Kronika Kolarska 22.05.2025

Kolejny raz, kiedy przewidywania rozjechały się z tym, co zrobili na trasie kolarze. I dobrze, bo dzięki temu to Giro jest ciekawe i zaskakujące. Co więcej, krytykowana przed startem trasa staje się sceną ekscytujących wydarzeń.

To miał być etap dla ucieczki i faktycznie, ucieczka pojechała. Owszem, mocna, ale nie bardzo liczna. Dość długo w odjazd chciało się zabrać bardzo wielu zawodników (w pewnym momencie przed peletonem jechało niemal 40), tempo więc było dzikie, zatem ostatecznie dopiero na głównym podjeździe dnia na czele znalazła się dziesiątka.

Po punkty w klasyfikacji górskiej jechał Fortunato, pomagał mu Poels, wszystko wyglądało stabilnie.

Ale raz, że było już dość późno a dwa, że przewaga nie rosła, bo z tyłu pracowali kolarze UAE. Co więcej, na stromej części Alpe San Pellegrino sprawdzić postanowił ich Egan Bernal. W efekcie grupa liderów mocno się podzieliła, pomocnicy UAE zaczęli odpadać. Tyle, że do mety wciąż było daleko. Co ciekawe, mimo ścigania na San Pellegrino nie padł rekord podjazdu. Ten nadal należy do “herosów ery epo” a konkretnie Francesco Casagrande z 2000r. Najtrudniejszą część wspinaczki Casagrande pojechał przez o 25” szybciej. Epo to jednak było coś ;)

Na zjazdach uciekinierzy zaczęli znów powiększać przewagę, zawodnicy UAE poczekali na Yatesa i McNulty’ego i znów wydawało się, że Fortunato i spółka dojadą do mety na czele.

Gdy jednak z tyłu do głównej grupy dojechali kolejni kolarze, tempo zaczęli nadawać kolarze Lidl-Trek. Kolejny raz jako świetny gracz drużynowy pokazał się Mads Pedersen, który konsekwentnie prowadził peleton zmniejszając przewagę ucieczki.

Dojeżdżając do górzystej końcówki do pracy włączyli się zawodnicy EF, jak się okazało przygotowując atak dla Carapaza. Na ostatnim premiowanym podjeździe dnia Ekwadorczyk przyspieszył przed jednym z zakrętów i zaczął zdobywać przewagę. Skoczył za nim del Toro, ale ponieważ i Ayuso i reszta ekipy UAE nie reagowała, do pogoni oddelegował Rafała Majkę. Ten nadając mocne, ale równe tempo ustabilizował sytuację, ale choć Carapaz miał w pewnym momencie ponad pół minuty przewagi, umożliwiło to złapanie oddechu Yatesowi.

Ten przyspieszył w momencie, gdy Carapaz zaczął słabnąć na dwóch ostatnich wzniesieniach. Ostatni kilometr prowadzący lekko pod górę mocno przytykał zawodnika EF. Ostatecznie Carapaz dojechał do mety z dziesięciosekundową przewagą, czyli symboliczną, del Toro finiszował po drugie miejsce przed Pidocokiem.

Podsumowując, mieliśmy i ucieczkę, i śmiały atak z peletonu i sporo jazdy drużynowej oraz taktyki. Carapaz awansował nieznacznie w klasyfikacji generalnej, del Toro dzięki bonifikacie umocnił sie na prowadzeniu, kwestia liderowania w ekipie UAE została nierozstrzygnięta a to, jak prezentowali się i Ayuso i Roglic sugeruje, że obaj mieli wczoraj gorszy dzień.

Działo się więc o wiele więcej niż można by się spodziewać, rozstrzygnięcie też było zaskakujące. Wygrana Carapaza cieszy – gdy doświadczony zawodnik wygrywa po tak ofensywnej jeździe zawsze powoduje uśmiech satysfakcji.

Teraz jednak przechodzimy do części wyścigu, która faworytom generalki umożliwi złapanie oddechu, przynajmniej w teorii. Trzy etapy co do zasady dla sprinterów.

Dzisiejszy dla sprinterów tylko w połowie, ponieważ pierwsza część jest dość górzysta. Podobno te wzniesienia widoczne na profilu są bardziej wymagające, niż to wygląda na wykresie. Tak czy inaczej od połowy już jest płasko. A że sprinterzy nie mają na tym Giro za wielu okazji do rywalizacji, należy spodziewać się prowadzenia peletonu przez drużyny Vismy, Alpecinu i Picnicu. Bo to Kooji, Groves i van Uden są faworytami. Kooji jako pierwszy w kolejce do wygrania, ponieważ do formy ewidentnie wraca van Aert, którego rozprowadzenie jest wartością bezcenną.

Tym bardziej, że kluczowe będzie to, kto wejdzie w ostatni zakręt, który sprytnie usytuowano jakieś 400m przed kreską (!)

Plan na dziś to zatem obserwowanie, czy nie dzieje się coś niespodziewanego i włączenie ostatnich 10-15km transmisji. Finisz jak zawsze około 17.15, więc 16.45 wystarczy ;)

oryginalny post na facebooku