Kronika Kolarska 09.07.2025

Jak często będę w czasie tego touru pisał “OMG co to był za etap!”? Bo póki co jest 3:1 jeśli chodzi o etapy które były super emocjonujące i 4:0 jeśli chodzi o takie, na których działy się ważne rzeczy.

Wczoraj była i mocna ucieczka dnia (z Martinezem, który pewnie będzie próbował odbudować się po początkowych porażkach, Asgreenem, Abrahamnsenem i Gachignard), w której było trochę rywalizacji na premii górskiej i za ich plecami ściganie na premii lotnej i wreszcie, gdy peleton zaczął zbliżać się do górzystej końcówki etapu, intensywna walka o pozycje w grupie.

Tak, to był “północny klasyk”, tyle, że rozgrywany w czasie wielkiego touru. Gaz, jaki szedł do podnóża każdej z kolejnych górek był absurdalny. Warto zauważyć, że po bolesnych nauczkach coraz bardziej o zajmowaniu pozycji z przodu pamięta Evenepoel, którego na ile mogą wspierają w tym koledzy z drużyny.

Drużynowy atak po raz trzeci w tym wyścigu przypuściła drużyna Visma Lease a Bike. Rzucili do boju wszystko, co mają najlepszego w takim terenie, Campenaerts i Benoot zostawili naprawdę sporo zdrowia dyktując wściekłe tempo, ataku prowokującego Pogacara spróbował też Jorgenson (ewidentnie w tym wypadku sprawdzają się przedwyścigowe przewidywania co do tego, że Visma będzie próbowała grać swoim wiceliderem), ale to wszystko na nic.

Tam gdzie trzeba i kiedy trzeba byli Wellens, Narvaez i Almeida. Kolarze UAE wysunęli się na czoło grupy na stromym Rampe – Saint Hilaire przygotowując atak Pogacarowi. Ten skoczył, za nim był w stanie pojechać tylko Vingegaard, chwilę później jednak miał moment zawahania, który spróbował wykorzystać Pogacar, ale realnie obaj panowie w tym momencie byli już nieźle podgotowani. Vingegaard wspomniał zaraz po etapie, że prawdopodobnie pojechał najmocniejszą minutę w życiu, dla mistrza świata, zazwyczaj zrelaksowanego, też ewidentnie było to odrobinę za dużo.

Z tyłu nieco spóźniony, ale w pogoń zabrał się Remco, pilnowany przez van der Poela, niedaleko jechał też Oscar Onley, wkrótce dołączył Almeida.

U podnóża prowadzącego pod górę dojazdu do mety wspomnianego wyżej ataku spróbował Jorgenson i to wtedy Almeida pokazał, jak bezcennym zasobem jest w ekipie UAE. Po 500m mocnej pracy skasował atak Amerykanina a następnie do niemal samej mety nadawał tempo tak mocne, że ugotował van der Poela, który puścił korby 50m przed kreską.

Pogacar wyprzedził Holendra na pełnej prędkości i sięgnął po swoje setne zwycięstwo w karierze. Zrobił to w koszulce mistrza świata, na najważniejszym wyścigu, w wieku 26 lat i dziewięciu miesięcy.

Czy warto było “oddawać” Wellensowi koszulkę w grochy i robić całą tę szopkę dzień wcześniej by móc celebrować setną wygraną w najbardziej stylowy sposób (na tę okazję Pogacar wybrał strój z klasycznymi, czarnymi spodenkami). Być może.

Drugie dno stojące teoretecznie za tą operacją, czyli pomysł, by czasówkę jechać we własnym, idealnie dopasowanym kombinezonie okazało się, cóż, problematyczne. Ścigając się z Jonasem Tadej zgarnął punkt na górskiej premii i jednak pojedzie w dostarczonym przez Santini kombinezonie w grochy.

Zanim jednak o dzisiejszej czasówce, to mam dla Was parę danych dotyczących tego wczorajszego, super intensywnego ścigania.

