Mamy jeszcze dwa górskie etapy przed sobą, ale niewykluczone, że obejrzeliśmy właśnie szczyt poziomu rywalizacji na tym Tour de France. Na podjeździe Mont Ventoux mieliśmy i imponujące, rekordowe tempo, i rewelacyjną walkę w ucieczce i znakomity pojedynek Vingegaarda z Pogacarem.
Liczna ucieczka, która dojechałą do premii lotnej oznaczała, że przewagi w klasyfikacji punktowej nie powiększy Jonathan Milan. Uprzedzając fakty: piąte miejsce na mecie Tadeja Pogacara oznacza, że od Milana dzieli go 11 punktów zatem Włoch i jego pomocnicy z drużyny Lidl-Trek będą dziś musieli wspiąć się na wyżyny i pilnować i premii i finiszu.
Wspomniana ucieczka była pełna znakomitych postaci, u podnóża Mont Ventoux do przodu pojechali Arensman, Mas i Alaphilippe. Dość wcześnie i dość mocno samotnie postanowił zaryzykować Enric Mas. To bardzo solidny góral, któremu ostatnio brakuje sukcesów, ale wydawało się, że skoro już odjechał, to kolarz tej klasy dojedzie do mety.
Jednak Mont Ventoux to podjazd długi i różnorodny. Po wjeździe na odsłoniętą, wietrzną część Mas zaczął słabnąć a z tyłu dojechali do niego Ben Healy i Valentin Paret-Peintre.
I się zaczęło! Po dniu w ucieczce, po półgodzinnej wspinaczce oglądaliśmy kolejne ataki, kontrataki, które stały się o tyle ciekawsze, że z tyłu dojechali jeszcze Santiago Buitrago oraz pomocnik Paret-Paintre’a, Ian van Wilder. To, jak Healy przyspieszał niemal 30km/h na zboczach Mont Ventoux zapamiętamy na długo!
Pomoc dla Paret-Paintre’a okazała się kluczowa, zapewne dzięki niej filigranowy Francuz zachował nieco więcej sił i był w stanie na ostatnim zakręcie skontrować kolejne przyspieszenie Healy’ego. To pierwsza wygrana etapowa dla Francuzów na tegorocznym wyścigu, ale już czwarta dla drużyny Soudal-Quickstep.
I teraz, przechodząc już do “tematu dnia”, czyli rekordów, które padły wczoraj na Mont Ventoux.
Healy i Paret-Paintre podjechali cały podjazd w czasie 58’46”. To tyle, co Contador w 2009, szybciej niż Froome w 2013 (tak, wtedy, gdy bardzo poważnie rozważano, czy nie ma ukrytego silniczka w rowerze) i Armstrong w 2002r. Samą premię górską przejechali zaś w 48’28”, co również poprawia rezultaty wymienionych kolarzy z przeszłości.
Ale to nie wszystko. Wiecie już, że Pogacar, który w samej końcówce zgubił Vingegaarda na dwie sekundy oraz sam Vingegaard wyraźnie poprawili wszystkie rekordy na Mont Ventoux. Zarówno całego podjazdu od Bedoin, samej premii górskiej jak i odcinka powyżej Chalet Reynard.
Zanim jednak o wynikach, to warto przeanalizować, co zrobiła ekipa Visma – Lease a Bike. Wysłali do ucieczki Campenaertsa i Benoota (podobnie jak UAE Solera i Siwakowa). Przejęli kontrolę nad nadawaniem tempa u podnóża podjazdu, tempo i selekcję zaczął robić Sepp Kuss. Przygotował w ten sposób grunt pod atak Vingegaarda, gdy ten został tylko z Pogacarem, z ucieczki spłynął Benoot i prowadził do kolejnego przyspieszenia Duńczyka a następnie to samo powtórzył Campenaerts. Na ostatnich kilometrach Vingegaard próbował zerwać Pogacara z koła, ale bezskutecznie, ten z kolei kontrował raz, również nie mogąc pozbyć się swojego rywala. Ostatecznie Pogacar minimalnie odjechał w samej końcówce, powiększając swoją przewagę w generalce o zaledwie dwie sekundy.
Ponieważ włączyłem stoper gdy zarówno ucieczka jak i faworyci mijali znak premii lotnej, na mecie patrzyłem na niego z niedowierzaniem. Pokazywał poniżej 45 minut dla Pogacara i Vingegaarda. Po weryfikacji z wiarygodnymi źródłami okazało się to prawdą.
Sztafeta, jaką Visma rozstawiła na Monta Ventoux – połączenie kolarzy z peletonu i z ucieczki i sama praca Vingegaarda dały imponujący rekord podjazdy: 28’50 do Chalet Reynard, 16’40” od Chalet Reynard do szczytu, 44’48” na samej premii i 54’32” całego podjazdu od Bedoin. To ponad minutę szybciej niż Iban Mayo na czasówce w 2004 a na całym podjeździe prawie 4’ szybciej niż Froome w 2013 i Armstrong w 2002.
