Jednego dnia wygrywasz etap, zdobywasz koszulkę lidera i jesteś najważniejszą osobą w kolarstwie by dwa dni później leżeć na asfalcie z połamanym obojczykiem i żebrami bo jeden z twoich rywali odbił się od drugiego i zmiótł cię znienacka z roweru na asfalt przy prędkości kilkudziesięciu kilometrów na godzinę.
Jasper Philipsen w ten sposób rozpoczął a następnie zakończył swój udział w tegorocznym Tour de France.
Etap trzeci był co do zasady super nudny. Kolarze rozpoczęli w złej pogodzie, następnie zaczęli jechać pod wiatr. Nikt nie był zainteresowany uciekaniem, zawodnicy ostatecznie podkręcili nieznacznie prędkość by zakończyć dzień nieco tylko poniżej najwolniejszego zakładanego limitu (41,6 w stosunku do planowanych 42km/h).
Feralna kraksa wydarzyła się podczas rywalizacji na premii lotnej, gdy Brian Coquard zderzył się z nadjeżdżającym Laurenzem Rexem. Ponieważ Coquard jest mały i lekki a Rex duży i ciężki, Coquarda odbiło w lewo wprost na Philipsena. Ten upadł na tyle dotkliwie, że chwilę po tym, gdy się pozbierał, poszedł siąść na pobocze i już było wiadomo, że to dla niego koniec Touru.
Choć całość realnie była “incydentem wyścigowym” Coquard musiał zmierzyć się najpierw z wyrzutami kolarzy Alpecinu (większość dalszej części etapu jechał na końcu peletonu) a następnie mediów. Coquard został ukarany "żółtą kartką".
Premię, co ma znaczenie dla klasyfikacji punktowej wygrał Milan. To istotne, ponieważ po wypadku Philipsena rywalizacja o zieloną koszulkę zaczyna się de facto od nowa.
Następnie obserwowaliśmy kuriozalną sytuację, w której na premię górską za zgodą peletonu wypuszczony został Tim Wellens. Zdobywając punkt, Belg w ten sposób “uwalnia” od jazdy w koszulce w grochy (a raczej w pełnym komplecie w grochy) Tadeja Pogacara. A to oznacza brak miejsca na podium, konferencji prasowej a także, jeśli Pogacar dziś znów nie nazbiera punktów lub nie zostanie liderem, możliwość jazdy w swoim, dopasowanym najlepiej kombinezonie podczas jutrzejszej czasówki (a nie w dostarczonym przez organizatora).
Gdyby mało było dramatów po wypadku Philipsena na dojeździe do finiszu mieliśmy kolejne dwie kraksy. W jednej, ok. 3km przed metą leżał Groenewegen, kolarze RedBulla (Meeus, o dziwo nie Roglic!), ale też Remco Evenepoel. Jak poważne są obrażenia Belga i czy wpłyną na jego jazdę dziś i podczas czasówki… cóż, dowiemy się dziś i podczas czasówki ;).
A następnie, już na jednym z łuków bezpośrednio przed kreską kraksę miał kolejny kolarz Cofidisu (tym razem Renard), który leżał razem z Casem Bolem z Astany. Choć kolarze Cofidisu odzyskali skradzione im rowery, ten Tour nie jest dla nich szczęśliwy, na pierwszym etapie w kuriozalnym incydencie leżał Thomas, Coquard nieintencjonalnie, ale jednak wykluczył z wyścigu Philipsena a Renard leżał w kolejnej (spowodowanej przez van Poppela, który został przez to relegowany na ostatnie miejsce).
Sam finisz nieco zdezorientowana stawka rozgrywała dość chaotycznie. Kolarze Treka zaczęli bardzo wcześnie i z każdym metrem brakowało im energii. Próbę podjęli zawodnicy Picnic PostNL rozprowadzający Bittnera, a Tim Merlier, choć osamotniony pilnował sytuacji. I choć Jonathan Milan robił co mógł, to Merlier lepiej wyrzucił rower “na kreskę” i wygrał etap.
Klasyfikacja punktowa jest otwarta, prowadzi Milan, ale dziś raczej jeśli będą punktować, to raczej Girmay i van der Poel. Całkiem płaskich etapów zostało już niewiele, zatem będzie się liczyć nie tylko skuteczność na finiszach, ale też na etapach pagórkowatych a także lotne premie.
A co dzisiaj?
A dzisiaj powtórka z przedwczoraj, tyle tylko, że podjazdów w końcówce jest więcej i kończą się bliżej mety. Organizatorzy Touru prezentują na profilu ostatnie 21km, ale realnie w ten sposób wygląda cały etap. Powtórka rozgrywki między van der Poelem a Pogacarem jest bardzo prawdopodobna, zobaczymy, czy jakieś pułapki na mistrza świata będą zakładali kolarze Vismy.
Dziś będziemy też celebrować postać Jacquesa Anquetila, pierwszego pięciokrotnego zwycięzcy Tour de France. “Maitre Jacques” mieszkał w tych okolicach, będzie premia górska poświęcona jego postaci.
Etap ma w sumie 174km, nieco ponad 2000m przewyższenia i zapowiada się na dość ciekawy. Ostatnie 50km, gdy zaczynają się oznaczone podjazdy a po drodze jest premia lotna to wydaje się najlepsza polecajka na dziś.
Start ostry o 13.35, transmisję warto włączyć najpóźniej o 16.20. Finisz co do zasady jak zawsze około 17.30.
Fot. charly lopez, billy ceusters ASO materiały prasowe

