Dziś znów krótko i znów motywacyjnie ;) (plus trochę później, bo życie ściga, ale wciąż z zapasem przed transmisją w dzisiejszym dniu, przyznaję więc sobie symboliczny medal z ziemniaka za ogarnianie XD)
Caleb Ewan po tym, gdy peleton złapał ucieczkę dnia na kilka kilometrów przed metą wygrywa finisz z dużej grupy na drugim etapie Wyścigu Dookoła Kraju Basków.
I nie byłoby w tym nic szczególnego – ot dobry sprinter wygrywa etap na wyścigu, gdzie nie ma zbyt wielu dobrych sprinterów.
Tyle tylko, że dla Caleba Ewana to jeszcze bardziej skomplikowana historia niż dla Maxa Schachmana. Ewan przez lata był jednym z najlepsych srinterów w zawodowym peletonie. Ma na swoim koncie po pięć etapów Touru i Giro, jeden etap Vuelty, wygrane klasyki Scheldeprijs czy w Hamburgu. W sumie 65 zwycięstw. Tyle tylko, że kilka lat temu coś się u niego “zacięło”. Kilka bolesnych upadków, następnie zmiany ekip, które mu nie służyły zbyt dobrze i w efekcie na początku 2025r pozostawał bez kontraktu.
Nieco niespodziewanie związał się z ekipą Ineos Grenadiers, która sama jest w swoistym kryzysie. Mając problemy ze skutecznością i straciwszy pozycję najlepszej i najbardziej pożądanej drużyny na świecie podpisali umowę z Ewanem.
A ten dość szybko zaczął im się odwdzięczać. W swoim pierwszym starcie w nowych barwach, zaledwie dwa tygodnie temu wygrał etap Settimana Internazionale Coppi e Bartali (kategoria 2.1, więc teoretycznie nic wielkiego, ale to prestiżowy wyścig ze sporą tradycją) a wczoraj wykorzystał szansę i zwyciężył na etapie Dookoła Kraju Basków.
I nawet, jeśli nie miał rywali z nazwiskami równymi swojemu to fakt jest faktem. A przy okazji nie zapominajmy, że droga Marka Cavendisha do pobicia rekordu Merckxa wiodła przez wygraną na etapie Tour of Turkey i Tour de Hongrie, więc kto wie, może i Ewan sięgnie jeszcze po jakieś prestiżowe zwycięstwa. Krótko mówiąc, nie ma co mówić, że ten czy ów “się skończył”, póki ostatecznie nie odwiesi roweru na hak.
A w kontekście sprinterów – tych w Kraju Basków nie ma z dwóch powodów. Po pierwsze, Wyścig Dookoła Kraju Basków jest górzysty i sprinterzy mieli na nim jedną szansę a po drugie dziś w programie mamy Scheldeprijs, czyli klasyk z brukami, ale dla sprinterów, bo niemal całkiem płaski. Na starcie cała śmietanka: Philipsen, Merlier, Groenewegen, Kristoff, Thijsen, jest też Aniołkowski, choć realnie w takiej stawce jego szanse nie są wielkie. Finisz na ulicach Antwerpii około 17.50. A w momencie, gdy wrzucam ten post powinny już w swojej wersji wyścigu finiszować panie.
Tymczasem w Kraju Basków dziś pierwsze górki: 155km, siedem premii w tym ostatnia trzeciej kategorii 5,5km przed metą. A premia trzeciej kategorii w Kraju Basków oznacza podjazd 1,4km o średniej stromiźnie 10% i maksymalnej 18%. Nic więc dziwnego że to jest ten wyścig, na którym nogę lubią sprawdzać kolarze przygotowujący się do ardeńskich klasyków. Finisz zaplanowano kilka minut po 18, warto obejrzeć ostatnie 20 minut, jeśli miałbym wybierać, to proponuję na żywo włączyć Kraj Basków a finisz Scheldeprijs zobaczyć z odtworzenia.