Od Armstronga i Froome’a szybciej podjechał nawet Vauquelin (20 na mecie, ósmy z faworytów), od czasu Mayo szybsi byli Roglic z Lipowitzem (Słoweniec znakomicie pomagał młodemu Niemcowi, Roglic ewidentnie miał świetny dzień) a tylko nieznacznie gorszy byli Oscar Onley i Carlos Rodriguez. "Surowe" dane Onleya ze stravy, to na 15,6km odcinku premii górskiej to 46'34", ponad 20km/h, VAM 1747m/h i średnia moc 373W. Masa ciała Onleya na Procyclingstats to 62kg.
Kontekst – poprawienie wyników kolarzy z “Ery Epo” czy Froome’a tradycyjnie wzmagają sugestie dopingu. Pamiętajmy jednak, że przy całej nieufności do kolarzy, od rezultatów Froome’a minęło 12, od Armstronga 23, od Mayo 21 a od Pantaniego 31 lat. To jest przepaść pod każdym względem a cały postęp, jaki się w tym czasie dokonał może być użyty jako argument do obrony obecnego pokolenia kolarzy. M.in w kwestiach sprzętowych możemy śmiało mówić o kolejnej rewolucji. Limit wagi roweru UCI kolejny raz popchnął postęp do przodu. Zamiast w nieskończoność odchudzać “lekkie” rowery, producenci dostarczyli zawodnikom będąc na limicie wagi rowery aero. To prawdopodobnie zmierzch “rowerów do jazdy w górach”, skoro Colnago Y1RS czy Cervelo S5 mogą ważyć 6,8-6,9kg.
Aerodynamika i warunki, w jakich rywalizowali kolarze mogą być też odpowiedzią na pytanie co do przebiegu etapu. Niewątpliwie Jonas Vingegaard jest w szczytowej formie, obok zeszłorocznego Plateau de Beille to jeden z jego najlepszych wyników w karierze. Charakterystyczne jest, że u podnóża, w osłoniętym terenie tempo nadawali “górale” natomiast na wietrznej części Mont Ventoux czekały na niego “konie pociągowe”, kolarze kojarzeni nie z górami a z wyścigami klasycznymi: Benoot i Campenaerts.
Wynik został bowiem osiągnięty w warunkach jazdy “pod wiatr”.
To tłumaczy także, dlaczego ani Jonas nie był w stanie na dobre zgubić Tadeja ani Tadej Jonasa. Średnia prędkość podjazdu to niemal 24km/h, na mniej stromych sekcjach w końcówce zawodnicy jechali około 30km/h. Drafting miał więc kluczowe znaczenie, zatem i pomoc Vismowców była ważna i zerwanie rywala z koła bardzo trudne.
Oczekiwania, by Pogacar rzucił się w samobójczy atak np. 2km przed metą wydają się więc nieuzasadnione. Tak wyraźnie bijąc rekord podjazdu obaj kolarze musieli być na limicie a biorąc pod uwagę wiatr, realnie tam nie było już przestrzeni, by jeszcze dodatkowo wyraźnie zgubić rywala.
Wydaje się, że w tej fazie wyścigu Pogacar i Vinegaaerd są sobie równi, Pogacar nie musi już się jednak szarpać i ryzykować. Ma dość przewagi przed dwoma ciężkimi etapami w Alpach, by kontrolować sytuację. Tym bardziej, że musi to robić sam. Jego pomocnicy, którzy tak jak Benoot i Campenaerts czekali na niego z ucieczki nie byli w stanie utrzymać tempa pod górę, zatem lider wyścigu był skazany na siebie.
Ufff… zatem to tyle o wczorajszym Mont Ventoux (choć można by pisać i analizować w nieskończoność).
Co więc czeka nas i kolarzy dzisiaj? Teoretycznie etap dla sprinterów, ale będzie im ciężko.160km do Valence, premia lotna gdzie “musi” finiszować Milan jest na 56km, ale droga do niej prowadząca cały czas prowadzi lekko pod górę. Następnie mamy sekcję z dwiema premiami 4. kategorii i 43km płaskiego terenu do mety. To już nie chodzi o zwycięstwo etapowe, ale doprowadzenie do finiszu z peletonu. Jeśli Jonathan Milan chce się obronić przed Pogacarem w klasyfikacji punktowej, dziś nie ma wyjścia i musi powalczyć i na premii i na końcu etapu. Sam finisz jest płaski, ale 800m przed kreską będzie zakręt 90 stopni w lewo. Świetnie ;)
Start ostry o 13.50, premia lotna około 14.50, finisz około 17.15
Zdjęcia: Bily Ceusters – materiały prasowe ASO

