Kronika Kolarska 16.03.2025

Tirreno-Adriatico rozstrzygnięte, pozostał tylko jeden etap sprinterski. Paryż-Nicea niby wyjaśnione, ale na ostatnim etapie w górach wokół Nicei zawsze może się wydarzyć coś ciekawego. A do tego dziś jeszcze ważny kobiecy klasyk, czyli Trofeo Alfredo Binda.

Ale po kolei.

Wczoraj na Paryż-Nicea mieliśmy kolejny etap w paskudnej pogodzie i dobrze, że organizatorzy wycięli podjazd La Colmaine, bo pewnie peleton wyścigu skurczył by się wyraźnie z wieloma kolarzami z hipotermią.

Niestety i tak z walki w generalce wypadł kolejny faworyt, po Jonasie Vingegaardzie na skutek upadku wycofał się Matjas Skjelmose. Początkowo wyglądało to poważnie, ale na szczęście zawodnik Treka skończył tylko z drobnymi kontuzjami.

W klasyfikacji generalnej na finałowym podjeździe kilka sekund do Jorgensona na finiszu odrobił Lipowitz, ewidentnie będący w dobrej dyspozycji. Najciekawsze działo się jednak w ucieczce dnia, która składała się z mocnych zawodników zdeterminowanych, by w deszczu i zimnie powalczyć o prestiżową wygraną na etapie ważnej tygodniówki. Z przyjemnością obejrzałem dwa motywy, które szczególnie doceniam podczas obserwowania wyścigów kolarskich i sportu w ogóle.

Po pierwsze “stary mistrz”, Julian Alaphilippe wykonał znakomitą pracę dla swojego kolegi z drużyny, pokazując, czym jest prawdziwa klasa i zaprzeczając wielu oskarżeniom, które w jego stronę wytaczał były szef, Patrick Lefevere. Po przejściu do ekipy Tudor Alaphilippe od początku sezonu pokazuje nie tylko dobrą formę, ale sprawdza się też jako gracz drużynowy. A po drugie, zawodnikiem, któremu pomógł był Michael Storer. Australijczyk o bardzo dużym potencjale, który jednak na worldtourowe zwycięstwo czekał od 2021, gdy wygrał dwa etapy Vuelty.

Zatem mieliśmy dwie historie pokazujące, że [frazes warning!] kolarstwo to piękny, ale bardzo ciężki sport, w którym trzeba wykazywać się cierpliwością.

Trzecia historia a raczej dokonanie, to Mads Pedersen dojeżdżający do mety na podjeździe na dziesiątym miejscu, w grupie (i na wyższej pozycji) z Almeidą, McNultym czy Jorgensonem. Pedersen, czyli co do zasady klasykowiec-sprinter. Choć ze względu na warunki tempo podjazdów na Paryż-Nicea nie jest obiektywnie wysokie, Duńczyk prezentuje imponującą dyspozycję i zdecydowanie trzeba będzie na niego zwracać baczną uwagę w końcówce Mediolan – San Remo.

Tymczasem na Tirreno-Adriatico było sucho, choć chłodno. Na finałowym podjeździe, zgodnie z przewidywaniami, rozprowadzony przez kolegów z drużyny UAE zaatakował i po zwycięstwo etapowe i po koszulkę lidera Juan Ayuso. Podjazd Frontignano o parametrach: 7,55km; 8,07%; 609m przewyższenia pokonał z VAM 1850m/h, w 19’45” co jest pewnego rodzaju standardem w obecnych czasach. Standardem oczywiście, jeśli mówimy o bardzo dobrych zawodnikach wygrywających wyścigi.

Choć początkowo wydawało się, że zniszczy swoich rywali, przewaga 20”, którą w pewnym momencie uzyskał w końcówce zaczęła topnieć i do mety dojechał zaledwie 13” przed Pidcockiem, Hindleyem i Landą. Sam Pidcock zaliczył tym samym prawdopodobnie najlepszy występ na 20’ podjeździe w karierze a sam stwierdził, że choć jechał mocno, prawdopodobnie miał jeszcze trochę zapasu. Fakt, że wspinał się z, i realnie głównie samodzielnie nadawał tempo, Hindleyem i Landą już pokazuje, że jest w bardzo dobrej dyspozycji. Może być więc zadowolony, choć po słabej czasówce w generalce jest dopiero szósty.

Kilkadziesiąt sekund za nim swoją masę pod górę wprowadzał Philippo Ganna, który równą, bardzo mocną i konsekwentną jazdą obronił podium w klasyfikacji generalnej. Przegrał drugie miejsce z Tiberim, ale wygrał trzecie z Derekiem Gee, który podpalił się i próbował ścigać Pidcocka z Hindleyem, za co w końcówce zapłacił stratą czasu.

Tegoroczna trasa Tirreno-Adriatico była wręcz stworzona dla Ganny, tylko jeden duży podjazd, który niemal równoważył się z płaską czasówką to jedno. Inna sprawa, że bez bardzo dobrej formy Włoch nie obroniłby trzeciego miejsca i podobnie jak w przypadku Pedersena na Paryż-Nicea jego forma pokazuje, że jeśli Pogacar myśli o Mediolan – San Remo sam atak na Poggio to prawdopodobnie za mało, by wygrać pierwszy wiosenny monument.

A co dzisiaj?

Dzisiaj przede wszystkim wracamy do harmonogramu z T-A kończącym się wcześniej niż P-N. W planie płaski etap z metą w San Benedetto del Tronto nad Adriatykiem. Finisz dla sprinterów około 15.50.

Na Paryż-Nicea za to klasyczna, dynamiczna rozgrywka w górach wokół Nicei. 120km, cztery punktowane podjazdy, szybkie drogi w dół i próby wygrania generalki po jakiejś śmiałej akcji. Visma bez Vingegaarda będzie musiała wspiąć się na wyżyny, by w chaosie obronić pozycję lidera. Należy spodziewać się ataku kolarzy RedBulla wspierających pokazującego “dobrą nogę” Lipowitza. Finisz zapowiedziano na ok. 17, warto oglądać przynajmniej ostatnią godzinę.

Równolegle Paryż-Nicea finiszować będą panie w Trofeo Alfredo Binda. Wyścig tradycyjnie rozgrywany w weekend z Mediolan-San Remo w tym roku został przesunięty tydzień wcześniej, bo swój M-SR w końcu będą miały i panie. Na starcie cała czołówka, bez dochodzącej do siebie po upadku na Strade Bianche Katarzyny Niewiadomej.

oryginalny post na facebooku