Kronika Kolarska 28.05.2025

Pewnie już zapomnieliście jak to jest oglądać wielki tour bez wyraźnego faworyta-dominatora. I jak fajne to jest!

Wczorajszy etap przyniósł zaskoczenia, dramaty i znakomity poziom sportowy. Zła pogoda na starcie: zimno i deszcz przyczyniły się do licznych kraks. Leżeli Bernal i Carapaz, leżał też Roglic co ostatecznie spowodowało wycofanie się Słoweńca z wyścigu.

Tempo wyraźnie wzrosło na podjeździe Santa Barbara. Tam dziwną decyzję podjął Ayuso, który zjechał do samochodu oddać cieplejszą odzież, co spowodowało, że stracił kontakt z czołówką. To był jednak dopiero początek jego kłopotów. Młody Hiszpan ewidentnie źle się czuł, nie radził sobie również psychicznie z niemocą. Ostatecznie stracił tego dnia ponad 14’ i wypadł z gry o dobre miejsce w generalce.

Na Santa Barbarze trudne chwile przeżywał również Bernal, ale w imponujący sposób zebrał siły i dołączył do czołówki.

Na finałowym podjeździe selekcję w grupie liderów zrobił przyspieszając Simon Yates. Brytyjczyk spowodował, że wraz z nim zostali tylko del Toro i Carapaz. Lider wyścigu zaczął przeżywać trudne chwile, zwłaszcza po dynamicznym ataku Carapaza. Na ten nie był w stanie odpowiedzieć Yates, co więcej do słabnącego del Toro dojechał Bernal. Z kolei Yatesowi uciekał Gee a pod presją stawiał go również Storer.

Rewelacją finałowego podjazdu był niewątpliwie Pelizzari, który zaatakował jeszcze przed przyspieszeniem Yatesa i wykręcił najlepszy czas finałowej wspinaczki.

Tymczasem z przodu karty rozdawali kolarze Astany. Fortunato będący już blisko zapewnienia sobie wygranej w klasyfikacji górskiej pomógł koledze z drużyny, Scaroniemu w odniesieniu prestiżowego zwycięstwa na etapie Giro.

W efekcie tych wszystkich rozgrywek koszulkę lidera zachował del Toro, ale nad Yatesem ma już tylko 26” przewagi i tylko 31” nad Carapazem. Czwarty jest Gee a piąty Caruso, który kolejny raz w karierze jest super solidny mimo wcześniejszej pomocy nominalnemu liderowi. Tiberi jednak słabnie a w obliczu kolejnych trudności dla ekipy Bahrainu do doświadczony Caruso daje większą szansę na dobry wynik.

Co do poziomu sportowego, to Carapaz kluczową sekcję podjazdu (między dwoma wypłaszczeniami) liczącą 5,75km pokonał w niespełna 17’ co przekłada sie na VAM 1835m/h. Po prawie 200km i ponad 4000m przewyższenia! Nieznacznie tylko gorsi byli Pelizzari i Gee.

Do tego atak Carapaza był bardzo dynamiczny i choć Ekwadorczyk nieco zapłacił za tak mocne przyspieszenie, sprawił kłopoty Yatesowi i “złamał” w ten sposób del Toro. Warto w tym momencie przypomnieć, że jeszcze nie tak dawno, czyli na Tourze 2021 to Carapaz był jedynym zawodnikiem, który w Pirenejach kończył podjazdy razem z Pogacarem i Vingegaardem. Wczorajszą jazdą zdecydowanie nawiązał do formy, jaką wówczas prezentował.

A co dzisiaj??

Dzisiaj najpierw podjazd na przełęcz Tonale, następnie Mortirolo, które nawet przejeżdżane od “łatwiejszej” strony wciąż jest bardzo wymagającym podjazdem a następnie ciężka końcówka prowadząca pod górę drogą o zmiennym ukształtowaniu, jednak z kilkoma stromymi sekcjami.

Nawet jeśli samo Mortirolo nie wprowadzi dużych różnic, to wyssie z kolarzy na tyle dużo energii, że wspomniana końcówka może znów dostarczyć nam sporo emocji.

Po wczorajszym dniu stawianie na Yatesa i Carapaza jest oczywistością, ale nieśmiało przypomnę, że w podsumowaniu drugiego tygodnia zaznaczyłem ich wytrzymałość jako czynnik, który będzie istotny na ostatnich etapach Giro i to właśnie obejrzeliśmy.

Na szczycie Mortirolo czołówka będzie chwilę przed godziną 16, na mecie jak zawsze około 17.15. Dobrym pomysłem jest włączenie transmisji u podnóża Mortirolo, około 15.20.

oryginalny post na facebooku