Joao Almeida pokazał, że jest najmocniejszym kolarzem w peletonie tegorocznego Wyścigu Kraju Basków. Na stosunkowo krótkim (3,4km), ale stromym (prawie 12,5% średnio) finałowym podjeździe dnia (za którym było jeszcze kilka kilometrów zjazdu i płaskiego do mety) wykręcił VAM 1990m/h przez 12’25”. Dało mu to ponad 30” przewagi nad grupą pościgową, która nie miała z nim szans. Najmocniejszy był w niej Lipowitz, z kolei były lider (stracił prowadzenie na rzecz Almeidy) Schachmann dołączył do niej dopiero na zjazdach. Co więcej, ekipa UAE miała w niej dodatkowo Del Toro, który finiszując po drugie miejsce zapewnił Almeidzie większą przewagę w związku z zabraniem jego rywalom bonifikaty.
Piękna jazda Almeidy i znakomity pokaz mocy, pobicie rekordu podjazdu (choć w tej wersji jest on używany stosunkowo rzadko, za to aż o 38”) to wykorzystanie szansy, jaką Portugalczyk dostał na tym wyścigu. To sprzyjające okoliczności dla niego: Pogacar ściga się w klasykach, sam Almeida zanotował w tym roku niewątpliwy progres a w Kraju Basków z różnych powodów nie ma ani Roglica, ani Vingegaarda ani Evenepoela. A samo VAM na poziomie 1990m/h na dwunastominutowym podjeździe to obecnie rezultat bardzo dobry, ale daleki od najlepszych.
Czy to umniejsza jego wynikowi? Zdecydowanie nie. Wyścig Kraju Basków wciąż jest prestiżowy, zaprezentowana przez Almeidę moc wciąż jest znakomita. Co więcej, jego atak oglądało się bardzo dobrze a etap dzięki temu był emocjonujący. Lider wyścigu powinien teraz uważnie jechać do mety, do której zostały tylko dwa etapy i sięgnąć po jedno z najcenniejszych zwycięstw w swojej karierze. Natomiast ważny jest kontekst, który mam nadzieję nakreśliłem.
Dla pełnej transparentności, korzystam z iksowych zasobów Lanternerouge oraz ammattipyoraily, natomiast staram się je w miarę możliwości omówić i zsyntetyzować.
A co dziś?
Dziś kolejny górzysty etap, którego ostatnie kilometry warto oglądać. Trochę ponad 170km, i tylko cztery premie górskie, ale o wiele więcej podjazdów, które z jakiegoś powodu są niepunktowane. W tym ostatni ze szczytem 14km przed finiszem, po którym następują jeszcze dwie, mniejsze “hopki”. I z ucieczki i z peletonu taki teren jest znakomitą sceną taktycznych rozgrywek i idealnie nadaje się do ofensywnej jazdy, więc warto włączyć transmisję ok. godziny 17 i obejrzeć rywalizację zawodników.
Nie ukrywajmy jednak, że Kraj Basków jest najważniejszy. Oczy całego kolarskiego świata od kilku dni spoglądają w stronę północnej Francji. Na ostatnie rekonesanse przed Paryż-Roubaix (m.in Van Aerta, który pędząc przez Arenberg złapał gumę i ledwo się uratował czy ekipy UAE, która bije kolejne KOMy na brukowanych segmentach na Stravie), ale też na prognozę pogody. Sobotni wyścig pań na tę chwilę powinien być po suchym, natomiast niedzielne ściganie panów może odbywać się jeśli nie w deszczu, to przynajmniej po błocie.
Swoją drogą fakt, że dzięki social mediom niemal na żywo obserwujemy treningi na trasie Paryż-Roubaix jest piękny i dodaje dodatkowy kontekst do wyścigu. Teraz właściwie wszyscy zainteresowani mają dostęp do informacji, które jeszcze niedawno były dostępne wyłącznie dla nielicznych osób będących najbliżej drużyn.

