To miał być znakomity dzień zarówno na Paryż-Nicea jak i Tirreno-Adriatico i był. Przynajmniej dla kibiców, bo kolarze, cóż, kolarze musieli znosić wczesnowiosenną pogodę. Na P-N nawet wprowadzono neutralizację części etapu z powodu nagłego ochłodzenia i intensywnego opadu śniego-gradu. Na T-A sporą część z ponad 230km zawodnicy jechali w deszczu.
Czy neutralizacja i wychłodzenie organizmu spowodowały, że Jonas Vingegaard przegrał na finałowym podjeździe z Joao Almeidą? Być może. Lider Vismy (i tak czy inaczej po wczorajszym etapie nowy lider wyścigu) spróbował zrobić "swoje", czyli zaatakować na ok 2,5km przed metą. Próbował z nim pojechać Lenny Martinez, ale dla Francuza było to za mocno.
Tymczasem z tyłu grupa pościgowa jechała równym tempem (sporo pracował Lipowitz) a na ostatnich kilkuset metrach zaczął z niej odjeżdżać Almeida, który dopadł słabnącego Vingegaarda tuż przed metą i wygrał etap. To zwycięstwo presitżowe i ważne w kontekście rozgrywek psychologicznych w całym sezonie.
Tu należy się jednak dygresja, ponieważ podjazd La Loge des Gardes ewidentnie nie leży Vingegaardowi. W 2023r przegrał tam ok. 40" z Pogacarem. A choć w tym roku czas Almeidy (i Vingegaarda) był o 20" gorszy niż rezultat Pogiego z '23, Vingegaard mimo problemów z wychłodzeniem i być może nie najlepszego rozłożenia sił, wciąż był lepszy o 20" niż dwa lata temu. A wówczas w lipcu, czyli wtedy, gdy trzeba, po prostu fruwał.
Warta odnotowania jest też znakomita praca na podjeździe Madsa Pedersena, który dość długo nadawał mocne tempo a po chwili był nawet jeszcze wrócić do grupy. Z taką nogą Duńczyk może przetrwać mocne tempo na podjazdach w końcówwce Mediolan-San Remo!
Tymczasem na Tirreno-Adriatico końcówka faktycznie przyniosła rozgrywkę zbliżoną właśnie do Mediolan-San Remo. Choć podjazd prowadzący do premii przed metą był dłuższy i miejscami bardziej stromy niż i Cipressa i Poggio, miał też sekcje bardziej płaskie. Zjazd do mety też nie był tak szaleńczy jak na M-SR, jednak co do zasady rozgrywka była podobna: ataki górali, organizacja pościgu przez mocniejszych zawodników, atak na zjeździe i płaskim i finisz ze średniej wielkości grupy.
Nogę na podjeździe sprawdzał Ayuso, na zjeździe długiego ataku próbował Ganna, w końcówce jednak faworyci, w tym Pidcock i van der Poel, nieco się pogubili i nieco niespodziewanie wygrał Andrea Vendrame.
W kontekście Mediolan – San Remo istotna była kraksa, w której przed podjazdem leżało trzech kolarzy Lidl Trek, w tym Jonathan Milan. Obyło się na szczęście bez poważnych obrażeń, natomiast Włoch stracił kontakt z główną grupą i nie był w stanie sprawdzić się na finiszu.
A co dzisiaj? Dzisiaj kolejny fajny dzień na obu wyścigach. Na Tirreno-Adriatico (finisz około 15.45) fajna końcowka na rundach. Trzy okrążenia, na których 3km przed kreską jest krótka stromizna 12% a ostatni kilometr prowadzi nieco pod górę. Kolejna szansa na dynamiczną rywalizację specjalistów wyścigów klasycznych i mocnych sprinterów, czyli sprawdzianów przed M-SR ciąg dalszy.
Z kolei na Paryż-Nicea trochę rywalizacji w klasyfikacji generalnej i również nieco testu przed klasykami, tyle, że tymi bardziej górzystymi. Na ostatnich 50km jest pięć premiowanych podjazdów typu "ścianek". Ostatni, prowadzący do mety to finisz w stylu Walońskiej Strzały: 1,7km, 11%, ostatni kilometr ma ponad 13% a maksymalnie 18%. Finisz około 16.30.

