Kronika Kolarska 19.04.2025

Remco Evenepoel powrócił! Trzeciego grudnia kierowca samochodu otworzył drzwi przed jadącym na treningu mistrzem olimpijskim (tu muszę być złośliwy w nawiązaniu do jednego z materiałów regionalnej telewizji, których zaraz wysyp będziemy mieli bo wiosna i “entuzjaści dwóch kółek na drogach uwaga”), który ewidentnie nie ćwiczył slalomu na sali gimnastycznej, nie umie jeździć na rowerze i nie zachował ostrożności przy jaśnie kierowcy wystawiającym swe pańskie trzewiki z auta.

Efekt: poważna kontuzja: złamane żebro, łopatka i ręka. 36 dni bez treningu. Po fakcie wiemy, że ból, cierpienie, trudy dochodzenia do zdrowia spowodowały, że Remco poważnie rozważał zakończenie kariery.

Podniósł się jednak, wrócił do pracy i nieco ponad cztery miesiące później wygrał Brabancką Strzałę. Jasne, to nie jest worldtourowy klasyk, ale wyścig ceniony, niełatwy i z mocną obsadą. Przy tym stosunkowo niedługi, więc ewentualne braki treningowe nie wyszły na jaw. Przez nieco trzy i pół godziny jazdy Evenepoel nie naruszył swoich zasobów energetycznych na tyle, by ktoś był w stanie mu zagrozić.

Zaatakował na 55km przed metą, gdy peleton wjechał na rundy wokół Overijse. Z nim zabrał się Wout van Aert i młody Joseph Blackmore. Brytyjczyk w końcówce nie wytrzymał, tempo Remco było za wysokie również dla van Aerta. Ten ledwo trzymał koło na kolejnych podjazdach a na ostatnich trzech kilometrach to Evenepoel, nieco sfrustrowany sytuacją, cały czas jechał na czele. Van Aert nie dawał jednak zmian nie dlatego, że nie chciał, lecz po prostu nie był w stanie. Mistrz olimpijski zafiniszował z pierwszej pozycji, odniósł swoje 60. zwycięstwo w karierze i pokazał, że wrócił do wysokiej formy.

W niedzielę na Amstel Gold Race będzie mu z pewnością trudniej o dobry wynik, ale tak czy inaczej pokazał nie tylko siłę fizyczną, ale też siłę ducha oraz postęp, jaki wciąż wykonuje współczesna medycyna i rehabilitacja. Bo kontuzje, po których wrócił były bardzo poważne. Jeszcze niedawno pełna sprawność po takich obrażeniach byłaby trudna do wyobrażenia a co dopiero wygrana w pro wyścigu po tak krótkim czasie!

Inna kwestia to dyspozycja Wouta van Aerta. Ten jest coraz mocniej krytykowany za swoją nieskuteczność, kolejny przegrany finisz, “brak błysku”. Tyle tylko, że WvA ma za sobą koszmarne 12 miesięcy. Najpierw upadł i połamał się na Dwars Door Vlaanderen a gdy wrócił do formy na Vuelcie upadł jeszcze gorzej i doznał dotkliwej kontuzji kolana. Fakt, że po czymś takim jest w stanie stawać na podium ważnych wyścigów klasycznych czy walczyć o nie w monumentach jest godny podziwu.

Tu niestety swoje trzy grosze dokładają nie tylko szeregowi kibice, ale i poważni komentatorzy. A szkoda, bo sytuacja kolarza Visma – Lease a Bike jest z jednej strony trudna a z drugiej fakt, że wrócił może jeszcze nie na swój najwyższy, ale już niedostępny dla większości kolarzy poziom jest imponujący. Więc szanowni państwo, może trochę empatii.

Tegoroczna Brabancka Strzała niewątpliwie była wyścigiem powrotów, ponieważ w rywalizacji kobiet, w swoim stylu, mocnym, solowym atakiem i jazdą kilkanaście kilometrów przed peletonem wygrała Elisa Longo Borghini. Włoszka, która na trasie Ronde van Vlaanderen upadła i doznała wstrząśnienia mózgu ma się jak widać już całkiem dobrze. Mocy przez kilka dni bez treningów nie straciła i mimo perturbacji kontynuuje udany sezon (wygrała wcześniej Dwars Door Vlaanderen oraz klasyfikację generalną UAE Tour).
Drugie miejsce po finiszu z niewielkiej grupki dla Vos, trzecie dla Gerritse a dziesiąte dla Agnieszki Skalniak-Sójki.

A już jutro Amstel Gold Race, przed którym Brabancka Strzała była sprawdzianem. Wiadomo, że w niedzielę wielkanocną priorytety każdy ma swoje, ale rano spodziewajcie się zapowiedzi wyścigu ze standardową rozpiską czasu, żeby w razie czego łatwiej włączyć choćby końcówkę transmisji 😉

PS, dzięki wszystkim za wczorajsze głosowanie!

oryginalny post na facebooku