Kronika Kolarska 24.03.2025

Ciekawostka: od dzisiaj do końca Giro d’Italia będą tylko trzy dni bez zawodowych wyścigów w kalendarzu! I nie, nie o wszystkich będę pisał a mówił będę tylko o tych najważniejszych. Ale realnie tych najważniejszych jest teraz bez liku.

Po pierwszym monumencie sezonu, który ustawił poprzeczkę niezmiernie wysoko jeśli chodzi o poziom emocji i oczekiwań na kolejne klasyki przychodzi pora na trzecią ważną etapówkę w tym roku.

Trochę mniej eksponowana niż Paryż-Nicea i Tirreno-Adriatico, choćby dlatego, że nie czekamy po niej na Mediolan-San Remo. Ale zasłużona, tradycyjna i zazwyczaj bardzo ciekawa. Volta a Catalunya, z trzema solidnymi etapami górskimi, dwoma pagórkowatymi i dwoma dla sprinterów.

Etap przygotowań do wielkich tourów, ale i cel sam w sobie dla wielu kolarzy. Mimo wczesnej pory z kilkoma wizytami na wysokości niczym w Tatrach (przejazd przez 1920m, finisz na 1690m, przejazd przez 1715m) i z wieloma okazjami do weryfikacji formy przez czołówkę górali na świecie.

W tym roku mamy rywalizację Primoza Roglica z Juanem Ayuso, czyli przygrywkę do Giro d’Italia. Do tego Adam Yates, Simon Yates, Ben O’Connor, Enric Mas, Sepp Kuss, Mikel Landa, Lenny Martinez, Pavel Sivakov. A także powracający po kontuzji Egan Bernal, który zaczynał ten sezon bardzo fajnie a potem znowu dopadły go kłopoty. Jeśli miałbym życzeniowo komuś kibicować, to chciałbym zobaczyć w dobrej dyspozycji Tao Geoghegana Harta, który też miał w ostatnich sezonach różne perypetie. Ten rok zaczął jednak całkiem nieźle, w lutym w Algarve jeździł na poziomie Roglica.

Transmisje w Eurosporcie, czymkolwiek teraz jest i gdziekolwiek go odtwarzacie codzienie od ok. 15-17, finisze codziennie właśnie około piątek po południu (za wyjątkiem piątku, gdy będzie godzinę wcześniej i poprzedzi finisz na E3 i niedzieli w Barcelonie, gdy będzie o 13, dzięki czemu nie pokryje się z Gandawa-Wevelgem).

Dziś pierwszy, pagórkowaty etap 178km i niby tylko dwie premie górskie, ale na trasie jest niezliczona liczba niepunktowanych podjazdów. Taki wyścig klasyczny, tylko na otwarcie ciężkiej, tygodniowej etapówki.

A, no i bonus w Katalonii: po pierwsze, strona internetowa jest pod katalońską domeną .cat. Po drugie, liderzy klasyfikacji jeżdżą w trudnych do odróżnienia, za to dość unikatowych koszulkach: białych z kolorowymi pasami. W zunifikowanym świecie pro kolarstwa każdy taki element to miła odmiana. Istotne jest to, że tak jak w przypadku Wyścigu Dookoła Kraju Basków, tak i Wyścig Dookoła Katalonii jest wyrazem dumy narodowej tamtejszej wspólnoty autonomicznej. W zawiłości hiszpańskiej polityki wewnętrznej jednak tu nie będę wchodził, ale przy okazji wyścigu zachęcam do zgłębienia tematów nie tylko kulinarno-architektonicznych, jak to zazwyczaj jest w eurosporcie, ale też polityczno-społecznych.

oryginalny post na facebooku