Kronika Kolarska 17.06.2025

Wczoraj na Tour de Suisse zgodnie z przewidywaniami: finisz w stylu wyścigów klasycznych, z mieszanką sprinterów, “puncheruów” i zawodników, którzy myślą o generalce. Przypomniał o sobie Vincenzo Albanese, Włoch skontrował Quinna Simmonsa, który jako pierwszy rozpoczął prowadzący lekko pod górę finisz.

Wiodącym tematem jest jednak mini-drama w ekipie UAE. Na niespełna 3km przed metą jednym z atakujących zawodników był Jan Christen. Młody Szwajcar (ma zaledwie 20 lat i wielki talent) zapewne chciał się pokazać przed lokalną publicznością. W powyścigowej wypowiedzi został jednak “skarcony” przez bardziej doświadczonego Mikkela Bjerga, który stwierdził, że skoro Christen ma dobrą nogę, powinien użyć swojej formy do pomocy drużynie (w domyśle zapewne w rozprowadzenie Almeidy, ewentualnie Morgado, którym wczorajszy finisz mógłby służyć).

W klasyfikacji generalnej nie zaszły żadne większe zmiany. Mogą za to zajść dziś. Etap jest długi, ma 195km a w końcówce kilka podjazdów, w tym niewielki prowadzący do linii mety. Może się więc to fajnie oglądać, finisz zaplanowano około godziny 17, ostatnie 30-40 minut powinno być całkiem emocjonujące. Almeida, jeśli myśli o zwycięstwie, musi odrabiać do Bena O’Connora. Oczywiście ma na to jeszcze trochę czasu (w tym dwa górskie etapy i jazdę indywidualną), ale z Australijczykiem nigdy nic nie wiadomo, zatem ekipa UAE powinna szukać okazji, by go zgubić.

A skoro mowa o drużynie UAE, to powrócę na chwilę do jej największej gwiazdy, czyli Tadeja Pogacara. W kontekście wcale nie tak zaskakującym, ponieważ w nawiązaniu do Eddy’ego Merckxa.

Kolarz wszech czasów obchodzi dziś swoje 80. urodziny, możecie więc spotkać wiele materiałów podsumowujących jego wybitne dokonania.

5x Tour de France, 5x Giro d’Italia, 1x Vuelta, 3x Mistrzostwo Świata, 19 wygranych monumentów. I tak dalej ;)

Jakkolwiek Tadej Pogacar nie byłby kolarzem wybitnym z perspektywy nie tylko swojego pokolenia, ale i całej historii kolarstwa, Merckxa raczej nie przebije, porównywać można go raczej np. z Bernadem Hinault.

Nie w tym jednak rzecz. Przy okazji okrągłych urodzin Merckxa, zwróciłem uwagę na upływ czasu. Belgijski mistrz, choć jego zawodowa kariera trwała długo, od 1965 do 1978r, największe sukcesy odnosił w latach 1967-1974. Wtedy to zwyciężył trzy razy w mistrzostwach świata i wygrywał wielkie toury. Owszem, później zwyciężał jeszcze w klasykach, ale “okno” w czasie którego stawał na podium trzytygodniowych wyścigów trwało od 1968 do 1975r (wówczas ostatni raz był na podium TdF).

Często mówi się, że czas, w którym zawodnik jest w stanie rywalizować na najwyższym poziomie w wyścigach etapowych to właśnie takich 7, może 8 lat.

I teraz, przechodząc do Pogacara, który notuje kolejny rewelacyjny sezon zatrzymajmy się na chwilę i spójrzmy na kalendarz. Pierwszy raz na podium Vuelty stanął jesienią 2019r. Od tego czasu jest nieustająco “w gazie” a mamy już rok 2025…

Rok temu sięgnął po wyjątkowy cel, zwyciężając w Giro, Tourze i Mistrzostwach Świata. W tym, nawiązuje do stylu wielkich mistrzów z przeszłości, zaliczając pełną kampanię wiosennych klasyków, celując w Tour, Vueltę i Mistrzostwa Świata.

Owszem, dobrze wiemy, że sport wyczynowy bardzo się zmienił i dzięki wspierającej go nauce i technologii zawodnicy są w stanie jeździć coraz szybciej i szybciej. Ale czy mogą to robić dłużej niż w przeszłości? Kariera Tadeja Pogacara, który jest niewątpliwie jednostką wybitną, i której prawdopodobnie właśnie oglądamy szczyt, będzie tu pewną podpowiedzią.

I z tym zostawiam was na resztę dzisiejszego dnia :)

oryginalny post na facebooku