Kronika Kolarska 07.07.2025

Drugi etap i drugi ekscytujący dzień. Początek w deszczu, ściganie na premii lotnej z awanturką między Milanem a Girmayem, Visma w ofensywie, Remco we właściwym miejscu, Pogacar w trybie stoickim i van der Poel w najlepszym wydaniu.

Czego chcieć więcej?

Nie chcę tu wbijać szpilek wszystkim tym, którzy mówią, że ich ulubiony grand tour to Vuelta, ale kochani… z czym do ludzi ;)

W kwestii wspomnianej awanturki, Milan po etapie poszedł do autobusu Intermarche i przeprosił Girmaya za swój wybuch. Ten tak czy inaczej Girmay pewnie nie jest szczególnie zadowolony, ponieważ w końcowce uderzył się kolanami o kierownicę i obawia się o kontuzję.

Anonsowane jako teren wyścigów klasycznych ostatnie kilometry dosatrczyły wrażeń niczym ściganie w marcu i kwietniu. Atak za atakiem, jazda bez kompromisów, rozgrywki taktyczne, oglądało się to znakomicie.

Gdy na 30km wydawało się, że Remco Evenepoel po raz kolejny plącze się gdzieś w środku peletonu, jego pomocnicy przeciągnęli go do przodu i w kluczowych momentach mistrz olimpijski jechał czujnie, mądrze i widać było, że jest w dobrej dyspozycji.

Drugi dzień z rzędu drużyną atakującą byli kolarze Visma – Lease a Bike. Owszem, w międzyczasie akcji zaczepnych próbowali m.in. zawodnicy Groupamy (co przyniosło efekt, ponieważ w czołowej grupie było ich trzech, podobnie jak dzień wcześniej gdy nie pogubili się na wietrze objęli prowadzenie w klasyfikacji drużynowej), ale to Visma “jechała wszystko”.

Po raz kolejny zbudowana “jak na klasyki” drużyna była w stanie wywalczyć dobrą pozycję u pondóża stromych wzniesień, nadawać tempo selekcjonujące grupę, Vingegaard atakował przez szczyt by następnie wraz z Vaquelinem poprawił Jorgenson.

Robią więc w teorii wszystko, by zrobić ten wyścig trudnym dla Tadeja Pogacara, ten jednak jedzie jak profesor. Gdy trzeba, w pogoni za Vingegaardem wyręcza się Remco, gdy trzeba, ma do pomocy nadającego Almeidę. W międzyczasie zgarnia sobie punkty w klasyfikacji górskiej i dziś pojedzie w koszulce w grochy.

Wygląda to wszystko jak zamiana ról z poprzednich sezonów: to Pogacar oszczędza energię, unika zbędnych wysiłków, “nie wypala zapałek” a jego rywale szarpią się o sekundy. Mamy dzięki temu solidny kolarski spektakl, który ogląda się znakomicie.

Na ostatnim podjeździe prowadzącym do mety przedziwny atak przeprowadził Lipowitz, chwilę zawahania rywali próbował wykorzystać Alaphilppe (jest w dobrej formie, ale to za mało na współczesnych tytanów choć wierzę, że w sprzyjających okolicznościach może na tym Tourze wygrać etap), ale gdy przyszło co do czego zarówno taktyczną perfekcję jak i wybitną dyspozycję pokazał van der Poel. Był przygotowany do tego finiszu, wiedział, że zaczynając wcześniej i wchodząc jako pierwszy w zakręt będzie miał przewagę i to dało mu zwycięstwo.

Przy okazji, van der Poel za linią mety w swoim stylu padł wycieńczony, gdy Pogacar mijając linię mety tuż za nim (i zgarniając bonifikatę) wyglądał na mocno zrelaksowanego.

To zaledwie drugie zwycięstwo etapowe w Tourze dla MVDP, ale równoznaczne z żółtą koszulką. Jego stosunek do Wielkiej Pętli jest ambiwalentny. W tym roku mimo perturbacji związanych z kontuzją doznaną na rowerze górskim przygotował się inaczej niż w poprzednich latach. Wrócił po klasykach do treningu na wysokości, doszlifował formę na Dauphine i jeśli nic złego się nie wydarzy utrzyma koszulkę lidera do czasówki.

Biorąc pod uwagę liczbę etapów płaskich i takich jak wczoraj, ciekawie wygląda rywalizacja w klasyfikacji punktowej. Ekipa Alpecin – Deceuninck ma dwóch kolarzy, którzy mogą zbierać punkty naprzemiennie, ich głównym rywalem będzie Girmay, intrygujące będzie oglądanie tego, jak sobie z taką sytuacją poradzą.

A co dzisiaj? A dzisiaj etap płaski i teoretycznie chwila wytchnienia. Wiatr może wiać mocniej niż 35km/h, ale okazji do ataku nie powinno być zbyt wiele, ponieważ przez ostatnich 50km zawodnicy będą jechali na wprost pod niego. Aczkolwiek za niektórymi skrzyżowaniami czy na wyjazdach z miasteczek może się nadarzyć okazja do ataku.

Dojazd do mety jest całkiem płaski, natomiast ostatni kilometr prowadzi po lekkich łukach a droga wcale nie jest przesadnie szeroka (ok. 6m), zatem wyjątkowe znaczenie będzie miała zajęta pozycja i dobre rozprowadzenie.

Trivia fact, niedaleko przed Dunkierką (10km przed finiszem) peleton przejedzie przez miejscowość Bergues, w której rozgrywa się akcja komedyjki “Jeszcze dalej niż północ”. Nie, żebym jakoś szczególnie polecał, ale w stosunku do późniejszych, produkowanych taśmowo przez Francuzów generycznych komedii ta jeszcze ujdzie ;).

Finisz zaplanowany jest na 17.30 (choć wczoraj start był opóźniony a kolarze nadrabiali prędkością, to warto śledzić czy nie ma jakiś zmian). Premia lotna około 16.00. Start ostry o 13.25.

Do Waszej decyzji zostawiam, kiedy się włączyć, bo będzie to pewnie "po prostu" etap sprinterski.

Faworyci? Póki co bez zmian: Philipsen, Merlier, Milan (jak mu puszczą nerwy).

Fot. charly lopez, Billy Ceusters/ ASO materiały prasowe

oryginalny post na facebooku