Może i Ben O’Connor nie jest najlepszym kolarzem na świecie, ale, hej, te momenty, które ma w swojej karierze są wspaniałe!
Nie tylko wygrał królewski etap Tour de France po ucieczce dnia, nie tylko awansował do pierwszej dziesiątki klasyfikacji generalnej, ale też zaprezentował znakomitą formę na finałowym podjeździe Col de la Loze. Jadąc większość wspinaczki solo uzyskał ósmy czas długiej na niemal 1h10’ przełęczy.
Czy coś ujmuje temu osiągnięciu fakt, że po tym, gdy ucieczka została doścignięta w dolinie przed Courchevel O’Connor wraz z Rubio (a chwilę później z Jorgensonm) oderwała się od grupy liderów w momencie, gdy Primoz Roglic zwolnił by się wysikać? Cóż, oceńcie sami, ale jak już wiemy, wiele niepisanych zasad jest, cóż, niepisanych i mało kto o nich obecnie pamięta ;)
Tak czy inaczej, mimo, że po tym, gdy do czołówki dołączyli pomocnicy i Vismy i UAE i nadawali mocne, równe tempo przez większość Col de la Loze, O’Connor nie tracił do nich zbyt wiele, zaprezentował rewelacyjny performance i rozliczył ten Tour zarówno dla siebie jak i dla swojej drużyny. Swoją drogą to drugi w tym roku królewski etap wielkiego touru wygrany przez kolarzy Jayco AlUla – dla przypomnienia etap Giro do Sestriere, ten na którym różową koszulkę wywalczył Simon Yates po ucieczce dnia i również znakomitej jeździ wygrał Chris Harper, rodak O’Connora i kolarz Jayco właśnie.
Narrację prowadzę nieco od końca, ponieważ w ostatecznym rozrachunku, choć po drodze działo się wiele, istotne były wyniki. O’Connor wygrał z ucieczki, na ostatnim, stromym fragmencie na kilka sekund po raz kolejny Vingegaardowi uciekł Pogacar a dzięki bardzo solidnej i ostrożnej postawie stratę do Lipowitza wyraźnie zmniejszył Onley.
Ten etap był kulminacją trwających ponad dwa i pół tygodnia rozgrywek na trasie Wielkiej Pętli. Szarpania i ataków drużyny Visma – Lease a Bike niemal każdego dnia. Nieustających skoków, przyspieszeń, jazdy na dwóch liderów, zaskakiwania na różne sposoby Tadeja Pogacara. Czegóż oni nie próbowali w Normandii, Bretanii, Masywie Centralnym, Pirenejach i na Mont Ventoux?
Plan na wczoraj wyglądał z jednej strony dobrze, z drugiej nieco straceńczo. W ucieczce na Vingegaarda czekał Jorgenson, w peletonie mocne tempo nadawali kolejno Benoot, Campenaerts, Yates i Kuus. Dobra prędkość na Glandon, selekcja i poprawka na Madeleine a gdy Kuss zredukował przewagę ucieczki do około 30”, atak Jonasa i przeskok do Jorgensona. Gdyby, powtórzę, GDYBY, z jakiegoś powodu Pogacar puścił koło na 10-15 sekund, byłby to kolejny masterclass, niczym akcja Yatesa i van Aerta na Finestre podczas Giro.
Tyle, że Pogacar to nie Carapaz i del Toro. Nie dał się zerwać z koła a choć Jorgenson próbował również wymęczyć go na zjazdach z Madeleine, na Słoweńcu nie zrobiło to większego wrażenia. Całodzienna praca całego zespołu Vismy sprawiła, że w końcówce Col de la Loze to Pogacar miał przy sobie i Narvaeza i Adama Yatesa, którzy doprowadzili go do ostatniej stromizny, Pogacar nie miał problemu z wytrzymaniem kolejnego przyspieszenia Vingegaarda i po raz kolejny na finiszu zdobył niewielką przewagę. Jeśli dziś nie wydarzy się nic złego, ten Tour jest jego.
Ekipa Visma jest krytykowana za nieskuteczną taktykę, ale czy mogli zrobić coś innego? Biorąc pod uwagę długi przejazd doliną między Madeleine a Courchevel i tego, jak skończyła się szarża Lipowitza można śmiało stwierdzić, że to był dobry plan. Tyle, że jego powodzenie zależało od zdobycia choćby minimalnej przewagi nad Pogacarem na Madeleine. A to jak się okazało było tego dnia niemożliwe.
