Dzień wcześniej ekipa UAE nie chciała etapu i żółtej koszulki, wczoraj zaś od początku pomocnicy Tadeja Pogacara jechali tak, by trzymać ucieczkę w zasięgu i dać szansę mistrzowi świata na kolejną wygraną i ponowne przejęcie prowadzenia w klasyfikacji generalnej.
Tadej zaczyna na różne dziwne sposoby komentować taktykę ekipy Visma – Lease a Bike, ale nazywajmy rzeczy po imieniu – to, jak jedzie zespół UAE też czasami jest trudne do zrozumienia.
Inna kwestia, to że Pogacar jak na siebie i tak stara się zachowywać na szosie możliwie jak najbardziej ekonomicznie. Uprzedzając fakty – wczoraj sporą część pracy w końcówce wykonali za niego rywale. A ponieważ na Mur de Bretagne wiał wiatr w twarz. Tadej wyczekał z atakiem tak długo jak tylko się dało,
Poczekał, aż swoje zrobią kolarze Vismy, poczekał, aż swoje zrobi Remco (ale w ogóle dlaczego?), poczekał, aż na czoło grupy wróci Narvaez i jeszcze chwilę pociągnie i dopiero wtedy przyspieszył. To wystarczyło, by zerwać z koła wszystkich poza Vingegaardem, wygrać etap, zgarnąć maksymalną bonifikatę a przy tym cały maksymalny wysiłek trwał zaledwie 14 sekund.
Czy było to jednak łatwe zwycięstwo? Pewne – tak. Łatwe, nie, ponieważ cały etap był rozgrywany w bardzo wysokim tempie (średnia prędkość 48,1km/h!). Kolarze Vismy ewidentnie starają się, by Pogacar i jego pomocnicy musieli zużyć jak najwięcej energii w tej pierwszej części Touru (ich samych oczywiście kosztuje to sporo).
Po selekcji na pierwszym przejeździe przez Mur de Bretagne ugotowali van der Poela na tyle, że ten nie był w stanie finiszować, ale też okroili pierwszą grupę do ok. 30 kolarzy. Wobec szarpanego tempa z tyłu tejże grupy jechał jeden z głównych pomocników Pogacara, czyli Joao Almeida. I to nie on popełnił błąd na zjeździe, tylko kolarze Bahrainu, ale Alemida leżał wraz z nimi w kraksie. I nie tylko nie mógł pomóc swojemu liderowi w końcówce, ale też poważnie się potłukł i poobcierał.
Portugalczyk ma “lekko złamane jedno z żeber”, ale póki co będzie kontynuował jazdę. Ma przed sobą dwa płaskie etapy, ciężki dzień w Masywie Centralnym, dzień odpoczynku, rozruch do Tuluzy i dopiero w przyszły czwartek Pireneje. Ale po pierwsze, jego ewentualne plany powalczenia o podium właśnie się skończyły a po drugie, tak czy inaczej nie będzie w pełni sił. Więc nieco pośrednio, ale zrobienie wyścigu trudnym i nerwowym przez Vismę, osłabiło drużynę Pogacara.
Cóż jeszcze? Wspomniałem, że na Mur de Bretagne było pod wiatr, zatem rekord podjazdu należący do Dana Martina nadal należy do Dana Martina. Mówimy tu o wysiłku trwającym około 4’ (rekord to 3’53”, Pogacar wczoraj pojechał w 4’07”), zatem wszystkie zmienne mają znaczenie.
Nawet przy tak krótkim podjeździe znów powstały niewielkie różnice w grupie. Z symboliczną stratą do Pogacara i Vingegaarda przyjechali tylko Onley, Evenepoel, Vauquelin, Jorgenson i Gall. Roglic z Lipowitzem stracili już 21”.
Ponieważ był to siódmy etap, oznacza to, że kolarze mają za sobą już ⅓ tego touru. Dotyczy to zarówno liczby etapów jak i dystansu, natomiast choć niemal codziennie są jakieś górki, to przewyższenia do pokonania zostało im jeszcze aż 75%. A to oznacza, że teraz będzie już tylko trudniej.
No dobrze, nie teraz, tylko od poniedziałku, ponieważ nieco nietypowo ten weekend to dwa płaskie etapy.
Dziś 171km, niemal całkiem płaskie i niemal całkiem na wschód pod delikatny wiatr. W końcówce symboliczna premia czwartej kategorii. Ostatni kilometr jest niemal na wprost, ale prowadzi delikatnie pod górę. Dojazd do niego obfituje jednak w skrzyżowania i ronda, zatem #uwaganakraksy.
Konfiguracja terenu sugeruje, że będzie to ciężki, “duszący” finisz. Ponieważ jednak sprinterzy mają naprawdę niewiele okazji na tym Tourze by popisać się swoimi umiejętnościami (realnie dziś, jutro, być może po dniu przerwy i raz w ostatnim tygodniu, kwestia finiszu z peletonu w Paryżu pozostaje dyskusyjna), nie ma co narzekać, tylko pójść na rower, zrobić co tam robicie w sobotę i włączyć się na ostatnich 10-15km.
Finisz zapowiedziano około 17.05, jeśli włączycie transmisję o 16.30 to w zupełności wystarczy ;)
PS sprinterzy nie mogą pokpić sprawy – Pogacar po wczorajszej wygranej ma ponad 30 punktów przewagi nad Milanem i 45 nad Girmayem. Jeśli któryś z nich się pogubi w ten weekend to niewykluczone, że Pogacar który pewnie teraz odda prowadzenie w klasyfikacji punktowej, po Pirenejach znów na nie wróci…
PS 2. W ucieczce dnia wczoraj jechał Geraint Thomas. Choć była skazana na porażkę, stwierdził, że to i tak milsze niż jazda w peletonie, w którym jest nieustająca, tak intensywna rywalizacja jak w ostatnich dniach.
Zdjęcia: charly lopez, ASO, materiały prasowe

