Czasówka była. Mogę wrzucić wyniki, klasyfikację i wolne ;)
Tak naprawdę, to nie, bo kolejny dzień z rzędu oglądaliśmy świetny, kolarski spektakl. Wiatr zmieniający warunki na trasie, bardzo wysoki poziom sportowy i kilka niespodzianek zarówno po pozytywnej jak i negatywnej stronie.
Wygrałl Remco Evenepoel. To nie jest w żaden sposób zaskakujące, ale ważne jest, że Belg, którego konstrukcja psychiczna wydaje się być dość skomplikowana udźwignął presję. A presja ciąży na nim wielka. Nie tylko jest przecież “wielką nadzieją Belgów”, jest mistrzem olimpijskim, mistrzem świata w tej specjalności, wygrał czasówkę z Vingegaardem i Pogacarem zaledwie kilka tygodni temu a tu wyścig jedzie bardzo dobrze, natomiast pierwszego dnia na wietrze zaliczył wtopę.
Remco pojechał tak, jakby wszystkie te czynniki nie istniały. Atakował po każdym wyjściu z zakrętu, wybierał agresywne linie przejazdu, pilnował by przyjmować swoją ekstremalnie aerodynamiczną pozycję. I ma, zrobił (prawie) wszystko, co chciał zrobić. Wygrał etap, dołożył Vingegaardowi ponad dwie sekundy na kilometr i awansował na drugie miejsce w klasyfikacji generalnej.
Tyle tylko, że znakomitą formę zaprezentował Tadej Pogacar. Z nim Remco wygrał tylko o 16”, zatem nie dwie a pół sekundy na kilometr. Co więcej Tadej “na remis” pojechał z nim i pierwszy i ostatni międzyczas, co sugerowałoby, że lepiej radził sobie z zakrętami i rozpędzaniem roweru. Tutaj wraca kilkakrotnie poruszana kwestia kombinezonu “w grochy”, czyli dostarczonego przez organizatora. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że w swoim, dopasowanym idealnie, zoptymalizowanym pod jego pozycję i resztę sprzętu Pogacar byłby szybszy od Evenepoela! No ale jechał w takim, w jakim jechał a zwycięzcy są na mecie.
Bardzo dobrą próbę wykonali Armirail, Vauquelin, Lipowitz, który podniósł się po kłopotach dzień wcześniej oraz Ivan Romeo. Z kolei Luke Plapp pojechał “wszystko” od startu i zwyczajnie w końcówce nieco mu zabrakło. Ale i tak był lepszy od zawodników, których jak widzicie nazwiska wciąż się nie pojawiły.
Spośród kolarzy Visma – Lease a Bike najlepszy (trzecie miejsce) wynik zanotował Affini, który startował wcześniej i jego przejazd miał być “testowym” dla Vingegaarda (drużyny często tak robią, że jeden z mocnych czasowców, pomocników jedzie mocno by sprawdzić warunki dla swojego lidera). Tyle tylko, że ani Vingegaard ani Jorgenson “nie dowieźli”. Jorgenson stracił do Remco 1’19” (tyle co Roglic) a Vingegaard 1’21”. Na mecie był zdruzgotany, widać było, że ewidentnie to nie był jego dzień.
Z resztą już w trakcie jazdy w otwartym kanale radiowym, który od czasu do czasu słyszymy w transmisji, dostawał komunikaty o potrzebie “odnalezienia właściwego rytmu” i “utrzymywaniu pozycji”. Więc ewidentnie mu nie szło od startu, jak sam powiedział, walczył z trasą, z rowerem i ze swoimi nogami. Czy był to po prostu gorszy dzień? A może cena, jaką zapłacili z Jorgensonem za szarpaninę na pierwszych czterech etapach? Tego nie wiemy, pewnie nie dowiemy się nigdy, ale konsekwencje są dość poważne.
W klasyfikacji generalnej prowadzi bowiem Pogacar, który ma 42” przewagi nad Evenepoelem, 59” na Vauquelinem a Vingegaard traci już 1’13”.
Van der Poel spadł z pozycji lidera na miejsce szóste, ale trzeba przyznać że podczas czasówki dał z siebie dużo zostawiając sobie ewentualne opcje na odzyskanie koszulki w jakiś sprzyjających okolicznościach.
Choć wyścig wydaje się być w tym momencie już mocno ułożony a przewaga Pogacara bardzo wyraźna (słyszy się już głosy o “końcu wyścigu”) muszę podkreślić jeden fakt. Choć Słoweniec jest kolarzem wybitnym, obecność Evenepoela pokazuje, że wciąż są elementy kolarskiego rzemiosła, w których nie jest najlepszy, ma wciąż przestrzeń do poprawy lub – kto wie – dominacja nie jest dla niego dostępna. Tym bardziej, że punkt odniesienie w jeździe na czas, czyli Remco właśnie tak jak i Pogacar potrafi wygrywać klasyki czy etapówki i choć w większości sytuacji z Tadejem przegrywa, jest ta jedna specjalność, w której nad nim dominuje.
Nie zmienia to faktu, że po pięciu dniach wyścigu Tadej Pogacar jest najlepszy w klasyfikacji generalnej, punktowej i górskiej. Zależnie od tego, czy on, jego drużyna i drużyny rywali będą w dalszej fazie wyścigu odpuszczać ucieczki czy nie, istnieje szansa, że może wygrać wszystkie trzy…
A skoro już mowa o ucieczkach, to należy przejść płynnie do odpowiedzi na pytanie “a co dzisiaj?”
A dzisiaj dzień długi (201,5km) i o sporej sumie przewyższeń (3350m). To najbardziej górzysty etap do tej pory, również z trudną końcówką (sekwencja kilku podjazdów i meta na “ściance” (700m, 10,2%), ale paradoskalnie mniej selektywną niż choćby ta w Rouen. Na całej trasie podjazdów jest bowiem więcej, odległości między nimi są jednak większe, zatem jest nieco czasu na złapanie oddechu.
Pogacar zasugerował, że ekipa UAE nie będzie ścigała ucieczki za wszelką cenę, co teoretycznie daje większe szanse śmiałkom, natomiast w peletonie jest o wiele więcej interesów. Finisz może sprzyjać i van der Poelowi i Girmayowi, kolarzom Lidl-Trek, zatem puszczenie odjazdu nie jest takie oczywiste.
Nawet jeśli do tego dojdzie, to raczej dopiero po 22km. Biorąc pod uwagę zagrożenie ze strony Pogacara oraz niewiele etapów czysto sprinterskich, rywalizacja o zieloną koszulkę będzie się rozgrywała w dużej mierze na premiach lotnych, więc ekipy sprinterów powinny kontrolować sytuację do tego momentu. A potem, cóż, potem wiele zależy po prostu od dynamiki w peletonie.
Start ostry o 12.45, proponuję włączyć transmisję na pierwszych 20-30km (premia zaplanowana jest na ok. 13.14, może być nieco wcześniej jeśli pójdzie gaz) a następnie wrócić do niej, gdy peleton będzie przejeżdżał przez górskie premie w końcówce, np. od 47km przed metą, czyli ok. 16.10. Finisz ok. 17.20.
Zdjęcia: Billy Ceusters, charly lopez, ASO, materiały prasowe

