Niemal perfekcyjny dzień dla Jonathana Milana, który wygrał premię lotną, wygrał etap, powrócił na prowadzenie w klasyfikacji punktowej a po zaprezentowanej dominacji jest również faworytem do zwycięstwa dzisiaj.
Wczoraj to może nie był całkiem “dzień odpoczynku”, bo na wielkim tourze dni odpoczynku nie ma, ale kolarze na chwilę odpuścili wściekłe ściganie i rozegrali ten etap “jak za dawnych lat”. Owszem, ucieczka nie została puszczona aż do premii lotnej, później do przodu pojechało dwóch kolarzy TotalEnergies. I nawet przez chwilę peleton zaczął ich trochę odpuszczać, więc pojawiła się odrobina suspensu, że może jednak dojadą, ale była to tylko chwila, ponieważ główna grupa przyspieszyła i tyle było z ucieczki dnia.
Swoją drogą, te “telewizyjne ucieczki” zaczynają mieć coraz mniej sensu. W sytuacji, w której znaczenie ma ranking UCI (dla przyznania licencji world tour czy dla zdobycia miejsca gwarantującego dzikie karty na wyścigi), tracenie energii w odjazdach, których prawdopodobieństwo powodzenia jest niewielkie przestaje mieć sens. Zamiast tego lepiej zbierać punkty, nawet np. za siódme miejsce na etapie i w ten sposób zakończyć wielki tour z kontem wzbogaconym o kilkaset, co może np. wyraźnie podnieść pozycję w rankingu.
Zatem niewykluczone, że era “dzielnych francuzów” dzień po dniu jadących przed peletonem jest kolejną, która na naszych oczach dobiega końca.
Z kolei co do tego “wirtualnego dnia odpoczynku”, to na wielkim tourze nie znasz dnia ani godziny. W końcówce etapu opatrzność kolejny raz czuwała nad Tadejem Pogacarem. Na jednym z rond było całkiem blisko, by lider wyścigu zderzył się z kolarzem, który upadł tuż przed nim. I może było trochę zapasu i może było w tym trochę szczęścia, ale równie dobrze mogło się skończyć dla Pogacara źle.
Kolarze Vismy byli wczoraj zdecydowanie bardziej czujni, na ostatnich kilometrach przed dojazdem do zneutralizowanej strefy 5km nadawali mocne tempo, trzymając Vingegaarda jak najbliżej czoła peletonu i unikając problemów. Z jednej strony to dobrze i zgodnie ze sztuką, z drugiej i Vingegaard i Jorgenson byli wystawieni na wiatr i stracili nieco energii.
Jak się później okazało, ta praca miała też drugie dno, ponieważ w finiszu wziął udział Wout van Aert. I, owszem, absolutnie nie miał podejścia do Jonathana Milana, ale drugie miejsce na etapie Touru zwiastuje, że Belg dochodzi do wysokiej dyspozycji i wkrótce, w górach, będzie cennym “zasobem” w ekipie Vismy.
Co do samego finiszu, to prowadzący lekko pod górę i po kolejnych łukach dał szansę Milanowi na pokazanie pełni jego mocy. Grovesa całkiem dobrze rozprowadził van der Poel, coś zdziałać próbował Ackerman, dobrze jak już wspomniałem spisał się van Aert, ale na Milana nie było mocnych.
To pierwsze od 2019r zwycięstwo włoskiego zawodnika na etapie Tour de France i pierwsza wygrana Milana w Wielkiej Pętli. Tu ciekawostka, zawodnik, który tak jak Filippo Ganna wywodzi się z kolarstwa torowego (był i mistrzem świata i mistrzem olimpijskim i rekordzistą świata w drużynie na 4km, jest też aktualnym rekordzistą w wyścigu indywidualnym) ma podobno VO2Max 92ml/kg/min!! (jak podaje The Inner Ring powołując się na trenera zawodnika, Mattiasa Recka, który wcześniej pracował z Marcelem Kittelem).
Jedynym ułatwieniem dla niego na wczorajszym finiszu była nieobecność Tima Merliera, który złapał gumę w niefortunnym momencie i nie zdołał dogonić czołówki.
Dziś fajnie byłoby obejrzeć rywalizację Milana z Merlierem w niezakłóconych warunkach. Sprzyja temu trasa: niezbyt długa: 174km i niemal całkiem płaska. Dziś nie uświadczymy nawet symbolicznej premii górskiej czwartej kategorii. Ostatni zakręt 90-stopni jest ok. 1500m przed kreską. Do finiszu prowadzi szeroka na prawie 8m ulica.
Jedyną zmienną może być wiatr. Wiejący z tyłu, pchający zawodników przez większość etapu, ale w końcówce droga dwa razy zmieni kierunek, więc możliwa jest jakaś zasadzka i próba rozerwania peletonu.
Mimo wszystko to dzień odpoczynku także dla kibiców. Można śledzić, czy nie dzieje się coś na wietrze, ale szanujmy się, to ten etap, na którym po prostu można włączyć się na finisz. Ten zaplanowany jest między 17.07 a 17.28. Start ostry z kolei jest o 13.25 a premia lotna jest zaraz po nim – na 24km, czyli około 13.55.
Zdjęcia: charly lopez, billy ceusters materiały prasowe ASO