Zaś co do Lipowitza, koncepcja zaprezentowana przez kolarzy RedBulla była, cóż, trudniejsza do zrozumienia. Roglic po całym dniu w ucieczce dojechał do mety minutę za Pogacarem i 50” przed Lipowitzem. Lipowitzem, który wcześniej próbował utrzymać koło Pogacara i Vingegaarda na Madeleine, następnie stracił sporo energii “wisząc” między grupami a gdy z tyłu dojechali zawodnicy, którzy stracili wcześniej kontakt z czołówką (pomocnicy Vismy i UAE, Vauquelin, Jegat oraz Onley – i to ważne, również ze swoimi ludźmi) pojechał do przodu, budując w pewnym momencie niemałą przewagę, ale nie doskakując do O’Connora. W efekcie zużył bardzo dużo energii, zapłacił za to w górnej części podjazdu i będzie solidnie ubity przed ostatnim górskim etapem.
Tymczasem Onley, choć ma (rocznikowo) 23 lata (Lipowitz 25) pojechał albo super dojrzale albo super szczęśliwie. Albo i to i to. Z pewnością nie zapłacił ceny za próbę jazdy z Tadejem i Jonasem na Madeleine, ale równocześnie nie mógł wiedzieć, że w dolinie liderzy zwolnią aż tak bardzo i wraz z pomocnikami będzie w stanie do nich dojechać. Z kolei finałowy podjazd pojechał znakomicie, równo i bardzo mocno, tracąc tylko 13” do Pogacara i 4” do Vingegaarda. Co jest imponujące!
W związku z tym mamy bardzo ciekawą sytuację w walce o trzecie miejsce i klasyfikacji młodzieżowej zarazem. Bo pierwsze i drugie miejsce wydają się być raczej rozstrzygnięte, natomiast trzeci Lipowitz ma nad Onleyem 22” przewagi a ten z kolei 1’26” nad Roglicem.
Co zrobi RedBull-Bora? Czy będą walczyć i o trzecie miejsce w generalce i o białą koszulkę, czy dadzą radę po tym, ile energii stracili wczoraj? Biorąc pod uwagę, że trasa dzisiejszego etapu została skrócona z jednej strony może im być łatwiej, bo realnie wszystko powinno po prostu rozstrzygnąć się na ostatnim podjeździe, z drugiej, jeśli Lipowitz bardzo się ujechał, Onley ma szansę go “złamać” i wyprzedzić.
Właśnie… skrócony etap. Dziś i tak miało być krótko (130km), ale będzie 90. Kolarze ominą pierwszy podjazd dnia, przełęcz Saises. Spodziewane są bowiem protesty rolników, których bydło ma zostać uśmiercone z powodu wykrytej w rejonie choroby.
W związku z tym na trasie pozostaje ciężki podjazd Col du Pre, poprawka na Cormet de Roseland, długi zjazd i przejazd doliną (w stylu podobnym co wczoraj) do podnóża finałowego podjazdu. Ten jest długi i ciężki (19,1km, 7,2%,1360m przewyższenia, kończy się powyżej 2000m n.p.m.), ale tylko z kilkoma stromymi sekcjami w środkowej części.
Choć col du Pre jest wymagająca, to jednak teren (i dystans) wydają się niesprzyjające do wczesnych ataków. Wszystko powinno się więc rozstrzygnąć w La Plagne. I należy spodziewać się Tadeja Pogacara stawiającego “kropkę nad i”. Bo choć jedzie konserwatywnie (obstawiam, że szanując siły i zdrowie co jest wyrazem kolarskiej dojrzałości), zapewne tym razem nie powstrzyma się przed wygraniem kolejnego etapu. Tym bardziej, że ryzyko porażki jest dziś niewielkie.
Zmieniony harmonogram powoduje, że start ostry mamy o 14.45, na Col du Pre czołówka powinna być około 15.30, na Cormet de Roseland około 15.55, u podnóża La Plagne około 16.30 a na mecie około 17.15.
Klasyfikacja punktowa w zasadzie jest już rozstrzygnięta – wczoraj grupetto zmieściło się w limicie czasu, dziś jest zwiększony o 2%. Górską powinien wygrać Pogacar. Lenny Martinez wczoraj punktował tylko raz a do tego nie popisał się holując się na bidonie, za co został ukarany odjęciem części punktów, które zdobył (i tak został potraktowany pobłażliwie).
Rywalizacja o trzecie miejsce i białą koszulkę zapowiada się jednak świetnie, polecam więc oglądanie przynajmniej ostatniego podjazdu w całości.
Zdjęcia: Billy Ceusters, Aurelien Vialatte – materiały prasowe ASO

