasem solidna praca zawodniczek Vismy zwiastowała atak Marianne Vos. Tyle tylko, że podkręcająca tempo Pauline Ferrand Prevot na kilkaset metrów przed metą sama zaczęła zdobywać przewagę nad rywalkami. Ostatecznie do wygranej etapowej zabrakło jej kilkunastu metrów, ale tuż przed kreską minęła ją koleżanka z drużyny, Marianne Vos.

Doświadczona Holenderka mijając PFP nawet na chwilę zwolniła, uniemożliwiając atak drugiej na kresce Kim le Court. Zwyciężczyni Liege Bastogne Liege świetnie odnalazła się w końcówce i razem z Katarzyną Niewiadomą ruszyła za Vos. Polka, obrończyni tytułu, jak często w takich sytuacjach była ostatnia z niewielkiej grupki. Czwarte miejsce oznacza brak bonifikaty, ale liderka Canyon Sram i tak zdobyła niewielką przewagę nad Vollering, która straciła do niej trzy sekundy.

A co dzisiaj? Dzisiaj fajny, pagórkowaty etap, z końcówką w stylu wyścigów klasycznych. Niemal przez cały dystans będzie w górę i w dół a ostatnia premia górska znajduje się zaledwie 5km przed metą. Sam finisz również prowadzi lekko pod górę, należy się więc spodziewać na mecie podobnej mieszanki mocnych zawodniczek walczących o etap z tymi, które chcą się liczyć w generalce. Co ważne, 22.9km przed metą znajduje się dodatkowa premia bonusowa, gdzie na zawodniczki czekają sekundy bonifikat.

Finisz zapowiedziano na ok. 15.10, wspomniana premia to ostatni moment by włączyć transmisję, zawodniczki będą tam około 14.30. Po zakończeniu etapu będzie można spokojnie wziąć chwilę oddechu przed przełączeniem się na decydujące chwile finału męskiego TdF.

Zdjęcia: Billy Ceusters, Pauline Ballet – materiały prasowe ASO

oryginalny post na facebooku