Kronika Kolarska 14.06.2025

De-mo-lka. Tadej Pogacar mimo wcześniejszych ataków i selekcji ze strony ekipy Visma czy Floriana Lipowitza nie czekał zbyt długo na finałowym podjeździe szóstego etapu Criteriu du Dauphine.

U podnóża podjazdu Domancy dzikie tempo niczym na Cipressie narzucił Narvaez a Tadej nie czekał nawet jak zmianę da Wellens, tylko super mocno przyspieszył. Co ciekawe, był to odjazd w stylu znanym z Walońskiej Strzały. Słoweniec nawet nie stawał na pedałach, tylko zerwał z koła niemal od razu niemal wszystkich. Dosłownie przez chwilę walczyć próbował Vingegaard, ale i dla niego to było za dużo.

Pogacar trzymał mocne tempo na Domancy, nie zwalniał na wypłaszczeniu w połowie finałowej wspinaczki i dołożył kolejne sekundy gdy droga znów zrobiła się bardziej stroma prowadząc na metę w Combloux. Efekt? 1’1” przewagi nad Vingegaardem, 1’21” nad Lipowitzem (który bardzo dobrze rozłożył siły i w drugiej części podjazdu prezentował się znakomicie) 1’30” nad Jorgensonem, który miał być czarnym koniem dnia. Evenepoel albo odczuwał skutki upadku albo, tak jak rok temu na Dauphine nie jest jeszcze w optymalnej formie (mimo świetnej czasówki, która jak często w jego przypadku maskuje realną dyspozycję) i stracił 1’50”. Choć do mety dojechał piąty, więc wysoko.

Na uwagę zasługuje młody Seixas, który był i aktywny wcześniej i dojechał na 10. miejscu przed Carlosem Rodriguezem, Masem, Dunbarem, Martinezem i innymi.

A co dzisiaj? Dzisiaj królewski etap tegorocznego Criterium du Dauphine. 132km i aż 4800m przewyższenia. Tylko trzy podjazdy: Madeleine, Croix de Fer i finałowy do mety w Valmeiner (część drogi prowadzi na znaną przełęcz Telegraphe, później odbija do stacji narciarskiej).

Co ważne, dziś finisz godzinę wcześniej, około 16.15-16.20. Transmisja w streamingach Eurosportu od 14.30-16.30.

Teoretycznie “dzień dla Pogacara” był wczoraj, z około 20-minutowym wysiłkiem wymagającym dynamiki. Dziś w teorii sporo czasu spędzonego na wysokości (dwie pierwsze premie są powyżej 2000m n.p.m.), ale po takim pokazie siły trudno wyobrazić sobie, by ktoś był w stanie mu zagrozić.

A propos pokazu siły. Na pierwszej części wczorajszego podjazdu do mety, czyli Cote de Domancy, który pokrywał się z trasą czasówki z Touru 2023 (gdzie dla odmiany to Vingegaard był dominatorem), Pogacar był szybszy niż Duńczyk wówczas o ponad 20” (sam Vingegaard również nieznacznie, ale jednak poprawił swój czas). Cały podjazd do mety w Combloux to 19’21” i VAM 1931m/h, co zależnie od estymat przekłada się na 7,2-7,4W/kg. Jest to, bazując na Lanterne Rouge póki co najlepszy performance na podjeździe w tym sezonie. A do kluczowych etapów Touru jeszcze miesiąc…

Tu należy zrobić pauzę i zastanowić się jeszcze raz nad przyczynami nieudanej czasówki i tak znakomitą jazdą dwa dni później. Czy ma na to wpływ późniejszy, w porównaniu z rywalami powrót ze zgrupowania na wysokości? Być może. Na myśl przychodzi porównanie z “Ardeńskim Tryptykiem”, gdy podczas Amstel Gold Race Pogacar był mocny, ale “do pokonania” a kilka dni później, na Walońskiej Strzale i Liege-Bastogne-Liege grał już sam ze sobą, w zupełnie innej lidze.

Criterium du Dauphine to jednak nie jedyne wydarzenie w zawodowym kolarstwie. Równocześnie rozgrywany jest Tour de Suisse kobiet. Wyścig ma 4 etapy, jest górzysty, ale nie prowadzi przez największe przełęcze. Wczoraj w ucieczce dnia jechała Marta Lach i zajęła (mimo pomyłki w końcówce) zajęła drugie miejsce. Do formy dochodzi też Katarzyna Niewiadoma, która awansowała na podium klasyfikacji generalnej (ale do liderki Reusser i drugiej Vollering traci 1’20”). Transmisja z dzisiejszego, 120km etapu w streamingach od 13.50-16.40.

Ach, no i zaprezentowano trasą tegorocznego Tour de Pologne. Wyścig rozegrany zostanie w dniach 4-10.08 i zapowiada się bardzo przyzwoicie. Jest niezły balans między etapami górzystymi a finałową czasówką w Wieliczce (12,5km). Na ile się da, na tyle trasa wygląda atrakcyjnie. Jest sporo podjazdów (finisze w Karpaczu i Bukowinie, niezłe etapy wokół Wałbrzycha, do Cieszyna i Zakopanego). Fakt, że Kraków powiedział “pass” z finansowaniem wychodzi wyścigowi tylko na dobre, bo zamiast nudnego etapu sprinterskiego, którego jedyną zaletą było ładne tło z zabytkową panoramą miasta mamy czasówkę, która utrzyma suspens do końca.

oryginalny post na facebooku