Jeśli oglądaliście serial Netflixa "Tour de France Unchained" (polski tytuł "Tour de France: W sercu peletonu"), to trzeci sezon, który zostanie opublikowany w czerwcu będzie ostatnim. Platforma kasuje go, podobnie jak m.in. tenisowy "Break Point" (ten przeżył tylko swoje dwie serie).
Trochę szkoda. Choć oczywiście narracja była nieco fabularyzowana, "TdF Unchained" prezentował dodatkowe ujęcia i wypowiedzi, które nie pojawiały się wcześniej w mediach czy socialach.
Netflix France, który odpowiadał za produkcję zajmie się zgłębianiem tematyki innych dyscyplin sportu. Jedną z przyczyn skasowania serialu miały być przeciętne wyniki oglądalności.
Właściwie mnie to nie dziwi (i znów w tym miejscu powraca motyw, o którym wspominałem przy okazji komentarza do polityki cenowej Eurosportu). "TdF Unchained" wychodził w teoretycznie najgorętszym okresie dla kolarstwa, niedługo przed Tour de France. I choć między Giro a Tourem jest nieco przestrzeni na treści kolarskie, i tak w przestrzeni medialnej mamy wystarczająco sportu rowerowego na żywo, by w czerwcu oglądać obrazki sprzed roku (jakkolwiek atrakcyjnie by ich nie pokazywać).
Nawet, jeśli TdF Unchained miał być kierowany do szerszej publiczności, być może lepszym terminem byłaby premiera np, w styczniu, jako zapowiedź nowego sezonu, gdy widzowie są już głodni kibicowania szosowcom.
Sam drugi sezon obejrzałem na spokojnie dopiero w grudniu na trenażerze i był to całkiem dobry pomysł. Jeśli jeszcze nie oglądaliście tej produkcji, to teraz jest na to dobry moment, biorąc pod uwagę obecną pogodę. Zbingowanie dwóch serii podczas kilku sesji indoor cycling umili wam ten czas.
A trzeci, ostatni sezon wjedzie na Netflix tak jak poprzednie, w czerwcu.