Po pierwsze Pogacar z Vingegaardem przez 1’56” swojego ataku wykręcili VAM 2824m/h. Liczący 800m podjazd o stromiźnie prawie 12% jechali z prędkością 24km/h.

Na Stravie segment jest tam dłuższy (1,44km) i mniej stromy (8,8%), ale za to Oscar Onley i Kevin Vauquelin (udostępniają swoje pełne dane) byli niedaleko (Onley w drugiej grupie z Remco, Vauquelin nieznacznie dalej) i pokonali go odpowiednio z mocą 485W (Onley, teoretycznie 7,8W/kg) i 519W (Vauquelin, teoretycznie 7,6W/kg). Z kolei cały rollercoaster ostatnich 30km trasy to w przypadku Vauquelina moc znormalizowana 404W przez 38’31”.

Przegrani etapu? Straty ponieśli Lipowitz i Roglic (pierwszy miał gorszy dzień, drugi problemy z przerzutką), pecha miał Alaphilippe, który zmagał się z defektem w bardzo niekorzystnym momencie. Z kolei Poza Pogacarem i Almeidą, wysoką formą zaimponował Onley, który zajął czwarte miejsce.

A co dzisiaj? Jak już wspomniałem wcześniej, dzisiaj czasówka. Niemal płaska, 33km, bez większych trudności technicznych w nieznacznie tylko pofałdowanym terenie. Można by powiedzieć, że to próba dla muskularnych, silnych czasowców, którzy są w stanie rozkręcić duże przełożenia, ale… tych za wielu nie mamy na stanie.

Jest za to Remco Evenepoel, mistrz olimpijski i mistrz świata w tej specjalności. Tyleż aerodynamiczny co pewny siebie. Bo choć traci już do Pogacara 58 a do Vinegaarda 50” (oprócz starty z pierwszego, wietrznego etapu obaj zyskują na nim jeszcze sekundy bonifikat), to uważa, że jest to dziś strata możliwa do odrobienia.

Trzeba przyznać, że z fizycznego punktu widzenia Remco jest w tym wyścigu “tym trzecim” a w jeździe na czas realnie jest najlepszy. To by jednak oznaczało konieczność uzyskania przewagi niemal około dwóch sekund na kilometr.

I nawet, jeśli dostarczony przez organizatorów wyścigu strój Pogacara będzie wolniejszy (i nie dajcie sobie wmówić w Eurosporcie, że chodzi o komfort i przyzwyczajenia, nie, tutaj chodzi o wymierne zyski, jakie można mieć dzięki kombinezonowi idealnie dobranemu do zawodnika, kasku, roweru i pozycji), to po pierwsze jest jeszcze Vingegaard a po drugie te dwie sekundy na kilometr to mimo wszystko dużo.

Tak czy inaczej, zapowiada się dzisiaj próba dla koneserów. Jak zawsze poza samymi wynikami warto będzie uważnie śledzić sprzęt zawodników, customowe rozwiązania, różnice w pozycji na rowerze, taktykę nadawania tempa (na trasie, poza metą mamy aż trzy pomiary czasu: na 8,2, 16,4 i 24km, finisz jest na 33km).

Roglic startuje o 16:36, Evenepoel o 16:44, Vingegaard o 16:56, Pogacar o 16:58 i lider, Mathieu van der Poel (zachował żółtą koszulkę dzięki niższej sumie miejsc niż ma Pogacar) równo o 17:00.

Pytanie, kogo widzicie na pozycji lidera po dzisiejszym dniu, jak obstawiacie formę Pogacara, który jakby na to nie patrzeć podczas Dauphine pojechał na czas najgorzej z faworytów i czy ewentualnie van der Poel jest w stanie stracić na tyle mało, by na kolejnych kilku etapach móc jeszcze, dzięki bonifikatom, przed górami odzyskać żółtą koszulkę?

Fot. billy ceusters, ASO, materiały prasowe

oryginalny post na facebooku