Kronika Kolarska 14.07.2025

Atak prawie od startu, złapani 770m przed metą. Mathieu van der Poel wraz z Jonasem Rickaertem postanowili wdrożyć w życie plan zdobycia tytułu najbardziej walecznego zawodnika etapu dla Rickaerta (i tym samym spełnić jego marzenie o stanięciu na podium Tour de France).

Tak się stało, choć Rickaert zakończył tę szaleńczą akcję chwilę wcześniej niż MVDP a tego z kolei peleton dopadł dosłownie kilkaset metrów przed kreską.

Kolarze Alpecin – Deceuninck w ten sposób ubarwili płaski, teoretycznie nudny etap. I prawda jest taka, że MVDP wcale tego nie musiał robić. Ba, z perspektywy całego wyścigu, gospodarowania energią, walki o jakieś punkty i wczoraj i na kolejnych etapach było to po prostu głupie. Bo kolejny raz van der Poel się ujechał, realnie stracił szansę na walkę o zieloną koszulkę, ale ile za to zyskał uznania fanów i mediów, to jego!

Co więcej, wczorajszy etap był drugim najszybszym w historii Tour de France. Średnia prędkość 50,013km/h, którą zaliczono Timowi Merlierowi została de facto także uzyskana przez van der Poela i Rickaerta, który cały dzień jechali przed peletonem (nawet, jeśli w końcówce zostali za grupą i realnie ich średnia jest nieznacznie niższa). Jeśli spojrzycie na ich akcję z tej perspektywy, to robi się naprawdę grubo!

Wliczając start zneutralizowany do wciśnięcia “lapa” 5km przed metą Rickaert ma średnią 48,1km/h, moc znormalizowaną 398W i nabitych 295TSS.

Sama akcja zaskoczyła rywali, głównie kolarzy Lidl-Trek. Którzy chyba początkowo myśleli, że to atak na premię lotną, ale gdy okazało się, że MVDP i Rickaert jadą dalej, przewaga rosła, kolarze Treka (co będzie jednym z memów tego wyścigu) przez radio szukali przyjciół chcących im pomóc w pogoni a gdy ta w końcu się zebrała, w końcówce znów pojawiły się chwile zawahania. W związku z tym kolarze Alpecinu zostali na czele dłużej niż można się było spodziewać i stąd też MVDP został dogoniony zaledwie tych 700m przed metą.

Organizowana na ostatnią chwilę pogoń sprawiła, że finisz z peletonu był bez klasycznego rozprowadzenia. “Pociągi” sprinterów zużyły swoje zasoby już wcześniej. Zawodnicy finiszowali więc właściwie samodzielnie.

Sprint rozpoczął Ackerman, z koła wyszedł mu Milan, ale zdecydowanie najwyższą prędkość osiągnął jadący po drugiej stronie grupy Merlier i to on bardzo pewnie sięgnął po zwycięstwo. To jego trzecia wygrana etapowa w historii występów w Tour de France, realnie trzeci wygrany finisz na trzy, w których brał udział. W tegorocznym TdF to także trzecie zwycięstwo etapowe dla Soudal – QuickStep. Nawet, jeśli Remco zawiedzie w klasyfikacji generalnej i tak będą mieli lepszy Tour niż większość startujących w nim drużyn.

A co dzisiaj? A dzisiaj poniedziałek i nie ma dnia wolnego. Bo dziś święto narodowe Francji, “Dzień Bastylii”, zatem przedłużony weekend i w związku z tym piękny a zarazem trudny etap w Masywie Centralnym.

Na 165km upchnięto aż 4550m przewyższenia, osiem oznaczonych premii górskich a do tego jeszcze kilka podjazdów niepunktowanych. Meta jest na podjeździe (Puy de Sancy, czyli jeden ze starych wulkanów, 3,3km 8%), ale końcówkę etapu trzeba rozpatrywać nieco szerzej. Ostatnie 30km to nieoznaczony jako premia podjazd, następnie zaraz po nim następuje premia drugiej kategorii 5,1km i 6,3% stromizny i z jej szczytu jest szybki zjazd po serpentynach, między zjazdem a finałową wspinaczką nie ma żadnego przejazdu doliną, więc droga pod górę zaczyna się piąć niemal od razu.

Patrząc na to, jak do tej pory jedzie ekipa Visma – Lease a Bike należy spodziewać się ataku i próby postawienia pod presją Tadeja Pogacara. Tym bardziej, że wczoraj wycofał się jego kluczowy pomocnik, czyli Joao Almeida. Portugalczyk potłuczony, poobcierany i ze złamanym żebrem jednak nie dał rady jechać dalej, wysokie tempo wczorajszego etapu dodatkowo spotęgowało ból i mimo heroicznych prób zakończył wczoraj swój udział w tegorocznym Tour de France.

Choć z tej perspektywy siła ekipy Visma wydaje się być wyższa, Kuss czy Yates jedyne co mogą zrobić to odizolować Pogacara od reszty pomocników. A jeśli tempo wytrzyma Jorgenson, spróbować naprzemiennych ataków z Vingegaardem i w ten sposób zamęczyć Pogacara. Jeśli ten nie jest poziom wyżej od nich. Bo jeśli jednak jest, to daremny będzie to trud ;).

Jak to wszystko się skończy dowiemy się około 17.30. Trudy etapu i trudy dziesięciu dni ścigania bez przerwy mogą spowodować większe niż wynikałoby z parametrów samego podjazdu do mety różnice. Będzie to test nie tylko dla Vismy i Pogacara, ale też dla Evenepoela, Onleya, Vauquelina czy kolarzy RedBulla. W to wszystko wmieszają się oczywiście Francuzi, którzy będą chcieli pokazać się w dniu swojego narodowego święta. Ponieważ do zdobycia jest 35 punktów do klasyfikacji górskiej (a dotychczasowy lider, Tim Wellens ma ich póki co osiem), ciekawa będzie też rywalizacja o przejęcie koszulki w grochy.

Spośród wielu etapów, które są transmitowane w całości (start o 13.25), dzisiejszy jest jednym z tych, które prawdopodobnie w całości warto jest oglądać. Ale wiadomo, dziś jest regularny dzień pracy, więc jeśli macie możliwość to polecam a jeśli nie, to takie “must see” to ostatnie 30-35km o których wspominam wyżej, od ok. 16.30-16.40.

Zdjęcia: charly lopez, materiały prasowe ASO

oryginalny post na facebooku