To miał być etap rozgrzewkowy po dniu przerwy iii… cóż, kolarze rozgrzali się aż za dobrze. Średnia prędkość zwycięzcy 48km/h, ściganie w ucieczce między van Aertem i van der Poelem, ataki kolarzy Vismy i stawianie Pogacara pod presją, który 4km przed metą w chaosie upada na asfalt, unika uderzenia głową w krawężnik, traci kilkanaście sekund a jego rywale w geście fair play czekają i mistrz świata kończy dzień bez strat (nie licząc naskórka zostawionego na szosie).
Na tym Tourze nie ma więc etapów łatwych, nikt nie daje sobie chwili na wytchnienie. Wariackie tempo, kolejne próby montowania mocnych ucieczek a gdy te już się jakoś ułożą ich skład powala na kolana. Dołóżmy do tego taktykę, którą czasem ciężko zrozumieć i mamy mieszankę wybuchową, która sprawia, że Wielką Pętlę 2025 ogląda się z zapartym tchem.
Niewielkie, ale strome górki na przedmieściach Tuluzy były terenem idealnym do ofensywnej jazdy. To jeden z tych etapów, podczas których suche liczby mówiły niewiele. 176km i niespełna 1500m przewyższenia nie brzmi przecież groźnie a i w ucieczce i w peletonie było ściganie na całego.
Gdy z pierwszej części ucieczki zostali na czele tylko Jonas Abrahamsen (Uno-X) i Mauro Schmid (Jayco AlUla) a za plecami mieli van der Poela, van Aerta, Simmonsa, Laurance’a i de Lie wydawało się, że ich czas minął i zostaną wyprzedzeni przez mistrzów wyścigów klasycznych.
Tymczasem po nieskutecznym ataku Simmonsa jedynym, który na poważnie wziął się za pogoń był MVDP, tyle, że czekał na to zbyt długo – do ostatniego, stromego podjazdu. I mimo, że następnie robił co mógł, zabrakło mu kilkuset metrów by złapać Abrahamsena i Schmida i wziąć udział w walce o zwycięstwo. Ze wspomnianej dwójki lepiej zafiniszował Abrahamsen.
Norweg z ekipy Uno-X był jednym z bohaterów – etatowych uciekinierów rok temu. W tym sezonie jedzie podobnie, zabierając się w kolejne akcje. Jest to jednak o tyle godne podziwu, że niespełna miesiąc przed Tourem złamał obojczyk. Doszedł jednak do formy, która dała mu wygraną na etapie TdF po świetnej walce z ucieczki, broniąc się przed szarżującym van der Poelem.
Co do samego MVDP, jego jazda po raz kolejny zaskakuje. Holender wydaje się robić wiele rzeczy wbrew przyjętym zasadom. Szafuje energią, jakby miał jej nieskończone pokłady, wydaje się kpić z przyjętych sposobów walki w klasyfikacji punktowej, jego akcje są ekscytujące, ale mało wyrachowane.
Intrygujący wydaje się też fakt odjazdu van Aerta. Biorąc pod uwagę, że ekipa Vismy po raz kolejny w końcówce stawiała Pogacara pod presją: przed ostatnim szczytem atakował Vingegaard, na płaskim Jorgenson, obecność takiego “konia pociągowego” byłaby bezcenna. Tymczasem van Aert tracił energię w ucieczce a z tyłu Pogacar skutecznie kontrował ataki jego kolegów, a to sam a to korzystając z jazdy Evenepoela.
W chaosie na ostatnich kilometrach też trudny do zrozumienia był atak Narvaeza, natomiast co do wspomnianej kraksy Pogacara, to Słoweniec po raz kolejny miał wiele szczęścia. Próbujący złapać koło po jednym z licznych ataków Tobas Johanessen zmieniał stronę jezdni z lewej na prawą, zajeżdżając drogę Pogacarowi, który uderzył w jego tylne koło i wylądował na ziemi. Szorując po asfalcie był blisko by uderzyć głową w krawężnik, następnie gdy wstał miał problem z łańcuchem. I niby szybko wsiadł na rower, ale jego strata wynosiła już kilkanaście sekund. Na szczęście byli przy nim Narvaez i Yates a lider Ben Healy “zarządził” by grupa poczekała na mistrza świata w opałach.
Skończyło się na strachu, Pogacar i jego drużyna twierdzą, że faworyt wyścigu nie odniósł poważniejszych urazów. A realnie mógł mieć już po Tourze.
O tym, czy faktycznie jest w pełni sił dowiemy się dziś. Bo dziś jeden z poważniejszych testów. 180km, z czego 110 jest de facto płaskich. A następnie na zawodników czeka przełęcz Soulor (11,8km, 7,3%), chwilę później mniejszy podjazd o długości 3km, zjazdy i podjazd do mety na Hautacam. 13,25km, 8% stromizny i rekord Bjarne Riisa wynoszący 34’40”
Zobaczymy więc, czy Pogacar faktycznie się tylko trochę poobcierał czy poważnie potłukł, ile warta jest siła drużyny Visma i fakt, że może atakować dwoma liderami na przemian, w jakim miejscu na długich podjazdach znajduje się forma Remco oraz czy rewelacją wyścigu zostanie Oscar Onley.
Start ostry o 13.25, u podnóża Soulor czołówka będzie około 16.10, na szczycie ok 16.35. Podjazd na Hautacam najlepsi powinni zacząć około 17.10, na mecie zwycięzca powinien się zameldować mniej więcej o 17.45.
Po dzisiejszym etapie klasyfikacja generalna z pewnością się zmieni.
Zdjęcia: charly lopez – materiały prasowe ASO

