Po czasówce wszystko, co czasem można powiedzieć, to wyniki. Zatem wyniki ;) Wygrywa Joshua Tarling o 24 setne sekundy przed Primozem Roglicem. Ten z kolei wygrywa o 11,6” z Pedersenem i zostaje nowym liderem, mając nominalnie przewagę sekundy.
W klasyfikacji generalnej faworyci prezentują się następująco.
Roglic
Ayuso +0:16
Tiberi +0:25
Storer+0:27
Simon Yates +0:33
Adam Yates +0:36
Carapaz+0:37
Hindley +0:39
Ciccone +0:42
Bernal +0:48
Martinez +1:18
Gee +1:25
Arensman +1:56
Jak więc widać Primoz Roglic ma bezpieczną, taktyczną przewagę, która umożliwia mu kontrolę wyścigu. Może być jednak tak, że dzięki bonifikatom na premiach lotnych lub finiszach różowa koszulka wróci do Pedersena. Bronienie jej za wszelką cenę nie wydaje się sensowe, tym bardziej, że na Duńczykiem Słoweniec ma tylko sekundę przewagi. Wystarczy jeden skuteczny finisz w top3 na mecie lub premii RedBulla i “maglia rosa” wraca do Pedersena.
Poza wynikami i oceną performance’u na podstawie strat na mecie na czasówkach ważne jest jednak też “wrażenie artystyczne” i wypowiedzi po etapie.
Wan Aaert jest ewidentnie osłabiony. Dopiero dzień wcześniej przyznał się, że przed wyścigiem zmagał się z chorobą. I o ile na przegranym z Pedersenem etapie ze startu wspólnego nie było tego widać aż tak bardzo (choć realnie daleki był tam choćby dyspozycji z klasyków), o tyle czasówka zweryfikowała jego formę. Prawie 40” straty do Tarlinga to na stosunkowo krótkiej próbie wskaźnik, że to było zdecydowanie coś więcej niż tylko “zły dzień” Belga.
Dla odmiany Pidcock, który do zwycięzcy (a zatem do Roglica) stracił 43” jest zadowolony, choć mówi, że ta czasówka kosztowała go bardzo dużo i sprawiła, że wyjątkowo cierpiał.
Sam Roglic z kolei jest nieco zaskoczony prowadzeniem w wyścigu na tak wczesnym etapie rywalizacji, nie planował tego, ale wspomina też, że jest “za stary” by przejmować się takimi rzeczami ;)
Dla odmiany Tarling, młodszy od Roglica o 14 lat (!) mówi o stresie, jaki towarzyszył mu w oczekiwaniu na kolejnych zawodników dojeżdżających do mety. Na prowadzeniu i na ostateczny wynik czasówki Brytyjczyk czekał ponad półtorej godziny, ponieważ startował stosunkowo wcześnie.
Sporo emocji kibicom dostarczyła też jazda Pedersena, który bardzo długo utrzymywał szansę na utrzymanie koszulki lidera. Pojechał znakomitą czasówkę, która jednak była dla niego “za długa” o kilkaset metrów. Mimo prób finiszu wyraźnie było widać, że zawodnikowi Lidl-Trek brakuje już energii w końcówce i kolejne obroty korbą przychodzą z wielkim trudem, nie napędzając dostatecznie jego roweru. Na ostatnich metrach gasł i choć na ostatni kilometr wjeżdżał jeszcze z Roglicem “na remis” ostatecznie przegrał z nim o ponad sekundę.
A co dziś? Dziś ostatni akt Albańskiego otwarcia Giro. Otwarcia wzbudzającego mieszane uczucia. Bo z jednej strony oglądaliśmy piękne krajobrazy, z drugiej przy trasach jest wyjątkowo mało kibiców. Widać też, że choć peleton prowadzony jest większymi drogami, och nawierzchnia pozostawia sporo do życzenia. Na ulicach Tirany sztywne rowery do jazdy na czas co chwilę podskakiwały na nierównościach asfaltu.
Trasa etapu to 160km, trzy podjazdy, w tym dwa punktowane (kolejno 4. i 2. kategoria), między nimi na 88km premia RedBulla. Należy się więc spodziewać, że przynajmniej do tego 88km kolarze Treka nie puszczą ucieczki by o bonifikatę i koszulkę lidera powalczył Pedersen. Najtrudniejszy podjazd dnia (10,5km i 7,4%) to wyzwanie, któremu Duńczyk może sprostać. Zwłaszcza, że ze szczytu do mety jest jeszcze prawie 40km.
Ostatnie kilometry, zanim zawodnicy wjadą do miasta, prowadzą wzdłuż wybrzeża, więc może być wietrznie. Finało kilometr jest całkowicie płaski i prosty. Do mety czołówka powinna dotrzeć około 17.15. Premia RedBulla zaplanowana jest mniej więcej (oczywiście zależnie od tempa kolarzy) około 15.20 a premia górska 2. kategorii około 16.25.
Tymczasem w Asturii kobiecą Vueltę po ataku w końcówce podjazdu Cotobello wygrała, zgodnie z przewidywaniami Demi Vollering. Po stosunkowo wczesnej selekcji Holenderka długo jechała Marlen Reusser i Anną van der Breggen. Owszem, była zdecydowanie najmocniejsza, ale trudno mówić o nokaucie. Kolejność na mecie etapu jest tożsama z klasyfikacją generalną. Cały wyścig był całkiem fajny do oglądania, należy jednak zadać pytanie o zasadność rozgrywania go tuż po Ardenach i w cieniu Giro d’Italia.

