Wow, ależ to była końcówka! Patrząc na wyniki, niby nic niespodziewanego. “Etap dla Pedersena” wygrywa Pedersen, w czołówce wymieszani zawodnicy różnych specjalności, na trzecim miejscu Pidcock, na jedenastym Roglic.
Ale! Również zgodnie z przewidywaniami ostatnie kilometry prowadzące przez wzgórza wokół Matery oprócz rewelacyjnych widoków na skaliste wąwozy dostarczyły świetnej sportowej rozrywki.
Więc nawet, jeśli oglądaliśmy przewidziany scenariusz, było warto.
Zanim jednak doszło do tej ekscytującej końcówki, premię lotną znakomicie rozegrał Pedersen. Dla Duńczyka liczą się, owszem, zwycięstwa etapowe, każdy dzień w różowej koszulce lidera jest cenny, ale istotna jest także klasyfikacja punktowa. Pedersen na premii był najsprytniejszy, wykorzystując ostatni zakręt do zdobycia przewagi nad swoimi rywalami i powiększenia przewagi w rywalizacji o koszulkę cyklalmenową. Nawet, jeśli z przodu wciąż jechała ucieczka i zdobycz punktowa była mniejsza, Duńczyk pokazał i moc i kolarski spryt.
Wspomniana ucieczka została doścignięta kilkanaście kilometrów przed metą, dokładnie w miejscu, w którym zaczynały się największe trudności etapu. Wykorzystując ukszatałtowanie terenu: niewielkie, ale następujące po sobie podjazdy rywalizację ciężką próbowali zrobić kolarze UAE i RedBulla.
Na niespełna 3km przed metą ataku nawet spróbował Primoz Roglic. Był jednak za mało dynamiczny a podjazd za mało stromy by zdobyć przewagę nad rywalami, realnie tym przyspieszeniem nawet jakoś specjalnie nie naciągnął grupy. Na usta ciśnie się pytanie, jak wyglądałaby sytuacja, gdyby w jego miejscu atakował Tadej Pogacar…
Po akcji Roglica kontrolę przejęli kolarze Lidl-Trek. Niczym [ tu wstawcie porównanie z dowolnym zwierzęciem pociągowym uznawanym za silne ;) ] grupę prowadził Mathias Vacek. Na tyle mocno, że jego tempo przestał wytrzymywać Pedersen, który spłynął na tył grupy i niemal stracił kontakt z czołówką. Gdy teren się wypłaszczył, ugotowany Duńczyk zdołał jednak dotrzeć na czoło peletonu. W międzyczasie Vacek zdołał skasować ataki Caruso i Aulara by wreszcie napędzić Pedersena a ten po raz kolejny atakując z dość daleka sięgnął po trzecią wygraną etapową.
Na ostatnich metrach doganiał go jeszcze Zambanini, blisko był też Pidcock, ale to Pedersen cieszył się ze zwycięstwa.
Choć taktyka Lidl-Trek mogła wydawać się dyskusyjna (wszak pomocnik urywał swojego lidera), po etapie Pedersen wyjaśnił, że tak mocna jazda Vacka była odpowiedzią na atak Roglica i “planem B”: gdyby ten zdobył przewagę, Vacek miał próbować dojechać z nim do mety i ograć na finiszu.
Ufff… niby tylko kilometrów a ile się działo!
A co dzisiaj? Dzisiaj peleton jedzie do Neapolu. Ostatnio kolarze Giro ścigali się tam w 2022r gdzie po ucieczce wygrał Thomas de Gendt i w 2023, gdy wygrywał…Pedersen. Dziś jednak etap jest co do zasady łatwiejszy – podjazdy kończą się mniej więcej w połowie. Tyle tylko, że trudnością będzie też dystans: do pokonania zawodnicy będą mieli 227km. W kontekście jutrzejszego etapu górskiego ponad 5,5h na rowerze może mieć znaczenie.
Ostatnie 50km prowadzą przedmieściami i ulicami samego Neapolu (dla jasności, samo miasto liczy niemal milion, aglomeracja ok trzech milionów mieszkańców, więc mówimy o dużym terenie zurbanizowanym). Wspomnienie o konieczności utrzymania uwagi w takim terenie nie jest truizmem: jakość dróg, miejska infrastruktura itd. będą sporym wyzwaniem na zakończenie długiego dnia.
Co do zasady to etap dla sprinterów, ale mając w pamięci jutrzejsze trudności, możliwe, że więcej przestrzeni dostaną uciekinierzy.
Finisz około 17.15, premia RedBulla na 53km przed metą około 16.05. Ostatni kilometr jest prosty, natomiast dojazd do niego ulicami wzdłuż wybrzeża, zatem są zakręty i skrzyżowania.

