Kronika Kolarska 14.03.2025

Jonas Vingegaard nie stanął na starcie dzisiejszego etapu Paryż-Nicea po tym, gdy na wczorajszym etapie upadł i doznał urazu ręki. Teoretycznie to nic poważnego, ale biorąc pod uwagę, że w związku z tym nie był w stanie nawiązać rywalizacji z najlepszymi na finałowym podjeździe, ekipa postanowiła wycofać go z dalszej rywalizacji.

Swoją drogą upadku nie widzieliśmy w transmisji, ale realnie nie ma to znaczenia. Na drodze do stawienia czoła Pogacarowi w lipcu pojawiła się pierwsza przeszkoda.

Co do samego, wspomnianego podjazdu, myślę, że zaskoczył on nie tylko zawodników. Dość długi, stromy, wymagający zapewnił dobrych kilka minut rozrywki fanom i bólu kolarzom. Jorgenson podjeżdżał go tak, jakby z tyłu miał szykującego się do ataku Vingegaarda co zaowocowało tym, że bardzo dynamicznym atakiem w końcówce po zwycięstwo etapowe pojechał Lenny Martinez (od tego roku lider Bahrainu). Nadzieje Francuzów na sukcesy w najważniejszych wyścigach znowu wystrzeliwują w kosmos.

Z kolei Almeida zamiast trzymać się McNulty’ego w swoim stylu pojechał równo, i na koniec nie był daleko (7” starty do Martineza, 4” do Jorgensona), ale po imponującym zwycięstwie dzień wcześniej spodziewaliśmy się po nim więcej. Po raz kolejny równo i dobrze pojechał Lipowitz, który po wycofaniu Vingegaarda jest już drugi w klasyfikacji, ale ze sporą stratą (36”) do odzyskującego żółtą koszulkę Jorgensona.

A na koniec, tak jak dzień wcześniej znów muszę podkreślić imponującą formę Pedersena, który pracą pod górę “ugotował” swojego kolegę z drużyny, Skjelmose. Były mistrz świata prezentuje się w ostatnich dniach znakomicie i urasta do roli faworyta Mediolan-San Remo. Zobaczymy, czy dziś nawiąże rywalizację na finiszu z Merlierem.

Tymczasem na Tirreno-Adriatico trwają manewry właśnie przed Mediolan – San Remo. Nie wiem, czy ważniejszej jest zwyciestwo Olava Kooji po tym, gdy czołówka doścignęła ucieczkę, czy może to, jak łatwo Ganna skasował ataka van der Poela.

A do dzisiaj? Na Paryż-Nicea ostatnia szansa dla sprinterów (finisz ok. 16.30), natomiast na Tirreno-Adriatico całkiem ciekawa trasa dwiema premiami górskimi w końcówce. Etap ma 205km, przedostatni podjazd jest na 178,4km, ostatni na 197,5km. W końcówce tego drugiego odcinki sięgające nawet 15%, więc zapowiada się ciekawa rywalizacja. Co więcej, sam dojazd do mety też jest lekko pod górę a na kilometr przed kreską jest krótkie nastromienie. Finisz zapowiedziano na 15.45, dziś T-A wygrywa z P-N, warto więc włączyć transmisję około piętnastej.

oryginalny post na facebooku