Kronika Kolarska 16.05.2025

Lubię, gdy frazesy powtarzane co roku przy podobnych okazjach się nie sprawdzają. Etap, na którym “nie dowiemy się, kto wygra Giro, ale dowiemy się, kto je przegra” co do zasady żadnemu z głównych graczy nie odebrał szans na zwycięstwo w wyścigu.

Co więcej, w kontekście trzytygodniowej rywalizacji trudno z niego wyciągać większe wnioski. 2,5km właściwej wspinaczki to bowiem za mało by podzielić czołówkę zawodowców. Okazuje się nawet, że to za mało, by większą stratę zaliczył mocny sprinter!

Ale do rzeczy.

Rozgrywany kolejny dzień z rzędu w nienajlepszej pogodzie etap przyniósł jak zawsze ucieczkę dnia, która została jednak skutecznie skasowana przez kolarzy RedBulla i Treka. Mads Pedersen odwdzięczał się Ciccone i Vackowi za pracę na poprzednich odcinkach a gdy droga zaczęła piąć się bardziej w górę zakończył swoją przygodę z różową koszulką.

Gdy szosa zrobiła się bardziej stroma, za nadawanie tempa zabrali się kolarze zespołu UAE: Majka i McNulty. Wkrótce zostali zmienieni przez zawodników Bahrainu oraz Ineosu. Gdy czołówka zaczęła topnieć, nie wytrzymał Ciccone, przyspieszył dwa razy, ciągnąc za sobą Bernala. Kolumbijczykowi wkrótce potem pomógł przez chwilę Arensman i sam Bernal pokusił się o atak.

600m przed metą zza jego pleców wyskoczył Ayuso zdobywając wyraźną przewagę. Jadąc najbardziej dynamicznie lider ekipy UAE pojechał w ten sposób po zwycięstwo etapowe. Tymczasem nieco z tyłu na żaden z tych ataków nie reagował Roglic. Jak sam wspomniał nieco zaspał, stracił kilka pozycji i choć na ostatnim wypłaszczeniu dogonił Bernala i Ciccone, zabrakło mu energii by zafiniszować po bonifikatę.

Cztery sekundy za Auso do mety przyjechał jego kolega z drużyny, del Toro, trzeci był Bernal a Roglic czwarty (w czym spora była zasługa jego pomocnika, Pellizzariego).

Co to wszystko oznacza? Niewiele ;). Z pewnością cieszy powrót do wysokiej dyspozycji Egana Bernala, Ayuso może być zadowolony bo dzięki przewadze i bonifikacje odrobił większość strat do Roglica. Poza Bardetem i Gaudu, którzy uczestniczyli w kraksie z kolarzy wymienanych jako mogący się liczyć w tym wyścigu większych strat nie zanotował właściwie nikt. Tyle tylko, że właściwa część finałowego podjazdu trwała nieznacznie tylko więcej niż siedem minut (nawet jeśli te siedem minut podjechane z VAM 1996m/h czekało na zawodników po ponad 3000m przewyższenia we wcześniejszej części etapu).

A co dzisiaj?

Dzisiaj prawdopodobnie etap dla ucieczki: prawie 200km w Apeninach. Przekrój etapu bardzo podobny do tego, który w tym rejonie zdarza się na Tirreno-Adriatico. W Castelraimondo na “wycigu dwóch mórz” wygrywali Wout Poels i Philippe Gilbert, ten ostatni na etapie o profilu bardzo zbliżonym do dzisiejszego.

To trasa na której trudno kontrolować sytuację, możliwa jest i skuteczna ucieczka i walka w klasyfikacji generalnej. Biorąc jednak pod uwagę, że w niedzielę jest etap z szutrami do Sieny, raczej należy się spodziewać właśnie ucieczki.

Finisz jak zawsze około godziny 17.15. Najciekawsze momenty, górzysta końcówka w stylu wyścigów klasycznych rozpoczyna się około 16.00. Finisz co do zasady jest po zjeździe z niewielkiego wzgórza, natomiast ostatnie metry prowadzą lekko pod górę, są też tam dwa zakręty. Kluczem do sukcesu będzie i dobra pozycja w grupie i dynamiczne przyspieszenie i umiejętny wybór trajektorii i strony drogi.

oryginalny post na facebooku