Z wczorajszych dwóch opcji wyniki jazdy indywidualnej na czas dały “wyrównanie strat i spłaszczenie klasyfikacji generalnej”. Tyle tylko, że nie całkiem “organicznie”.
Tak jak natura czy też warunki na etapie z szutrami wywołały kraksy i defekty, których efektem były różnice i straty tak na czasówce zrobiła to pogoda.
Choć teoretycznie zawodnicy z czołówki startują blisko siebie, nasilający się deszcz, który z czasem zmienił się w ulewę sprawił, że na ulicach Pizy Roglic i Ayuso finiszowali w zupełnie innej sytuacji. Jest różnica w jeździe “po wilgotnym” a po nawierzchni, która spływa wodą, szczególnie na rowerze do jazdy na czas.
Roglic – któremu oczywiście nie można odmawiać ani mocy ani umiejętności ani aerodynamiki – dostał więc prezent od losu i karmiczne wyrównane niedzielnych perypetii.
Co ciekawe, Słoweniec nie przetrwał tego dnia bez problemów, ponieważ upadł, tyle, że na rekonesansie trasy a nie podczas samego wyścigu. To z kolei przydarzyło się Eganowi Bernalowi, którego rower poślizgnął się na mokrych pasach. Kolumbijczyk, który bez perypetii przejechał etap szutrowy, zanotował więc straty na deszczowej czasówce.
Z tych wszystkich historii wnioski można wyciągać różne, spierać się o zasadność włączania etapów “nieasfaltowych” do wielkich tourów czy też niebezpieczeństw i nierówności, jakie generują np. czasówki rozgrywane w zmiennych warunkach. Myślę jednak, że podsumowaniem tego wszystkiego powinno być dość proste stwierdzenie: kolarstwo to sport outdoorowy a częścią rywalizacji jest zmaganie się z – różnie pojmowanymi – żywiołami. I choć czasy się zmieniają i zmienia się też postrzeganie warunków, w których można wykonywać pracę kolarza (dbałość o zdrowie i życie zawodników jest niewspółmiernie większa niż w przeszłości) trzeba pamiętać, że w outdoorze wszystkich ryzyk nie wyeliminujemy nigdy.
Zwycięzcą etapu – co jest tylko pewnym zaskoczeniem a nie sensacją – został Daan Hoole. Holender z ekipy Lidl-Trek dał więc swojej drużynie czwarty sukces na tym Giro. Sam jest dobry czasówce, wszak mistrzem Holandii w tej specjalności. Niewątpliwie skorzystał na jeździe w lepszych warunkach, ale to na tyle solidny zawodnik, że wygrana etapowa nie budzi wielkiego zaskoczenia. Gratulacje dla niego, zawsze w takich chwilach wspominam, że warto być cierpliwym, ponieważ “twój dzień” w końcu kiedyś nadejdzie.
W kontekście klasyfikacji generalnej: Del Toro się obronił, Ayuso pojechał bardzo dobrze co zmniejsza różnicę między dwoma młodymi kolarzami UAE. To nadaje ciekawą dynamikę wewnętrznej rywalizacji w tej drużynie i zobaczymy, jak będzie to wyglądało na górskich etapach. Roglic zmniejszył starty, solidnie pojechał też Simon Yates i na tę chwilę jest w grze o podium. Straty górali: Carapaza, Ciccone, Bernala, Storera są nieco większe, ale jeszcze nie dyskwalifikujące ich szans na dobry wynik.
Del Toro
Ayuso +0:30
Tiberi +1:16
S.Yates +1:17
Roglic +1:54
Carapaz +1:57
Ciccone +2:10
A.Yates +2:16
McNulty +2:21
Bernal +2:41
Arensman +3:00
Gee +3:02
Storer +3:14
A co dzisiaj? Dzisiaj modelowy dzień dla ucieczki. Etap długi (186km), górzysty (4000m w pionie) z ciężkim podjazdem w środku i wymagającą, choć nie hardcorową końcówką. Mamy połowę wyścigu, wielu zawodników ma już spore straty a równocześnie etapy póki co wygrywało siedem drużyn. A to oznacza, że szesnaście ma jeszcze na tym wyścigu coś do udowodnienia. Niewykluczone też, że w perspektywie kolejnych trzech dni dla sprinterów na ostatnim podjeździe ze szczytem 5km przed metą za plecami ucieczki sprawdzą się faworyci klasyfikacji generalnej. Zwłaszcza, że i tuż przed metą jest stroma "hopka" a ostatni kilometr też prowadzi pod górę.
Zapowiada się więc fajne, sportowe widowisko. Finisz jak zawsze około 17.15. Premia górska pierwszej kategorii około 14.40 i tam pewnie będzie fajna rywalizacja w ucieczce, około 16 warto włączyć transmisję na ostatnie 40, górzystych kilometrów, gdzie “powinno się dziać”.

