Kronika Kolarska 06.07.2025

“Trzeba jechać z przodu” usłyszeli wczoraj ewidentnie tylko nieliczni. Albo trzymali się do końca prognoz pogody a nie realnej siły wiatru, który był na tyle mocny, że wykorzystanie go do ataku stało się możliwe.

Efekt? W klasyfikacji generalnej Jonas Vingegaard i Tadej Pogacar mają 39” przewagi nad resztą poważnych rywali.

Decydujący ruch wykonali kolarze Visma – LaB 17,6km przed metą. W typowym miejscu – po zakręcie, gdy droga ustawiła się pod innym kątem do wiejącego wiatru. Co ciekawe, pęknięcie nie nastąpiło bezpośrednio za ich plecami, ponieważ do pierwszej grupy zabrało się w sumie aż 38 zawodników.

Zgodnie z relacją Gerainta Thomasa nie dość mocno pogonili w tym momencie kolarze Lidl-Trek, co jest o tyle ciekawe, że z przodu mieli swoich głównych rywali, czyli Alpecin – Deceuninck. No ale może po prostu zabrakło im sił lub refleksu.

A fakt, że jeszcze bardziej z tyłu byli i Roglic i Evenepoel i reszta rywali z generalki dodatkowo dodał sił kolarzom Vismy, którzy współpracując z Alpecinem napędzali czołówkę.

To nie pierwszy raz, gdy i Remco i Roglic plączą się w takie sytuacje w pierwszej fazie wyścigu. Porażka jest jednak dotkliwa. Te 38” straty to prawdopodobnie tyle, ile przewagi może zdobyć Evenepoel podczas środowej czasówki. Jeśli ją wygra, to po prostu skasuje swój błąd. O ile oczywiście do tego czasu nie popełni ich więcej.

Ta sytuacja jest ciekawa na kilku poziomach. Potwierdza, jak bardzo na przestrzeni ostatnich lat zmienił się charakter drużyny Quick Step. Jeszcze nie tak dawno temu to oni rozdawali karty w takich sytuacjach, teraz są po stronie przegranych. Choć trzeba uczciwie przyznać, że gdy we wcześniejszej fazie etapu peleton podzielił się na wietrze, to oni byli z przodu, więc cóż, może była to faktycznie tylko chwila dekoncentracji. Równocześnie dostaliśmy potwierdzenie siły drużyn UAE i Visma – LaB. Zgodnie z przewidywaniami UAE jest ustawiona bardziej na góry – do pomocy Pogacarowi został tylko Tim Wellens, ton rywalizacji nadawali jego rywale, których było czterech. Warto też zwrócić uwagę na znakomitą postawę kolarzy ekipy Uno-X. Norwegowie również zabrali się w czwórkę do pierwszej grupy i odegrali ważną rolę w finiszu, doprowadzając Waerenskjolda do trzeciej pozycji.

A skoro mowa o finiszu, to największym zaskoczeniem jest drugie miejsce Biniama Girmaya. Obrońca zielonej koszulki z zeszłego roku ten sezon miał póki co marny. A tymczasem okazało się, że na Tour zbudował znakomitą dyspozycję, ustępując na pierwszym finiszu wyłącznie Jasperowi Philipsenowi. Philipsenowi, który został perfekcyjnie rozprowadzony przez van der Poela i Grovesa. Ostatnie pociągnięcie MVDP wskazuje, że ten również jest w topowej dyspozycji (choć o tym przekonamy się dzisiaj). Dla Philipsena otwarcie touru od zwycistwa i koszulki lidera to wymarzony scenariusz. Biorąc pod uwagę, że teoretycznie to Girmay może lepiej radzić sobie na etapach pagórkowatych, to Erytreyjczyk ponownie może być faworytem do wygrania zielonej koszulki. W jego przypadku ważne jest również to, że jego postawa na Tourze będzie kluczowa dla worldtourowej licencji kipy Intermarche. W wyścigu po miejsce w rankingu, kilkukrotnie zdobytych 150 punktów UCI za drugie miejsca na etapach będzie dla nich bezcenne.

Na koniec podsumowania wczorajszego dnia, jeszcze dwie informacje. Jedna memiczna, czyli zderzenie dwóch Francuzów po tym, gdy ścigali się na premii górskiej. Wola walki w połączeniu z brukiem dały komiczny efekt, na szczęście obyło się bez strat. Dzięki wygraniu dwóch premii górskich czwartej kategorii został Benjamin Thomas (trzecią “z rozpędu” wygrał Vingegaard). Biorąc pod uwagę, że Thomas to złoty medalista olimpijski i wielokrotny medalista mistrzostw świata w Omnium – krótko mówiąc kolarz jeżdżący na rowerze lepiej niż my tutaj wszyscy razem wzięci – ta kuriozalna kraksa pokazuje tylko, jak duże znaczenie mają dla zawodników nawet tak niewielkie sukcesy na Tourze jak przejęcie koszulki pomniejszej klasyfikacji na dzień czy dwa.

I wreszcie mamy dwa DNFy. Philippo Ganna i Stefan Bisseger wycofali się po kraksach z powodu nie przejścia oględzin przy “protokole wstrząśnieniowym”, krótko mówiąc lekarz wyścigu zdeydywoał, że nie są w stanie kontynuować jazdy dalej. Z nierozpoznaną póki co zmagał się też wczoraj Lenny Martinez. Franzcuz ukończył etap samotnie, ostatni, ponad 9 minut za zwycięzcą. Póki co nie wiadomo, co było przyczyną jego złego samopoczucia.

A co dzisiaj? A dzisiaj świetny etap! Do wiatru dochodzą jeszcze górki. 2550m przewyższenia na dystansie 209km to niby niewiele, ale kolejne wzniesienia nieprzekraczające kilometra długości są strome, drogi kręte zarówno w górę jak i w dół. Ostatnich 55km zapowiada się rewelacyjnie a 9 to “must see”.

Organizatorzy drugiego dnia rywalizacji zaproponowali trasę w stylu wiosennych klasyków a na wspomnianych ostatnich 9km mamy podjazd 1,1km 10,6% (z długą sekcją 15%), następnie 800m 8,8% ze stromą końcówką a ostatni kilometr również prowadzi pod górę ok 4%.

To brzmi jak wymarzony teren dla van der Poela, choć nie zapominajmy, że kilka miesięcy temu był zawodnik, który w dokładnie takim terenie tłamsił swoich rywali i robił z nimi co chce. I był to Tadej Pogacar. Czy jednak będzie chciał tracić energię na ściganie w stylu wiosennych klasyków? A może Visma zagra dziś na Jorgensona? Dowiemy się około 17.30, natomiast nie ma co sobie żałować – warto włączyć transmisję przynajmniej przed premią lotną 55km przed metą, czyli około 16.00. Start ostry o 12.35

Fot. charly lopez / ASO materiały prasowe

oryginalny post na facebooku