Simon Yates jest kilka godzin od wygrana Giro d’Italia 2025. O tym, że skuteczny atak na przełęczy Finestre – miejscu jego sromotnej porażki w 2018r jest wyjątkową historią już zapewne słyszeliście.
Tak, to jest jedno z tych wydarzeń, dla których oglądamy kolarstwo. Bo co do zasady jest to bardzo niewdzięczny sport. Cierpi się dużo a wygrywa rzadko. I nawet będąc jednym z najlepszych zawodników swojego pokolenia przez jedenaście lat zawodowej kariery można uzbierać ratem 35 zwycięstw.
Przed i w trakcie tego Giro przynajmniej w kilku miejscach napisałem i powiedziałem, że ciężka końcówka będzie sprzyjała zawodnikom takim jak Yates. Od 2018r zmieniło się sporo, porażka na tamtym wyścigu sprawiła, że Brytyjczyk stał się metodyczny i konsekwentny zamiast dynamiczny i łasy na zwycięstwa. Przynajmniej kilka razy pokazywał, że może nie jest najszybszy pod górę, ale gdy w grę wchodzi wytrzymałość i konieczność znoszenia skumulowanego obciążenia, radzi sobie znakomicie.
Nawet, jeśli przedwczorajszy etap został przejechany “na remis”, w połączeniu z trzema tygodniami wyścigu i niemal 50tys metrów przewyższenia wyzwanie w postaci ponad godzinnej wspinaczki na Finestre było tym, na co Yates czekał. Co więcej, nie tylko on. O ile dzień wcześniej drużynie Vismy nie wypalił plan taktyczny o tyle na decydującym etapie Giro wszystko zgrało się idealnie.
W ucieczce dnia znalazł się Wout van Aert, jeden z bohaterów tego wyścigu. Co więcej, ucieczka zyskała na tyle dużo przewagi, by WvA, jadąc jeden z lepszych podjazdów w swoim życiu przeciął premię na Finestre raptem chwilę przed Yatesem. A następnie przeprowadził go przez teren, w którym był najbardziej pomocny: zjazd, dolinę i podjazd do Sestriere – jeden z tych, które wymagają mocnego pomocnika, kolarskiego perszerona, mocarza na rowerze, którym WvA niewątpliwie jest. I nie, absolutnie “nie skończył się” co mogliście przeczytać lub usłyszeć tu i ówdzie tej wiosny. Sam wygrał etap, rozprowadził do etapowego zwycięstwa sprintera drużyny – Kooija a następnie w kluczowym momencie Giro był dokładnie w tym miejscu, w którym trzeba i dowiózł Simona Yatesa do różowej koszulki.
Co więcej, sam Yates również spisał się rewelacyjnie. Choć to Richard Carapaz był zawodnikiem jadącym najbardziej ofensywnie na Finestre, ostatecznie atak Yatesa stał się tym, który zyskał wyraźną przewagę. Gdy Carapaz i del Toro zaczęli oglądać się na siebie a nawet pozwolili na chwilę, by do rywalizacji między nimi wmieszał się Derek Gee, Yates konsekwentnie im odjeżdżał.
Co jest jednak ważne, to nie tylko zwycięstwo taktyczne ekipy Visma – Lease a Bike i taktyczna porażka Carapaza oraz del Toro. Yates na Finestre pojechał swój wyścig życia, bijąc rekord podjazdu należący do Froome’a, jadąc przez niemal godzinę (złamał barierę 60 minut) z VAM 1709m/h (na koniec trzytygodniowego wyścigu, na podjeździe, którego 8km prowadzi po szutrze i kończy się na wysokości ponad 2000mnpm!, to daje ok. 6,2W/kg).
Był więc najlepszą wersją siebie w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie a do tego na podjeździe będącym symbolem swojej największej porażki w karierze!
Ewentualne niesnaski między Carapazem a del Toro bledną przy tej historii. Na ocenę ich jazdy w Giro przyjdzie czas (w poniedziałek rano, gdy będę nagrywał podsumowanie wyścigu), na tę chwilę można jednak powiedzieć, że owszem, przegrali je częściowo przez swoje błędy taktyczne, ale realnie rzecz ujmując wyścig wygrał po prostu najmocniejszy zawodnik.
W tym wszystkim nie należy zapominać o innym bohaterze dnia. Chris Harper obronił się z ucieczki dnia, po znakomitej jeździe na Finestre i konsekwentnej wspinaczce do Sestriere wygrał drugi na tym Giro etap dla drużyny Jayco AlUla.
A co dzisiaj? Dzisiaj symboliczny koniec Giro d’Italia 2025. Z Alp peleton przemieścił się do Rrzymu, by na ulicach “wiecznego miasta” zakończyć rywalizację sprinterskim finiszem.
Zwycięzcą klasyfikacji punktowej jest Mads Pedersen, górskiej Lorenzo Fortunato, młodzieżowa zostaje na pocieszenie dla del Toro, podobnie jak drużynowa dla ekipy UAE. Rafał Majka po rewelacyjnym wyścigu kończy zmagania na 13 miejscu w klasyfikacji generalnej. Wczoraj znów pojechał świetnie, po Finestre zdołał jeszcze dojechać do del Toro i wesprzeć go na ostatnim podjeździe wyścigu. Jazda Polaka była imponująca, jestem ciekaw jak mają się wartości generowanej przez niego mocy obecnie w stosunku do sezonów, gdy zajmował miejsca w top6 Giro i na podium Vuelty.
Dzisiejszy etap ulicami Rzymu ma 143km, zakończy się ok. 18.45.

