Znakomity zwycięzca etapowy, nowy-stary lider, ściganie od startu do mety a to wszystko prawie w 30 stopniowym upale. Sól kolarstwa, nie tylko ta, którą było widać wypoconą na koszulkach zawodników ;)
Spośród wielu scenariuszy przewidywanych na wczorajszy dzień spełnił się jeden. Trzymanie tempa przez ekipę Lidl-Trek do premii lotnej i sprint Jonathana Milana po punkty. To na koniec dnia dało mu ponowne przejęcie zielonej koszulki (a raczej prowadzenia w klasyfikacji, bo w zastępstwie Pogacara jechał w niej jako wicelider).
Później jednak nikt nie zwalniał tempa a kolejne próby ataków skutkowały jedynie dalszym podkręcaniem prędkości i bezkompromisowym ściganiem.
Ostatecznie odjechała grupka bardzo solidnych graczy: Ben Healy, Michael Storer, Quinn Simmons, Mathieu van der Poel, Harold Tejada a chwilę później dołączyli do nich Eddie Dunbar i Simon Yates.
Ekipa UAE stwierdziła, że Nills Pollit będzie trzymał przewagę śmiałków w ryzach, ale ostatecznie padła decyzja, że odjazd ma szansę dla siebie. I pojechali, zdobywając przewagę na tyle dużą, że van der Poel wirtualnie stał się liderem wyścigu, w pewnym momencie z kilkuminutową przewagą.
Gdy Ben Healy ubiera na etap ze startu wspólnego kask Poc Procen oznacza to jedno: będzie próbował samotnej ucieczki. Irlandczyk odjechał swoim rywalom nieco ponad 40km przed metą a gdy zdobył kilkanaście sekund przewagi było niemal pewne, że mimo sporego dystansu dzielącego go od finiszu akcja się powiedzie.
Healy jest bardzo dobrym kolarzem. W sensie fizycznym, ma spory potencjał, który pokazywał już nie raz. Owszem, gdy w klasykach ma się zmierzyć z Pogacarem czy Evenepoelm, nie ma z nimi szans. Ale na etapach, z ucieczki przy swoich możliwościach, bezkompromisowości oraz dopieszczonej aerodynamice potrafi dowozić kolejne zwycięstwa.
Tak było i wczoraj, kolarz EF Education Easy Post pojechał przepięknie po swój dziesiąty sukces w karierze. Największy póki co. A o co chodzi z tą aerodynamiką (bo w Eurosporcie wam nie powiedzą ;) ). Jeśli przyjrzycie się pozycji, jaką Healy ma ustawioną i jaką jest w stanie utrzymywać przez dłuższy czas zauważycie, że zarówno konfiguracja sprzętu, strój jak i wspomniana pozycja powodują, że jeszcze kilka lat temu większy opór stawiali zawodnicy podczas jazdy indywidualnej na czas. W związku z tym Healy jest w stanie, jeśli zaatakuje w odpowiednim momencie, po zdobyciu przewagi utrzymywać ją jadąc samotnie mimo faktu, że za nim pracuje kilku kolarzy.
Tym bardziej, że wczoraj pogoń się dzieliła: siły zachowali Storer i Simmons, słabł van der Poel, w związku z tym Healy dojechał do mety z przewagą 2’44”.
Van der Poela walka o punkty na premii lotnej ze sprinterami, zabranie się w odjazd i jazda w nim kosztowały na tyle dużo, że na ostatnich kilometrach walczył o przetrwanie. A tymczasem z tyłu tempo zaczęli podkręcać kolarze Vismy. Albo po to, by Pogacar utrzymał koszulkę lidera (w związku z tym musiał tracić czas i energię na podium i konferencjach prasowych) albo po to, by odzyskać pewność siebie po porażce w czasówce, albo z innego, im tylko znanego powodu.
Postanowili nawet zaatakować na krótkim podjeździe prowadzącym do mety, Pogacar długo nie chciał się mieszać w takie czcze utarczki, ale ostatecznie minął metę jako pierwszy z peletonu, dojeżdżając do kreski 1’29” za targanym skurczami van der Poelem. A to oznaczało, że Holender przejmuje z powrotem żółtą koszulkę dzięki jednej sekundzie różnicy.
A dzisiaj, przechodząc do tego “a co dzisiaj?” będzie mu ją bardzo trudno utrzymać. Bo choć to właśnie van der Poel jest ostatnim zwycięzcą na Mur de Bretagne, gdzie triumfował w 2021r po tak ciężkim dniu będzie mu bardzo trudno obronić się… no właśnie, przed kim?
Etap znów ma ok. 200 (a dokładnie 197km), jest nieco mniej górzysty, natomiast premia lotna ważna dla sprinterów jest 58km przed metą i to właśnie od tego miejsca zaczynają się trudności na trasie. Końcówka jest mniej wymagająca niż np. w Rouen kilka dni temu. Mur de Bretagne jest górką trudną, ale nieprzesadnie. Mimo “Muru” w nazwie i początkowej stromizny 15% to – nawiązując do podjazdów znanych z klasyków – raczej Cauberg niż Mur de Huy. Nawet, jeśli będzie przejeżdżany dwa razy (ze szczytem 15km przed metą i drugi raz, prowadząc prosto do niej), do podnóża finałowej wspinaczki będzie 10km w dół i po płaskim.
Zatem nawet przy selekcji w peletonie, będzie jeszcze chwila na złapanie oddechu. Teoretycznie to jest teren dla Pogacara, który w takichy sytuacjach jest obok van der Poela najbardziej dynamicznym kolarzem w stawce. Obstawiam, że wiele jednak zależy od kolarzy Vismy i tego, czy będą kolejny raz chcieli robić wyścig trudnym, czy jednak np. pozwolą jakiejś ucieczce na walkę o etap.
Start ostry nieco wcześniej, o 12.25, wspomniana premia lotna (i tu ciekawe, czy drużyny sprinterów ją odpuszczą na rzecz ucieczki czy jednak będą trzymały tempo przez ż 140km) około 15.30 i od tego momentu zaczynają się górki. Finisz zaplanowano odrobinę wcześniej niż w poprzednich dniach, w optymistycznym scenariuszu o 16.39. Zatem włączyć transmisję proponuję najpóźniej o 16.15, przed pierwszym przejazdem przez Mur de Bretagne.
Co ciekawe, dzisiejszy etap jest punktowany jako "sprinterski", więc do zgarnięcia na mecie jest za kolejne miejsca 50-30-20-18-16 puntów (i dalej). Zatem i dla van der Poela i dla Pogacara i dla Girmaya byłoby to solidne "zasilenie konta".
Zdjęcia: billy ceusters, charly lopez ASO, materiały prasowe.

